Polak będzie pracował z absolutną legendą. Najlepszy na świecie

Ksawery Masiuk i minister sportu Sławomir Nitras
instagram.com/ksawery.masiuk

- Czuję się, jakbym jechał do Realu Madryt z ery Galacticos - mówi nam Ksawery Masiuk. Nasz 19-letni pływak będzie trenował w grupie z Leonem Marchandem, czyli największą gwiazdą igrzysk w Paryżu. O ich formę zadba Bob Bowman, legendarny trener 23-krotnego mistrza olimpijskiego Michaela Phelpsa. Masiuk Bowmanowi zaoferował się sam!

Ksawery Masiuk jako dwukrotny brązowy medalista MŚ (na 50 m stylem grzbietowym) był naszą nadzieją na olimpijski medal w pływaniu podczas igrzysk Paryż 2024. Pewnie na wyrost, to przecież dopiero 19-latek. Ale z ogromnym talentem.

Zobacz wideo Załamany Ksawery Masiuk po odpadnięciu w półfinale igrzysk: Zbrzydło mi pływanie

Już na ubiegłorocznych MŚ nasz grzbiecista błysnął, kapitalnie walcząc w finale wyścigu na olimpijskim dystansie 100 metrów (50 m grzbietem nie ma w programie igrzysk). Wtedy Masiuk w połowie dystansu wyraźnie prowadził, płynął w tempie na rekord świata. Skończył na szóstym miejscu. A w Paryżu był dopiero 12.

Ale najwyraźniej Masiuk wierzy, że może bić rekordy. To dlatego po krótkim obrażeniu się na pływanie, sam zaoferował się najlepszemu trenerowi świata. A Bob Bowman ewidentnie bardzo chce pracować z Polakiem. Mimo że ten już kiedyś wycofał się z umowy na treningi w USA.

Łukasz Jachimiak: Siedzisz już na walizkach?

Ksawery Masiuk: Jeszcze nie, bo do Teksasu lecę dopiero w styczniu.

Nietypowo jak na studia.

- Decyzję o wyjeździe do USA podjąłem po igrzyskach olimpijskich, w czasie gdy w USA już zaczął się rok akademicki, który rusza tam w sierpniu. Zaproponowano mi, żebym dołączył od drugiego semestru.

Skąd się wzięła ta oferta? Brzmi jak spełnienie marzenia – poprowadzi cię trener, który szkolił pływaka wszech czasów Michaela Phelpsa, a teraz, w Paryżu, wywalczył cztery złota z nową gwiazdą, Leonem Marchandem. Jeśli powiem, że Bob Bowman to ktoś na miarę Josepa Guardioli pływania, to pewnie i tak nie docenię w pełni Bowmana.

- Faktycznie można to tak porównać. A jak do tego doszło? Po igrzyskach razem z trenerem Pawłem Wołkowem stwierdziłem, że potrzebuję nowych bodźców i innych wyzwań, bo dopadła mnie monotonia. Wtedy skontaktowałem się z trenerem Bowmanem. Zrobiłem to przez Huberta Kosa, mistrza olimpijskiego z Paryża na 200 metrów grzbietem, też zawodnika Bowmana. I wtedy już wszystko szybko się potoczyło.

Czyli ty się zaoferowałeś Bowmanowi, a on uznał, że to dobra opcja.

- Tak było. W ogóle to do Stanów miałem wyjechać już dwa lata temu, ale wtedy zerwałem ustną umowę i zostałem w Polsce. Myślę, że po tym uniwersytety ze Stanów miały wątpliwości, czy ja bym chciał na którymś z nich studiować i pływać, dlatego nikt się do mnie nie zgłaszał. Teraz już po pierwszej rozmowie z trenerem Bowmanem zainteresowanie mną było bardzo wysokie. Mój pierwotny plan był taki, że polecę do USA w sierpniu przyszłego roku, ale trener powiedział, że jestem potrzebny już od stycznia, na zawody NCAA.

Dwa lata temu to nie z Bowmanem zerwałeś tę ustną umowę?

- To było z uczelnią NC State w Karolinie Północnej. Tam są między innymi Kacper Stokowski i Bartek Piszczerowicz. Ogólnie jest tam polska ekipa, cztery osoby. I jest bardzo dobry trener, Braden Holloway, na igrzyskach to był główny trener amerykańskiej kadry pływaczek.

Czyli to jest tak, że tobie, gościowi z dużym potencjałem, zerwanie ustnej umowy Ameryka wybacza i w ciebie inwestuje, bo wie, że warto?

- Na to wygląda. Decyzję o zerwaniu umowy podjąłem dlatego, że chciałem kontynuować to, co było na bardzo dobrych torach w Polsce. Wtedy nie widziałem potrzeby zmiany. Teraz ją widzę.

Rok temu na MŚ w Fukuoce w finale "setki" byłeś szósty, ale do połowy płynąłeś w tempie na złoto i rekord świata. Otylia Jędrzejczak mówiła mi wtedy, że w Paryżu możesz coś takiego wytrzymać do końca. Tymczasem na igrzyskach nie było cię nawet w finale i byłeś potężnie rozczarowany.

- Zgadza się, moje rozczarowanie było wielkie.

Tak wielkie, że przez moment myślałeś, czy nie rzucić pływania? Twoja menedżerka mówi, że po igrzyskach przedstawiała ci różne opcje.

