Boję się maratonu

Ich pierwszy maraton już za dwa tygodnie. Naszym debiutantom zagląda w oczy strach

Poznań,maraton,para na maraton,trening

Jeszcze nie tak dawno potrafili trochę truchtać, jedni szybciej, inni wolniej, niektórzy nawet tego nie. Przez ledwie 13 tygodni ćwiczyli: marszobiegi, potem wolne bieganie. Stopniowo Wojtek "Szkielet" Staszewski - nasz reporter, świetny biegacz i licencjonowany trener w jednym - dokładał im podbiegi, odcinki przyspieszeń, dłuższe wybiegania. Ale to wszystko nie uspokaja kołatania serca, gdy pomyślą, że za dwa tygodnie w Poznaniu czeka na nich 42,2 km.

Żeby nie zrobić synowi obciachu

Bożena Knorps-Sobiechowska i Piotr Sobiechowski, mama i syn Bożena (48 lat) prowadzi kilka sklepów odzieżowych w Brodnicy, Piotr (21 lat) jest studentem III roku farmacji na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym.

Pech, i to podwójny. Od miesiąca Bożena ma masę roboty, jeździ po całym kraju i spotyka się z kontrahentami. Wstaje o świcie, prysznic i do auta. W aucie je, słucha radia, rozmawia przez telefon. Niestety, nie da się w nim trenować. Co gorsza, tydzień temu miała poważną stłuczkę. Nerwy, samochód w naprawie, ale od razu dostała zastępczy i jeździ dalej. - Jeszcze tylko do końca tygodnia. Od października koniec z jeżdżeniem, dam radę dociągnąć trening, jak Pan Bóg przykazał. W maratonie Bożena boi się, jak zareaguje jej organizm. Kiedyś w młodości pobiegła w przełajach i do dziś pamięta, jak źle to zniosła, była bliska wymiotów. - Jeśli mi się coś takiego znowu wydarzy i będę musiała zejść z trasy? Nie chcę robić obciachu synowi. Bo to właśnie Piotrek, sam lekkoatleta, zgłosił ich oboje jako parę na maraton. W sobotę oboje startują w półmaratonie w Płowcach. To może ją uspokoić. - Ale jaki tam mają wyśrubowany limit czasu! 2:10! Jak dla wyczynowców! Podobno maruderów będą zabierać do samochodu, ale ja nie pozwolę, chcę dobiec do mety - martwi się Bożena. I jeszcze: - A w maratonie? Tam też mają limit sześciu godzin? Jeśli się nie zmieszczę?

Mama skasowała auto, syn nie zaliczył poprawki z chemii analitycznej. Będzie musiał powtarzać egzamin za rok. A przez naukę zawalił treningi. - Co robić?! Trzeba było przysiąść, a o maraton się nie boję. W razie czego mama dociągnie mnie do mety. Jako sportowiec (biega na 800 m) ma świadomość, że jak człowiek nie jest dotrenowany, to może go złapać kontuzja. Ale jeszcze pełne dwa tygodnie na przygotowania, słychać uspokajający głos w słuchawce.

Wojtek Staszewski, trener gazetowej drużyny, dziennikarz "Dużego Formatu": Bożenka, jesteś dobrze przygotowana, ciężko pracowałaś. To nieporównywalne z wyścigiem z czasów szkolnych, gdy byłaś nieprzygotowana i ciągnęłaś tylko ambicją. Ty się nauczyłaś biegać, już nie gnasz na oślep, kontrolujesz siły. Z trasy nie zejdziesz, wiem, bo aż za dobrze cię poznałem przez te trzy miesiące. W najgorszym razie od 30. km dotrzesz do mety marszobiegiem, a to w debiucie żaden wstyd. A auto z napisem "koniec maratonu" dojedzie do mety dobrą godzinę za tobą. A gdyby cię dogoniło, to nie daj się wciągnąć do samochodu. Piotrek, jako jedyny w naszej grupie profesjonalny sportowiec najlepiej wiesz, co zawaliłeś. Jeśli ambicja nie porwie cię na początku, to dotrzesz do mety, chociaż na pewno nie w takim stylu, na jaki cię stać. Mam nadzieję, że kiedyś będziesz chciał się tak przygotować do maratonu, żeby start dał ci spełnienie.

Zarazki atakują!

