Pływanie. Słomiński: Czerniak może walczyć nawet z Phelpsem

Lepiej, aby pływacy harowali, szykując się do igrzysk, niż sprężali się w walce o medale na mistrzostwach Europy na krótkim basenie - uważa Paweł Słomiński, były trener pływackiej reprezentacji Polski
Polacy w Szczecinie zdobyli osiem medali, w tym pięć złotych. To najlepsze mistrzostwa Europy na nieolimpijskim, 25-metrowym basenie do 2005 roku, kiedy trenerem reprezentacji był właśnie Słomiński. Rok wcześniej pierwszy złoty medal olimpijski wywalczyła jego zawodniczka Otylia Jędrzejczak, później przyszły złota mistrzostw świata i Europy na olimpijskim, 50-metrowym basenie.

Jednak od ostatnich igrzysk biało-czerwoni znów są w defensywie. W Pekinie nie zdobyli medalu, gorzej szło w mistrzostwach świata. Jeszcze cztery lata temu dzięki medalom Mateusza Sawrymowicza, Przemysława Stańczyka i Otylii Jędrzejczak Polska była czwarta w klasyfikacji medalowej, ale już wtedy baczny obserwator mógł stwierdzić, że jeśli nic się nie zmieni, polskie pływanie popadnie w przeciętność. Na mistrzostwach świata w Montrealu w 2005 roku Polacy pobili bowiem aż 18 rekordów kraju. W 2009 już tylko cztery. Podobnie dzieje się w mistrzostwach Europy na krótkim basenie. W 2005 roku w Trieście 11 medali zdobyło ośmioro zawodników, w Szczecinie siedem medali indywidualnych zdobyło czterech pływaków, a brąz dorzuciły pływaczki w sztafecie dzięki dyskwalifikacji lepszej drużyny.

Radosław Leniarski: Jak ocenia pan mistrzostwa Europy na krótkim basenie? Czy coś one powiedziały o sile polskiego pływania? Bo mam wrażenie, że uważa się powszechnie, że znów jesteśmy pływacką potęgą.

Paweł Słomiński, były trener Otylii Jędrzejczak i Pawła Korzeniowskiego oraz reprezentacji, która zdobyła najwięcej medali w historii polskiego pływania: - Medale są super, tylu biało-czerwoni dawno nie zdobyli. Wizerunkowo - również było wspaniale, bo od dawna tyle dobrego o pływaniu się nie mówiło. Mam tylko nadzieję, że przygotowania do ME nie zaburzyły cyklu olimpijskiego. Najlepsi zawodnicy powinni w Szczecinie startować "z marszu", bo to nie jest dla nich impreza docelowa. Wolałbym, aby wykorzystali czas na pracę, na przygotowanie do igrzysk w Londynie. To ważny czas. Buduje się podstawy letniej formy, zawodnicy powinni wykonywać kawał ciężkiej pracy. Ja bym do mistrzostw Europy na krótkim basenie podszedł spokojnie. Gdyby się udało wywalczyć medal to OK, a jak nie, trudno, bo wiedziałbym, że walczymy o medale na igrzyskach. A my ewidentnie szykowaliśmy się na mistrzostwa w Szczecinie.

Czy w ogóle takie zawody są jakimś miernikiem siły?

- Trudno porównywać wyniki ze Szczecina z wynikami np. Amerykanów, bo oni rzadko zanurzają się w basenie 25-metrowym, więc nie ma jak spotkać się ze światem na takim basenie i jednoznacznie zweryfikować siłę. Jeśli chodzi o możliwości polskich zawodników, mistrzostwa Europy nie pokazały nic nowego. Mamy - o czym wiedzieliśmy od jakiegoś czasu - Konrada Czerniaka. To megasportowiec, dojrzał pod każdym względem, może ścigać się z najlepszymi na świecie w najważniejszej imprezie. Jestem przekonany, że gdyby Konrad płynął na 100 m delfinem w kostiumie obowiązującym w zeszłym roku, pobiłby rekord świata. Jest murowanym kandydatem do walki o medale w tej konkurencji, a nawet do wyrównanej potyczki z Michaelem Phelpsem, zwłaszcza gdy Amerykanin nie weźmie się do solidnej roboty, z czym ostatnio było różnie. Drugi nasz mistrz ze Szczecina Radosław Kawęcki też jest kandydatem do medalu na igrzyskach. Jego wyniki w tekstylnym stroju zbliżają się do tych z ery strojów gumowych. Jest w trochę innej sytuacji niż wicemistrz świata na olimpijskim basenie Czerniak. Radek był w Szanghaju piąty z wyraźną stratą do podium. Start na krótkim basenie nie pozwala stwierdzić, czy dystans się zmniejszył. Obaj rozwijają się w sposób przemyślany.

