Polska nie biega na medal

Trudno nie cieszyć się z pełnej medali torby sportowej, jaką przywieźli polscy lekkoatleci z MŚ w Belinie. Ale trudno też nie zadać sobie pytania: dlaczego Polska nie wybiegała sobie ani jednego medalu?

Medale zdobywali tylko ci, co skaczą i rzucają. To że Kamila Chudzik musiała w drodze po brąz w siedmioboju wystartować w trzech konkurencjach biegowych, to żaden argument. Nawet kiedy cudowna Anita Włodarczyk po poprawieniu rekordu świata w rzucie młotem w euforycznej radości spróbowała podbiec kilkanaście metrów, natychmiast skończyło się to kontuzją. Polska nie potrafi biegać.

Nas, zaangażowanych w gazetową akcję Polska Biega, smuci to jeszcze bardziej. Od trzech lat cieszymy się tysiącami joggerów w parkach, na osiedlach. Od dwóch lat lawinowo przybywa ludzi na polskich maratonach. Jesienny Run Warsaw (pod tą czy inną nazwą) gromadzi na starcie blisko 20 tys. ludzi. To już światowy poziom frekwencji.

Ten autentyczny, zdrowy, radosny ruch nie przekłada się na razie na światowy poziom sportowy. Nieliczni biegacze z szansami w Berlinie zawiedli. A w królewskiej konkurencji biegowej, maratonie nie mieliśmy żadnego reprezentanta.

Dlaczego? Bo nie mamy dobrych trenerów. Sukcesy młociarzy to nie efekt kosmicznej bazy treningowej, zwłaszcza jeśli do anegdoty przeszło już, że Anita Włodarczyk trenowała pod mostem. Tylko grupy świetnych szkoleniowców. W rzutach i pchnięciach jesteśmy potęgą.

W biegach żyjemy legendą wunderteamu podobnie jak piłkarska Polska meczem na Wembley. I metodami treningowymi z tamtej epoki. Świat pobiegł do przodu.

Pozwalamy sobie na masowe zarzynanie talentów, bo system finansowania klubów sportowych i trenerów, każe wyciskać z juniorów siódme poty, żeby zwyciężali w juniorskich zawodach okręgowych. Długofalowego myślenia obliczonego na wieloletni rozwój od zapalonego chłopaczka, do mistrza olimpijskiego - nie ma.

Urzędujący od pół roku prezes PZLA Jerzy Skucha wygląda na człowieka nowej epoki. Oby nie spoczął na ośmiu medalach, tylko postarał się na następnej wielkiej imprezie o kolejne osiem w konkurencjach biegowych. Należy się to biegającej Polsce - radość, kiedy nasz reprezentant będzie pierwszy przecinał linię mety.

Nie ma już alibi, że w biegach długich liczą się tylko wychowani na afrykańskich płaskowyżach Kenijczycy i Etiopczycy. Maraton kobiet w Berlinie wygrała Chinka przed Japonką, a najlepsza na świecie jest rodowita Brytyjka Paula Radclife. Pora przestać narzekać na biały kolor skóry i brać się do roboty.

Nie wiem, ile osób doczytało ten komentarz do końca. Ale mam nadzieję, że przeczytał to polski medalista w maratonie na Igrzyskach Olimpijskich 2016 w Madrycie, Chicago, Rio de Jeneiro albo Tokio, który na razie ma za sobą pierwszy w życiu start w wiosennej edycji Polska Biega. A na jesienną - Polska Biega nawet Maraton - spogląda z otwartą buzią.