MŚ w pływaniu. Radosław Kawęcki wicemistrzem świata

Radosław Kawęcki wicemistrzem świata. W rywalizacji z koalicją amerykańsko-japońską Polak przegrał tylko ze słynnym Ryanem Lochtem. Tak szybko 200 metrów na plecach nie przepłynął żaden Europejczyk
Lochte wystrzelił jak torpeda. Mistrz nad mistrzami, po rezygnacji Michaela Phelpsa największa gwiazda pływania na świecie, od początku wyścigu był na czele.

Kawęcki zaczął ostrożnie, po 50 metrach był dopiero siódmy. Ale drugą "pięćdziesiątkę" przepłynął najszybciej w stawce. Za sobą zostawił aktualnego mistrza olimpijskiego Tylera Clary'ego i najszybszego w tym sezonie Japończyka Ryosuke Iriego. Przed nim płynął tylko Lochte, ale nawet on był wolniejszy od Polaka, który zbliżał się do 5-krotnego mistrza olimpijskiego z każdym pociągnięciem ramion. Po trzech długościach basenu Kawęcki tracił do Lochtego 0,43 s. Wyglądało na to, że może go dogonić, że może sięgnąć po złoto!

Ale Amerykanin odparł atak Polaka. Na ostatniej "pięćdziesiątce" przyśpieszył i dotknął ściany basenu o blisko pół sekundy przed Kawęckim. Polak był drugi z czasem 1:54.24. Ustanowił rekord Europy! Trzeci był Clary.

A jeszcze w czerwcu tego roku Polak zmagał się z poważnymi urazami - miał naderwane mięśnie uda i brzucha.

- Przez trzy tygodnie pływał tylko na rękach, a w stylu grzbietowym bardzo ważna jest koordynacja - mówił wtedy trener Jacek Miciul.

W Barcelonie po kontuzji nie było śladu. To, że Kawęcki jest w dobrej formie, pokazały starty na 100 metrów. Wprawdzie Polak nie wszedł do finału - zabrakło mu 0,01 s! - ale w półfinale wynikiem 53,82 ustanowił rekord Polski, bijąc o 0,30 s poprzednie najlepsze osiągnięcie Marcina Tarczyńskiego. Jako pierwszy Polak złamał barierę 54 sekund na tym dystansie.

W półfinale na 200 m długo płynął z tyłu stawki, ale na ostatniej "pięćdziesiątce" przyspieszył i finiszował trzeci, za Clarym i Lochtem. Kawęcki miał trzeci czas półfinałów - 1:56.14, identyczny co Japończyk Irie.

Kawęcki lepiej czuje się na krótszym basenie. Polak świetnie wykonuje nawroty, których na krótszej pływalni jest więcej, znakomicie pływa też pod wodą. Zresztą wystarczy spojrzeć na jego CV: na 25-metrowym obiekcie jest mistrzem świata i trzykrotnym mistrzem Europy (ma też srebro). Na 50-metrowym jego największym sukcesem jest ME z ubiegłego roku z Debreczyna i 4. miejsce na igrzyska w Londynie.

- To prawda, Radek jest zawodnikiem przede wszystkim krótkiego basenu. Ale pamiętamy, że był czwarty na igrzyskach w Londynie na długim. Bardzo poprawił pływanie na dystansie. Ma szanse na dobry wynik, a być może na medal - zaznaczał jednak Paweł Słomiński, były trener kadry polskich pływaków, w niedawnej rozmowie z Sport.pl.

Miał stuprocentową rację.

A Kawęcki ma naprawdę niełatwe zadanie, bo grzbiet to od lat styl wybitnie amerykański. Doskonałych grzbiecistów z USA było mnóstwo, wystarczy wymienić nazwiska z najnowszej historii: Jeff Rouse, Lenny Krayzelburg, Aaron Peirsol, Lochte...

Pływanie na plecach w Ameryce jest niejako przekazywane z pokolenia na pokolenie.

- Znów potwierdziliśmy naszą dominację! - mówił po olimpijskim finale na 100 m w Londynie Matt Gravers, który zdobył złoto. Drugi był inny jankes, Nick Thoman, którego dziadek Richard był w latach 40. rekordzistą świata na tym dystansie.

Na koronnym dystansie Kawęckiego, czyli 200 metrach, Amerykanie nieprzerwanie sięgają po olimpijskie złoto od Atlanty (1996 r.). Wyścig na 200 m grzbietowym rozegrano na igrzyskach 23 razy. 14 razy najszybszy był Amerykanin. Podobnie jest z mistrzostwami świata - pływacy z USA triumfowali na siedmiu ostatnich czempionatach.

"W każdych zawodach Amerykanie mogliby wystawić mocnych grzbiecistów na każdym z ośmiu torów" - napisał kiedyś Chris Paine z australijskiego serwisu internetowego ABC.net.au.

Ale po piątkowym wyścigu jeden z tych torów na pewno trzeba rezerwować dla Radosława Kawęckiego.

Więcej o: