Ksawery Masiuk w grudniu skończył dopiero 20 lat, a i tak podczas igrzysk w Paryżu jeszcze jako nastolatek uchodził za jedną z największych polskich nadziei na olimpijski medal w pływaniu. W przeszłości dwukrotnie zdobywał brąz mistrzostw świata na 50 m stylem grzbietowym - w 2022 r. w Budapeszcie i dwa lata później w Dosze. Na tym dystansie miał też srebro zeszłorocznych mistrzostw Europy w Budapeszcie. Igrzyska zupełnie mu jednak nie wyszły. W Paryżu nie awansował do finału i ostatecznie zajął 12. miejsce. Mimo to nie poddaje się i już realizuje ambitny plan, by z kolejnych igrzysk wrócić z medalem.
Jak ujawnił w październiku w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem na Sport.pl, w tym roku przenosi się do USA, gdzie będzie trenował pod okiem legendarnego Boba Bowmana, który prowadził m.in. 23-krotnego mistrza olimpijskiego Michaela Phelpsa. - Czuję się, jakbym jechał do Realu Madryt z ery Galacticos - mówił wówczas.
Teraz nasz znakomity pływak wystąpił w podcaście "W cieniu sportu" w Onecie, gdzie opowiedział, co skłoniło go do takiego kroku. - Zaczął się trzeci rok, od kiedy moja "życiówka" na 100 m st. grzbietowym stoi. Zdecydowałem się na ten wyjazd z uwagi na to, że mam okazję trenować z trenerem, który współpracował z Leonem Marchandem, który zdobył cztery złote medale w Paryżu, Hubertem Kosem, który zdobył złoto na 200 m grzbietem w Paryżu i oczywiście z Michaelem Phelpsem - tłumaczył.
Okazuje się, że impulsem do zmian była jedna rozmowa zaraz po nieudanym starcie w igrzyskach. - Usiedliśmy z chłopakami w ostatnią noc w Paryżu, w wiosce i zaczęliśmy myśleć, co dalej. Mieliśmy takiego "moralniaka". Myśleliśmy: "Co się stało na tych igrzyskach, że nie wyszło". Można powiedzieć, że każdemu coś nie wyszło. I kolega, który studiuje w Stanach Zjednoczonych, mi powiedział: "Stary, a może byś jednak spróbował?" - wspominał.
Masiuk postanowił zatem spróbować. Udało mu się skontaktować z trenerem Bowmanem, a ten szybko przystał na współpracę. Polak otrzymał stypendium na Uniwersytecie w Austin w Teksasie, gdzie będzie studiował i reprezentował tamtejszą drużynę. - Sądzę, że ta zmiana wyjdzie mi na dobre. Po tym, jaki wynik będę miał w LA (na igrzyskach w Los Angeles w 2028 r. - przyp. red.), będę wiedział, jakim tak naprawdę jestem zawodnikiem. W Teksasie będę miał wszystkie możliwe narzędzia, jakie są dostępne w pływaniu. Nie można mieć lepszych warunków niż tam - stwierdził.
W dalszej części rozmowy przyznał, że w Stanach Zjednoczonych będzie miał o wiele lepsze zaplecze i warunki do regeneracji. Zauważył jednak, że Amerykanie mają również inną mentalność, dzięki której łatwiej odnoszą sukcesy na wielkich imprezach. - Naszych pływaków ta impreza zjada. Nie zdobyliśmy medalu od prawie 21 lat. Dla nich to jest codzienność, nie tylko w pływaniu. [...] Chcę poznać przepis na medal na igrzyskach, na ten sukces - zadeklarował.