ADAM JESKE: Znalazł się. Siedzi w mieszkaniu, nie odzywa się, patrzy w jeden punkt. Ma bardzo poważne powody do zmartwień.
- Spróbujemy. Już wcześniej to robiliśmy. Mam w domu list od Sebastiana. Rodzaj kontraktu, w którym w ramach wdzięczności za pomoc obiecuje, że zawsze będzie czysty.
- Akurat to nie był ten problem. Były też inne. Ale rzeczywiście, kilka lat temu został zawieszony za doping na pół roku.
- Żółte światło się zapaliło. Ale znamy Sebastiana od lat, niemal wszyscy trenerzy z Polski utwierdzali nas w przekonaniu, że mamy do czynienia z olbrzymim talentem. Ten chłopak naprawdę pół życia poświęcił pływaniu, już jako junior odnosił międzynarodowe sukcesy. Miał za sobą dopingową nauczkę. Gdy rozmawialiśmy o dopingu, to za każdym razem mówił: "Wykluczone". Wierzyliśmy, że wyciągnął wnioski.
- Pływak tej klasy nie może bez konsultacji oraz pisemnego zalecenia lekarza wziąć nawet kropli na katar i doskonale o tym wie. Ma kartę na stronie Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Nie powinien brać nawet środków, które dziś nie są zakazane, ale jutro już mogą być. Próbki pobrane do kontroli są przecież przechowywane latami. Urządzałem w klubie spotkania z profesorem medycyny, by zawodnicy mieli świadomość, gdzie może czyhać doping. Podobne spotkania przeprowadzali opiekunowie reprezentacji.
- Rano i wieczorem przychodzi na trening. Pływa, rozmawia z trenerem.
- Miał autorski pomysł na karierę. Unikał zgrupowań kadry, tłuczenia kilometrów w wodzie. Chodził własnymi ścieżkami. To introwertyk, taki trochę filozof. Niełatwo się z nim porozumieć. Trenował tajski boks, robił to między zajęciami na pływalni. Konsultowałem to z wieloma trenerami i usłyszałem, że Amerykanie i Francuzi też mocno stawiają na cross-trening, czyli wykonują dużo pracy na lądzie. Po tym, co się stało, nie brzmi to przekonująco. Mamy w klubie trenera ze starej radzieckiej szkoły - Jacka Miciula, który wyznaje zasadę, że bez przepłynięcia 3,5 tys. km nie ma mowy o wynikach. Sebastian pływał mało. Wychodzi na to, że prawda leży po stronie radzieckiej szkoły...
- Dehydrochlorometylotestosteron wynalazł w NRD profesor polskiego pochodzenia. To straszny steryd, po którym lekkoatletki nagle biły życiówki w pchnięciu kulą o 2 m! Idealny doping dla pływaka - dawał szybkość i siłę, ale bez przyrostu masy mięśniowej. Po jakimś czasie te lekkoatletki dostawały raka, u mężczyzn substancja wywoływała raka jąder. Środek był ostatnio produkowany tylko w Tajlandii. Nie mogę pojąć, kto podsunął doping Sebastianowi i jak mógł być on tak głupi, że po niego sięgnął. Nasuwa się skojarzenie z tajskim boksem, ale podstaw do oskarżeń nie mam.
- Trzeba się liczyć z dyskwalifikacją na cztery lata, ale możliwa jest nawet dwukrotnie dłuższa. W tym czasie Sebastian nie będzie mógł trenować w klubie i w ogóle przebywać w naszym obiekcie. Jak ma myśleć o kontynuowaniu kariery? Ja już pływakowi Sebastianowi nie uwierzę. Ale do człowieka Sebastiana na pewno wyciągnę rękę.
- Nie kupię. Bo - po pierwsze - etyka musi być wysoko. A po drugie - najlepsi pływacy na świecie, a Sebastian już do takich należał, są pod stałą kontrolą. To nie jest dyscyplina przeżarta przez doping.