Dorota (38 lat) i Adam (39 lat) Nowaczykowie, małżeństwo z 15-letnim stażem. Pracują w Wiosce Dziecięcej SOS w Karlinie (Zachodniopomorskie), mają pod opieką: Amelkę, Dagmarę, Martę, Krystiana, Adriana i własną córkę Małgosię

Nasz telefon zastał ich w wywiadówkowym szale. - Obskoczyć pięć wywiadówek, a każda zaczyna się o tej samej porze, to wyzwanie. Dobrze, że wszystkie w jednej szkole. Dorota i Adam najbardziej boją się, że się teraz przed samym maratonem rozchorują. Dorota: - Aż mnie z nerwów skręca. Zarazki wokół, więc na wszelki wypadek faszeruję się lekami. O, proszę, teraz mnie głowa ćmi. To na pewno zatoki! Zaraz wezmę krople! Adam bardziej boi się jakiejś głupiej kontuzji, która mogłaby się mu przydarzyć. Martwi go też, że zupełnie opadł mu treningowy zapał. - Myślałem, że na końcówce będę jeszcze bardziej nakręcony, bo adrenalina startowa, bo człowiek bardziej wybiegany. A jest inaczej: zmuszam się do biegania, kiedy mogę, skracam treningi. Niby wie, że trzeba połknąć tę żabę, ale ma jakieś wątpliwości. Tu akurat Dorota jest spokojna. Choć nigdy nie uczestniczyła w dużej imprezie biegowej, niczym się nie martwi, niczego się nie boi. Na 100 proc. ufa mężowi. - Na pewno będę jak w transie, zrobię, co każą, pójdę, dokąd [po?]prowadzą. Klapki na oczy, jakoś to przetrwam. A że postanowili biec razem, noga w nogę, choć on na treningach jest szybszy, to może jakoś razem dociągną?

Wojtek Staszewski: Adam, widzę, że szykujesz się na start jak na ścięcie. Kontuzja dopada nas zwykle, kiedy jesteśmy przetrenowani. Dlatego jeśli skracasz sobie treningi, to - chociaż sam ci je układam - powiem, że robisz dobrze. Jesteś już wystarczająco przygotowany, zrobiłeś sporo dwugodzinnych wybiegań, trenowałeś siłę (na podbiegach) i szybkość (na interwałach). A gdyby maraton nie był tajemnicą, nie byłby tak pociągający. Dorota, o ciebie jestem spokojny. Na finiszu będziesz frunęła, nawet jak ci nikt nie każe. A choroby? Bez paranoi. Porządny trening uodparnia, nie ma jeszcze chłodów. Ale trochę uważać warto - po treningu od razu zdjąć przepocone rzeczy, rozciągać się już w suchych. Dobrze się odżywiaj, rozsądnie ubieraj. Może jakieś suplementy, minerały?

Powrót do życia, a kolano boli...

Jarosław i Grzegorz Chajnowscy, ojciec i syn z Koszalina. Jarosław (46 lat) jest policjantem Komendy Wojewódzkiej w Gdańsku, Grzesiek (19 lat) zaczyna za kilka dni prawo na Uniwersytecie Szczecińskim

Jarek zaczął ćwiczyć jogging ledwie pół roku temu. W parze z synem biegał szybko, może trochę za szybko, przypałętały się bóle prawego kolana. Bierze tabletki, smaruje się maściami, ale nie bardzo pomaga. Dla niego maraton to jak jajko-niespodzianka. - 11 października to dla mnie dzień wielkiej próby. Naczytałem się już tych biegowych pisemek i wszędzie piszą, że w moim wieku do pierwszego w życiu maratonu trzeba się przygotowywać przez minimum rok! Ale my obalimy ten mit. Razem z dobrym kumplem Radkiem Wieliczką, który biega w maratonach po całym świecie, pojechali do Gdańska wybrać Jarkowi superbuty do biegania. - Po drodze nasłuchałem się rad, że maraton trzeba ukończyć, ale nie wolno zajechać się na amen. Powietrza w płucach mi nie zabraknie, jedynie to kolano... Przedwczoraj Jarek zawiózł Grześka na inaugurację roku akademickiego. - Syn już zaczął się przestawiać na szczecińską rzeczywistość. Ale trenuje. On się niczego nie boi. Dla Jarka i Grzegorza bieganie to coś więcej niż zwykły sport. Grześ miał straszny wypadek, wydawało się, że nie będzie chodził. Nie mógł wrócić do swego sportu - koszykówki, okazało się, że daje radę biegać. To był powrót do życia. I ojciec wziął w tym udział - poznał lepiej syna i chciałby maratonem dać wyraz swoim ojcowskim uczuciom.

