Paweł Żuk wybiegał ponad 1000 km. Pobił aż trzy rekordy Polski podczas biegu 10-dobowego!

Na linii startu biegu 10-dobowego stanęło 51 zawodników. Biegacze rywalizowali na trasie od 17 do 27 kwietnia. Wśród śmiałków znalazł się Paweł Żuk, który do Nowego Jorku pojechał z konkretnymi celami. Mimo fatalnej pogody, skrajnego zmęczenia i kontuzji piszczela, Polak świetnie poradził sobie na trasie biegu.

23. edycja biegu 10-dobowego Sri Chinmoy Ten-Day Race rozpoczęła się 17 kwietnia w Nowym Jorku. Równolegle 21 kwietnia wystartował bieg 6-dobowy Sri Chinmoy Six-Day Race. Oba biegi zakończyły się 27 kwietnia o godz. 18:00 (12:00 czasu lokalnego).

Paweł ŻukPaweł Żuk fot.: archiwum prywatne

Bieg rozgrywany jest na pętli, jedno okrążenie liczy dokładnie 0,8 mili, czyli 1,28748 kilometra. Biegacze nie mieli szansy na podziwianie jakichkolwiek widoków i zmiany krajobrazu przez 10 dni. Wśród zawodników znaleźli się jedni z najbardziej zaprawionych ultramaratończyków. Udział w tej rywalizacji wymagał ogromnej logistyki, zaplanować należało wszystko z dużym wyprzedzeniem. Zawodnicy na miejsce wyścigu przyjechali z własnym jedzeniem, sprzętem i serwisem, który ma wspierać zawodnika w codziennych czynnościach.

Paweł ŻukPaweł Żuk fot.: archiwum prywatne

Paweł Żuk w tego typu rywalizacji wziął udział po raz pierwszy. Do biegu przygotowywał się tak naprawdę od dawna kilkuletnimi treningami pod biegi długodystansowe. Do Nowego Jorku pojechał z konkretnymi celami, chciał poprawić trzy rekordy Polski - w biegu 6-dobowym (727 km), na 1000 km i w biegu 10-dobowym (923 km). Plan wydawał się bardzo ambitny. Aby zrealizować wszystkie cele, Paweł musiał każdej doby przebiec ok. 100 km. Taką wartość wielu amatorów osiąga w ciągu miesiąca, bardziej zaprawieni w bojach podobnym kilometrażem mogą pochwalić się dopiero po tygodniu treningów.

Paweł ŻukPaweł Żuk fot.: archiwum prywatne

Początki rywalizacji okazały się bardzo wymagające. Zawodnicy musieli zmierzyć się z silnym wiatrem, deszczem i bardzo niską temperaturą. Trudne warunki wymagały od biegaczy kilku warstw ubrań, co utrudniało swobodny bieg. Paweł martwił się o swoje założenia, pojawiło się wiele wątpliwości i obaw co do realizacji założonego planu. W tego typu biegach liczy się odpowiednie odżywianie, walka ze skrajnym wyczerpaniem i nastawienie psychiczne.

Po pierwszej dobie rywalizacji Polak miał już na swoim koncie 153 kilometry, co dawało mu bardzo wysoką, czwartą lokatę. Silny wiatr i odczuwalna temperatura poniżej zera okazały się największym rywalem, z którym musieli zmierzyć się wszyscy śmiałkowie. Trudno było się ogrzać i zregenerować tak, aby kontynuować bieg. Biegacze nocowali na typowym polu namiotowym, gdzie na pewno nie było luksusów.

Mimo licznych otarć, nawarstwiającego się zmęczenia i braku snu, Paweł Żuk po sześciu dniach zmagań osiągnął swój pierwszy cel. Rekord Polski w biegu 6-dobowym został pobity i aktualnie wynosi 753,172 km.

Czas poświęcony na sen podczas biegu był bardzo ograniczony i trudno mówić o pełnej regeneracji. Wszystko odbywało się w koczowniczych warunkach. Paweł Żuk przez całą rywalizację miał jednak wsparcie swojej partnerki, Natalii Tejchma. Bez jej pomocy i motywacji zmagania zakończyłyby się niepowodzeniem. Dobra współpraca zawodnik-serwis jest po prostu konieczna.

Paweł ŻukPaweł Żuk fot.: archiwum prywatne

Polak w ósmej dobie osiągnął kolejny cel. Co prawda w tej dobie przebiegł zaledwie 77 km, ale i tak pobił rekord Polski w biegu 10-dobowym, przekroczył 924 kilometr i pobiegł dalej. Nie było jednak łatwo, w drugiej części wyścigu zaczęły się poważne problemy zdrowotne i potworne bóle piszczeli. 

Po upływie 8 dni, 21 godzin i 24 sekund pękło 1000 kilometrów. Wszystkie założenia sprzed wyjazdu udało się zrealizować, choć przed kontuzją piszczela była szansa na dostarczanie dodatkowych emocji. Paweł ostatecznie przebiegł 1062,166 km.

Wiecej znajdziecie na profilu Pawła Asfaltowy Chłopak.