Jeszcze 5 lat temu nasz redaktor ważył ponad 100 kg i wyglądał TAK. A teraz? Niezwykła metamorfoza

Kiedy moja sylwetka zaczęła coraz bardziej przybierać niepokojące kształty, a waga wskazywała ponad 100 kg, zdałem sobie sprawę, że to wszystko zmierza w katastrofalnym kierunku - opisuje swoją fizyczną przemianę Damian Bąbol z PolskaBiega.pl.
Damian Bąbol z redakcji PolskaBiega.pl Damian Bąbol z redakcji PolskaBiega.pl polskabiega.pl

Jeszcze 5 lat temu nasz redaktor ważył ponad 100 kg i wyglądał TAK. A teraz? Niezwykła metamorfoza

10 lat gry w piłkę, a potem kilkuletnia przerwa i fatalne odżywianie. Na sportowej "emeryturze" Damian Bąbol z PolskaBiega.pl zaczął ważyć ponad 100 kg.

Czas na zmianę przyszedł w kwietniu 2012 roku, kiedy Damian postanowił zacząć biegać - na początek krótkie dystansy, po 3-5 kilometrów, a po kilku miesiącach pierwszy bieg w zawodach na 10 km.

Rok później Damian ważył już 20 kilogramów mniej.

Tak wyglądałem w latach 2010/2011 Tak wyglądałem w latach 2010/2011 archiwum prywatne

Ponad 100 kg pączek

Dystans do samego siebie zawsze uważałem za ważną i przydatną cnotę. Nie jest to jednak moja wrodzona cecha, więc w jej wypracowanie musiałem włożyć trochę wysiłku. Ale było warto. Niektóre słabości zaakceptowałem i się z nich śmieję, inne jeszcze nie do końca i wciąż je oswajam.

Do tych drugich zaliczam np. mój wygląd sprzed pięciu lat. Jako 22-letni student i dziennikarz sportowy Gazety Wyborczej w Łodzi - ważyłem ponad 100 kg. Na ten proces złożyło się kilka czynników m.in. kilkuletni rozbrat ze sportem i fatalne odżywianie. Na rodzinnym przyjęciu zamiast jednego kotleta, jadłem pięć. Na przekąskę zamiast orzechów, suszonych owoców lub wafli ryżowych wybierałem chipsy z colą. Obiad? Znajdujący się blisko redakcji "Turkish Kepap" często załatwiał sprawę. No i jeszcze alkohol. Do tego w najbardziej tuczącej, kolorowej postaci, podawany w seryjnych shotach.

ODWIEDŹ MNIE TWITTERZE I INSTAGRAMIE

Na meczu siatkówki jako dziennikarz sportowy. 2011 r. Na meczu siatkówki jako dziennikarz sportowy. 2011 r. archiwum prywatne

Syndrom sportowca na emeryturze?

Być może w jakiś sposób dopadł mnie syndrom sportowca na emeryturze, który nagle po odpuszczeniu treningowej dyscypliny, przestał o siebie dbać. Jako junior przez dziesięć lat trenowałem piłkę nożną. Dzięki temu w podstawówce, gimnazjum i liceum nie miałem problemów z wagą. Oho, coś jakbym zaczynał się usprawiedliwiać. Dobra, wracam na ziemię.

Kiedy moja sylwetka zaczęła coraz bardziej przybierać niepokojące kształty, a kilka mocniejszych przebieżek za piłką powodowało kłującą zadyszkę, zacząłem sobie zdawać sprawę, że to wszystko zmierza w katastrofalnym kierunku.