Wojciech Staszewski: Jarku, jasne, że lepiej byłoby przygotowywać się przez rok, ale właśnie wy pokazujecie, że nie ma rzeczy niemożliwych. A ty masz taką piękną ojcowską motywację... W zeszłym roku podobna ekipa przygotowała się do maratonu w dwa miesiące i wszyscy, którzy stanęli na starcie, dotarli do mety. O twoje kolano też się boję, dlatego proszę: rozciągaj się solidnie, niech lekarz oceni, co się dzieje, rób zimne okłady woreczkiem żelowym rano i wieczorem, a w razie potrzeby skracaj treningi i zmniejszaj tempo. Jeśli będzie bolało na maratonie, po prostu zejdziesz z trasy. Bez obciachu, życie biegacza usiane jest kontuzjami. Grześ i tak będzie gdzieś pędził z przodu. Byle nie za szybko, Grzesiu, pamiętaj, że to długi dystans, zacznij wolniej, niżbyś chciał, potem niech cię nogi same niosą, bezpiecznie możesz przyspieszać dopiero od 30. km.

Cztery godziny męki?

Jakub Sybilski (30 lat) i Jakub Prochacki (26 lat), dwaj kumple. Kuba P. jest inżynierem budownictwa z Sokołowa Podlaskiego, Kuba S. - analitykiem rynku księgarskiego z Legionowa

Kubę S. martwią bóle mięśni. - Od kiedy się zaczęły dwugodzinne treningi, bolą mnie uda, wcześniej nie czułem czegoś takiego, może powinienem się inaczej rozciągać? Boi się, że pomaratoński poniedziałek może być ciężki. - Kolega sportowiec powiedział mi kiedyś, że wyczynowiec może jechać na maksa jakieś dwie godziny. A my się nastawiamy na cztery! Kuba P. boi się przede wszystkim grypowej aury. - Na przełomie września i października lubi mnie złapać przeziębienie. Głupio byłoby - odpukać! - rozłożyć się tak akurat na maraton. Za to z ostatnich tygodni jest zadowolony - udało mu się co do kilometra wypełnić plan Wojtka. Czuje przypływ formy, nogi same go niosą. W gorszej formie jest za to jego samochód, właśnie zaliczył kosztowną "kontuzję".

Wojtek Staszewski: Sybil, nie słuchaj złych podszeptów. Z tej teorii wynikałoby, że nie istnieją triatloniści startujący w Iron Manie (4 km pływania, 160 na rowerze i maraton biegiem) albo ultramaratończycy ścigający się przez 6-7 godzin na 100 km. A poza tym wasz bieg będzie wyczynem głównie w warstwie psychicznej. Nie będziecie - jak zawodowcy - pędzić z tętnem 200. Masz tak biec, żeby to było jak najdłużej przyjemne i będzie, adrenalina pomoże. W pewnym momencie zaczną się schody, to pewne, i resztę pociągniesz na harcie ducha. A na bóle ud - okłady z lodu i porządne rozciąganie. Ewentualnie dzień-dwa przerwy. A jeśli chodzi o przeziębienia, to biegnij, Kuba, do apteki i spytaj o profilaktykę. Rzeczywiście jesteś teraz bardziej narażony, bo organizm został osłabiony ciężkim treningiem.

Dzieci chore, trudno biegać

Agnieszka (35 lat) i Rafał (36 lat) Przyszlakowie, małżeństwo z Rzeszowa . Ona pracuje na Uniwersytecie Rzeszowskim , on jest instruktorem nordic walking

Kilka kłopotów naraz. Sześcioletnia Ania skręciła nogę, a półroczny Franek od tygodnia leży w szpitalu z jakąś infekcją. Zdrowie dzieci to jedyna sprawa, która teraz zaprząta ich myśli. Na ścieżkę maratońską wrócą, jak tylko Franek będzie w domu. - Na szczęście Zosi nic nie jest - mówi Rafał o trzeciej córce. Nie męczymy ich więc pytaniami o maraton. Trzymamy kciuki.