Mateusz Sawrymowicz wreszcie wrócił po długiej przerwie - i ze światowym wynikiem. Jest w dobrym towarzystwie w Ameryce, bo w ośrodku, w którym trenuje między innymi mistrz olimpijski na 1500 m Ousama Mellouli. To daje gwarancję, że będzie się liczył w Londynie. Rozmawiałem z nim i wiem, że jest bardzo zdeterminowany. Nie ma w Ameryce pokus, które go tu ciągnęły, jest wspaniały klimat - tutaj przecież chorował.

A Paweł Korzeniowski i Otylia Jędrzejczak?

- Korzeniowski przeżywa kryzys formy - widać to z wyników, jak i z testów Instytutu Sportu [jako członek Klubu Londyn jego treningi podlegają weryfikacji]. Gdzie jest jego najmocniejsza strona - finisz, fantastyczne ostatnie 50 metrów? Tam dla niego zaczynało się pływanie. Tymczasem ostatnie 50 m w wyścigu na 200 m delfinem w 30 sekund to świadczy o brakach w przygotowaniu wytrzymałościowym.

Teraz pracuje inaczej, co się kłóci z moimi metodami. Mój program był ciężki, ale gwarantował medal igrzysk. Niepokoi mnie, że na rok przed igrzyskami Korzeniowski wraca z mistrzostw Europy na krótkim basenie bez medalu na 200 m st. mot. - w swojej najlepszej konkurencji. Korzeniowski wciąż jest w czołówce światowej, ale szanse na medal olimpijski się zmniejszyły.

Nie wiem, co on teraz zrobi - na osiem miesięcy przed startem w Londynie.

Otylia to chyba pozytywne zaskoczenie?

- Zrobiła duży krok do przodu, najlepszy wynik na 200 m delfinem od 2007 roku. Dodatkowo w półfinale na 100 m delfinem Otylia była tylko o kilkanaście setnych sekundy wolniejsza od własnej życiówki z Debreczyna. W finale posypała się technicznie i taktycznie, za bardzo chciała i się nie udało. Na 200 m delfinem widać było, że ma problemy z drugą częścią dystansu, jak Korzeniowski. Może to zaległości treningowe po długiej przerwie. Ma szanse nadrobić je w ciągu najbliższych miesięcy. Otylia również słynęła z dobrego tempa w drugiej części dystansu. Ubolewałem, że pierwsza część nie jest tak dobra jak druga.

Być może wpływ ma program treningowy Bartka Kizierowskiego, który jako trener specjalizuje się w sprincie. Żeby to wyjaśnić: kiedyś Otylia mimo słabego otwarcia broniła się niebywałym finiszem. Mam nadzieję, że poprawiając tempo pierwszych metrów, nie zapomni, czym wygrywała na finiszu.

Otylia w Londynie będzie miała 29 lat i choćby wiek sugeruje, że łatwiej może osiągnąć sukces na krótszym dystansie. Choć różnie z tym bywa: w szalenie wymagającej konkurencji 200 m st. motylkowym w Atenach przed siedmioma laty stoczyła porywającą walkę z 29-letnią Australijką Petrią Thomas. Teraz jest jednak trudniej. Zawodniczek na światowym poziomie jest więcej. Nie powiem więc teraz, że Otylia ma szanse na medal, ale że idzie w dobrą stronę.

Dlaczego w takim razie ani związek, ani ministerstwo nie pomagacie Otylii w Hiszpanii. Haruje tam bez żadnego wsparcia.

- Są pewne zasady, które obowiązują w finansowaniu polskiego sportu. Otylia nie może być w Klubie Polska Londyn 2012, bo nie ma odpowiednich wyników. Ale nie ma przeszkód, aby Polski Związek Pływacki pomógł jej finansować szkolenie w Hiszpanii.