Na szczęście w odpowiednim czasie z pomocą przyszło - bieganie. Skłamałbym jednak pisząc, że to była miłość od pierwszego treningu. Raczej nietrwałe zauroczenie. Pamiętam jak 15 maja w 2011 r. w ramach 7. Weekendu Polska Biega wziąłem udział w symbolicznej akcji "Biegnę Po Dach" zorganizowanej przez Fundację "Jaś i Małgosia", która zbierała pieniądze na remont dachu centrum terapii dla dzieci z autyzmem w Łodzi. Od razu bez zatrzymywania się pokonałem dystans 5 km. Początkowo planowana "luźna piątka" była dla mnie jak maraton...

7. Weekend Polska Biega w 2011 r. Symboliczna akcja ?Biegnę Po Dach? na 5 km po ulicy Piotrkowskiej w Łodzi7. Weekend Polska Biega w 2011 r. Symboliczna akcja "Biegnę po dach" na 5 km.

Bieg w Uniejowie na 10 km. Październik 2012 r. Bieg w Uniejowie na 10 km. Październik 2012 r. archiwum prywatne

Czas na rewolucję

Przełomem okazał się maraton Dbam o Zdrowie w Łodzi w 2012 r., z którego robiłem relację do gazety. Przyglądając się z boku, jak starsi zawodnicy dzielnie przełamują kryzysy, ze łzami wzruszenia i radośnie wbiegają na metę, marzyłem o przeżyciu podobnych emocji. Parafrazując słowa "Szefa" z "Chłopaki nie płaczą" nadszedł ten moment, kiedy musiałem wziąć sprawy w swoje nogi i opuścić ciepły k...dołek, znaczy dotychczasową szkodliwą strefę komfortu.

Zacząłem biegać kilka razy w tygodniu. Na początku pokonywałem od trzech do pięciu kilometrów. Postępy przychodziły bardzo szybko. Wraz z regularnością, zacząłem się też lepiej odżywiać. Odstawiłem śmieciowe jedzenie. Stopniowo też ograniczałem mięso, aż w końcu całkowicie wykluczyłem je z codziennego jadłospisu. Mija właśnie trzeci rok od kiedy przestałem jeść zwierzęta.

Po kilku miesiącach wystartowałem w pierwszych zawodach. Debiutancki Bieg Ulicą Piotrkowską na 10 km pokonałem w czasie 54 minut i 6 sekund. Jesienią złamałem 50 minut na "dychę" w Uniejowie, co jak widać na zdjęciu przypłaciłem bolesnym finiszem.

Bieg w Uniejowie na 10 km. Październik 2012 r.archiwum prywatne

Na mecie sprinterskiego dystansu Herbalife Ironman 70.3 w Gdyni. Sierpień 2015.archiwum prywatne

20 lipca 2013 r. 20 lipca 2013 r. archiwum prywatne

Powrót do normalności

Rok później, w najważniejszym dniu w moim życiu, ważyłem 20 kg mniej. Bieganie, które przez długi czas było pasją, stało się stylem życia. Pamiętam, że nawet kilka godzin przed ślubem wykonałem jeszcze mocny trening.

Na mecie sprinterskiego dystansu Herbalife Ironman 70.3 w Gdyni. Sierpień 2015. Na mecie sprinterskiego dystansu Herbalife Ironman 70.3 w Gdyni. Sierpień 2015. archiwum prywatne

Demon pokonany

Za każdym razem, kiedy grzebiąc w zdjęciowych archiwach, natrafiałem na moje zdjęcia z opasłą twarzą, w koszulach XL, uruchamiała się we mnie chęć wywalenia ich wszystkich w cholerę. Wkurzały mnie, bo ewidentnie nie tolerowałem Damiana z tamtego okresu. Teraz jest znacznie lepiej. Praca nad dystansem do samego siebie przynosi pożądane efekty, a po opisaniu i wyrzuceniu z siebie tamtego okresu, czuję że ostatecznie ujarzmiłem demona.

ODWIEDŹ MNIE TWITTERZE I INSTAGRAMIE

Herbalife Ironman 70.3 w Gdyni. Sierpień 2015.Herbalife Ironman 70.3 w Gdyni. Sierpień 2015.