- W emocjach mogłem rzucić parę takich słów, że to koniec. Po tej "setce" było mi bardzo ciężko. Ale pozastanawiałem się i zdecydowanie nie chciałbym z pływaniem kończyć. Moja menedżerka proponowała mi różne nowe opcje, ale to raczej były rzeczy do łączenia z pływaniem, do zabrania trochę uwagi od pływania, a nie opcje zamiast pływania.

Czyli na tenis cię na namawiała? Czytelnikom wyjaśnijmy, że twoja menedżerka to znana ze współpracy z Igą Świątek Paulina Wójtowicz.

- Ha, ha, nie, na tenis mnie nie namawiała. Jak dobrze znam moją menedżerkę, to miała nadzieję, że pójdę w modeling. Jednak mnie to nie kręci.

Razem z tobą z trenerem Bowmanem ma współpracować trener Wołkow – ale jak? Bo przecież nie będzie w Teksasie ani studiował, ani tam nie zamieszka.

- Wstępny plan jest taki, co jeszcze muszę omówić z trenerem Bowmanem, że trener Paweł będzie co jakiś czas przylatywał do Stanów. Najlepiej byłoby, gdyby na początek poleciał razem ze mną i wytłumaczył, jak dotąd pracowaliśmy. Na pewno nie zerwę z nim kontaktu – pracujemy razem od pięciu lat, bardzo dobrze się rozumiemy, chcę z nim dalej współpracować. Tylko teraz przez ocean. A jeśli będzie co jakiś czas przyjeżdżał, to będzie miał okazję, żeby się rozwijać. I na pewno to też będzie ciekawa opcja dla trenerów z USA, oni też zyskają na takiej wymianie spojrzeń i doświadczeń.

Znasz się już z Leonem Marchandem?

- Dopiero się poznamy, jeszcze nie miałem przyjemności.

A z Michaelem Phelpsem? Wiem, że w Fukuoce wręczał medal Krzyśkowi Chmielewskiemu, może tam była okazja, żeby zamienić słowo z legendą?

- Szczerze, to nawet jeszcze nigdy go nie widziałem!

Jarasz się tym, że dołączasz do ekipy gwiazd?

- No pewnie! Czuję się, jakbym jechał do Realu Madryt z ery Galacticos.

Czyli zdanie "pływanie mi zbrzydło", które powiedziałeś po swoich paryskich startach, jest już zdecydowanie nieaktualne?

- Na pewno mam już inną perspektywę. Zaraz po Paryżu mój zapał był zerowy, a teraz już jestem zmotywowany i głodny pływania. Patrzę teraz na pływanie z troszkę innej perspektywy – bardziej je doceniam.

Masz w głowie myśl "Robię to po to, żeby w Los Angeles stać na olimpijskim podium"?

- Robię to po to, żeby w Los Angeles być wyżej niż na 12. miejscu.

Śmiejesz się, gdy to mówisz – nie chcesz zapeszyć, chcesz być skromny? O co chodzi?

- Mam duże ambicje, ale nie chcę zapowiadać nie wiadomo jakich rzeczy. Przed Paryżem raz gdzieś powiedziałem, że będę walczył o jak najwyższą lokatę i wtedy wszyscy stwierdzili, że mówię, że walczę o medal. Trochę mi nie pod drodze z takimi rzeczami – lepiej robić niż gadać.

Zamykając wątek Paryża – twoje narzekanie na wioskę olimpijską i na złą organizację igrzysk jeszcze się za tobą ciągną?

- Przede wszystkim to był na mnie hejt w internecie.

Że młody chłopak pojechał na igrzyska, a marudzi. I jeszcze że wszystkim usprawiedliwia porażkę.

- Zgadza się. Taka postawa kibiców na pewno mi nie pomogła. To się działo, gdy byłem w połowie igrzysk, jeszcze miałem starty. Takie "ciepłe" słowa nie pomagają. Mówię o tym nie tylko ja, mówili też choćby Konrad Bukowiecki i Paweł Fajdek. Generalnie bardzo nie lubię wracać do całego tematu Paryża. Chcę jak najszybciej, może nie zapomnieć, bo wnioski wyciągnąłem i chcę je pamiętać, ale chcę jak najszybciej zostawić tę negatywną energię, która się wiąże z igrzyskami.

W grudniu skończysz 20 lat.

- Zgadza się.

Czyli przed tobą pewnie i Los Angeles, i Brisbane, i na tym wcale nie musi być koniec twoich startów na igrzyskach. Zmierzam do tego, że za tobą nieudany olimpijski debiut, ale przed tobą jeszcze bardzo dużo.

- Nie wiem, czy debiut olimpijski może być w ogóle nieudany. Z uwagi na to, że te zawody są wyjątkowe, inne od wszystkiego. Większość sportowców na swoich pierwszych igrzyskach nie osiąga niesamowitych wyników. Pewnie dlatego, że z tym wszystkim najpierw trzeba się oswoić. A ja musiałem szczególnie. Nie byłem zupełnie gotowy na to, co mnie czekało - ja nawet nigdy nie byłem na zawodach, gdzie była wioska. Nie byłem ani na Uniwersjadzie, ani na igrzyskach młodzieżowych czy na Igrzyskach Europejskich. To były moje pierwsze zawody w takim formacie i byłem przebodźcowany.

Prawda jest taka, że to wszystko wygląda organizacyjnie zupełnie inaczej niż zawody pływackie. Na igrzyskach wszystkie sporty są na siebie nałożone, jest chaos, jest o wiele więcej ludzi, trudniej się odnaleźć. Ale już to wszystko wiem, to już za mną. I teraz cieszę się na nowe rzeczy, które mnie czekają.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...