Lublin od 2 grudnia gości mistrzostwa Europy w pływaniu na krótkim basenie (25 m). W tej imprezie nie biorą udziału przedstawiciele Rosji oraz Białorusi, którzy nie mieli wielkich szans nawet na otrzymanie wiz do Polski - to konsekwencja przeprowadzenia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. To, co dzieje się na Lubelszczyźnie, odnotowano również za granicą.
Obszerny tekst dotyczący sytuacji na mistrzostwach ukazał się we francuskim serwisie rmcsport.bfmtv.com. "Podczas gdy niektóre federacje - takie jak ostatnio w judo - stopniowo reintegrują rosyjskich i białoruskich sportowców, mistrzostwa Europy na krótkim basenie odbywają się obecnie bez zawodników z żadnego z krajów, nawet pod neutralną flagą i wbrew dyrektywom międzynarodowej federacji pływackiej (World Aquatics - red.). Ta nieobecność jest związana z organizacją zawodów w Polsce, która w ostatnich tygodniach stała się celem wrogich działań przypisywanych Rosji, a także z bliskością granicy z Ukrainą" - czytamy.
Przypomniano, że "granice z Białorusią i Ukrainą są oddalone od Lublina o zaledwie 80 km w linii prostej". W dodatku dziewiąte największe polskie miasto "było schronieniem dla wielu Ukraińców uciekających przed rosyjską ofensywą prawie cztery lata temu i pozostaje ważnym punktem tranzytowym dla ludzi i towarów z całej Europy, które trafiają do ogarniętego wojną kraju".
Z tego powodu "właśnie tutaj Polska zdecydowała się na organizację swoich pierwszych od czternastu lat dużych międzynarodowych zawodów pływackich". A że zdaniem Antonio Silvy, prezesa European Aquatics, "obecny klimat ekonomiczny" nie sprzyja organizacji tak dużych imprez, to trzeba "wspierać i motywować" federacje podejmujące się wyzwania.
To może budzić pewnie niezadowolenie we władzach światowej federacji pływackiej. "World Aquatics niedawno wydało dyrektywę wzywającą European Aquatics do przywrócenia (Rosjanom i Białorusinom - red.) statusu w zawodach seniorskich (w juniorskich mogą rywalizować pod neutralną flagą - red.), tak jak ma to miejsce w globalnych imprezach od końca 2023 r. Jednak Polska, kraj gospodarz, stanowczo odmówiła" - podkreślono.
Francuzi piszą, z czego może to wynikać. Głównie chodzi o obowiązujący zakaz wjazdu na teren naszego kraju dla obywateli tych dwóch państw, ale trudno lekceważyć wydarzenia z ostatnich tygodni oraz miesięcy.
Sprawdź też: Jeden z najsłynniejszych sportowców świata zmienił się nie do poznania
"Napięcia między Polską a Rosją były w ostatnio szczególnie wysokie: we wrześniu 2025 r. około dwudziestu rosyjskich dronów wleciało w polską przestrzeń powietrzną. W połowie listopada linia kolejowa między stolicą, Warszawą, a Lublinem, gdzie odbywają się ME, padła ofiarą sabotażu. Polski rząd przypisał eksplozję Rosji, atakującej kluczowy szlak dostarczania pomocy humanitarnej dla Ukrainy. W odpowiedzi Polska rozmieściła 5000 policjantów na swojej sieci kolejowej i ogłosiła wykorzystanie własnych dronów do ochrony strategicznej infrastruktury" - opisano. Następnie zacytowano słowa Otylii Jędrzejczak, prezeski Polskiego Związku Pływackiego.
- Kilka tygodni temu niektóre federacje narodowe pytały o bezpieczeństwo zawodów. My, polska federacja, jesteśmy w kontakcie z naszym Ministerstwem Obrony Narodowej oraz Ministerstwem Sportu i Turystyki, aby zagwarantować wszystkim bezpieczeństwo - zapewniała.
Trzykrotna medalistka olimpijska w pływaniu zaznaczała, że nie było żadnej samowolki. - W obecnej sytuacji podjęliśmy decyzję o niedopuszczeniu do udziału zawodników z Rosji i Białorusi. Dziękuję European Aquatics za poparcie tej decyzji w kontaktach z federacją międzynarodową. Dzięki temu zawody będą spokojniejsze, zwłaszcza że obawialiśmy się demonstracji, ponieważ Lublin gości wielu ukraińskich uchodźców, a naszą misją jest zapewnienie maksymalnego bezpieczeństwa podczas zawodów - dodała. Na samych mistrzostwach pojawiła się ok. 20-osobowa reprezentacja Ukrainy.
Jednak nietrudno wyobrazić sobie rychły powrót Rosjan i Białorusinów do najbardziej prestiżowych zawodów pływackich. - Zgodnie z nowymi wytycznymi MKOl-u, sport musi pozostać apolityczny, a to oznacza, że nie możemy karać sportowców, trenerów i działaczy za udział w zawodach, niezależnie od dyscypliny czy kategorii wiekowej - wyjaśniał Silva.
Przedstawicieli dwóch nacji nie dopuszczono do rywalizacji w Lublinie "dla zdrowego rozsądku". Jednak niedługo restrykcje zostaną poluzowane. - Będą stopniowo wracać, począwszy od 2026 r. - zapowiedział Silva. Co ciekawe, jego zdaniem o nieobecności rosyjskich i białoruskich pływaków nie przesądziła determinacja Polski, a decyzja tamtejszych federacji.
- Nie złożyli wniosku, ponieważ zrozumieli, że to bardzo delikatny moment i lepiej poświęcić czas na przygotowanie się do ich powrotu. Oni zrozumieli, my zrozumieliśmy, więc postanowiliśmy działać krok po kroku. Pojechałem do Mińska, aby omówić tę sprawę z władzami pływackimi. Wkrótce zrobimy to samo z Rosjanami, aby ustalić najlepszy sposób reintegracji sportowców i ich sztabu - tłumaczył. Przypomnijmy, że w przyszłym roku w Paryżu odbędą się mistrzostwa Europy na długim basenie (50 m).
Choć zagraniczne związki oraz reprezentacje mogły mieć pewne obawy o bezpieczeństwo w Polsce, to na razie sytuacja jest pod kontrolą. "Mistrzostwa rzeczywiście odbywają się w całkowitym spokoju, a służby porządkowe są praktycznie niewidoczne wokół lubelskiego aquaparku" - podsumował francuski serwis.
Mistrzostwa Europy na krótkim basenie w Lublinie potrwają do niedzieli 7 grudnia. Dotychczas reprezentanci Polski zdobyli na nich dwa medale, oba w sztafecie 4x50 m stylem dowolnym, bijąc przy tym rekordy Polski - brąz przypadł kobietom (Katarzyna Wasick, Julia Maik, Kornelia Fiedkiewicz i Barbara Leśniewska), a srebro mężczyznom (Kamil Sieradzki, Piotr Ludwiczak, Ksawery Masiuk i Mateusz Chowaniec).
Najnowszy Magazyn.Sport.pl już jest! Polscy skoczkowie zaczynają sezon olimpijski, a eksperci Sport.pl opisują różne konteksty nadchodzącej rywalizacji. Pogłębione analizy, komentarze, historie i kapitalne wywiady przeczytasz >> TU