Neymar na rozstaju dróg. Barcelona czy Paryż?

To bez wątpienia najgorętsza od czasu przenosin Cristiano Ronaldo z Manchesteru United do Realu Madryt transferowa operacja w świecie piłki nożnej. Neymar, który w ciągu kilku ostatnich lat zdołał ugruntować swoją pozycję najlepszego obok Portugalczyka oraz Lionela Messiego piłkarza globu, stoi w rozkroku pomiędzy Barceloną a Paryżem. Decyzja, którą podejmie, będzie jedną z najważniejszych w jego karierze.

Informacje o transferze Neymara do Paris Saint-Germain od kilku dni dominują w światowych mediach, ale romans Brazyliczyka z paryżanami trwa tak naprawdę już od co najmniej roku. Zeszłego lata prezes PSG Nasser Al-Khelaifi spotkał się na Ibizie z ojcem zawodnika i agentem Wagnerem Ribeiro. Gwiazdor był pod wrażeniem pomysłów szejka, który poza gigantyczną, rekordową pensją i obietnicą bycia liderem piłkarskiego projektu Katarczyków oferował m.in. udział w sieci hoteli sygnowanych nazwiskiem piłkarza. Ostatecznie Neymar zdecydował się jednak pozostać w Barcelonie, a jego ojciec wykorzystał zainteresowanie PSG do zapewnienia synowi podwyżki, co przyznał w rozmowie z ESPN Ribeiro. W październiku 2016 roku zawodnik podpisał z Barceloną nowy, obowiązujący do czerwca 2021 roku kontrakt, z wpisaną klauzulą wykupu wynoszącą 222 mln euro w drugim sezonie, a w kolejnych wzrastającą do 250 mln.

W Paryżu poczuli się wykorzystani, ale doskonale rozumiejący mechanizmy działania rynku transferowego Al-Khelaifi urazy nie chował. Nie minął rok, a do klubu z Parku Książąt miał zwrócić się z prośbą o transfer sam Neymar. Tym razem negocjacje zaszły jednak znacznie dalej. Piłkarz, jak informowały media w Hiszpanii, Brazylii i Francji, uzgodnił warunki indywidualnego kontraktu oraz szereg bonusów. Łącznie w ciągu pięciu lat ma zarobić 150 mln euro, a do tego otrzymać 100 mln premii za sam podpis na kontrakcie. A przecież należy także uwzględnić zysk z tytułu umów sponsorskich, jakie zawrze prawdopodobnie ze spółkami należącymi do Al-Khelaifiego. Draft umowy zdaniem katalońskiego "Sportu" jest gotowy już od tygodni i do zakończenia całej operacji brakuje tylko zgody piłkarza, który wciąż się jeszcze waha.

Wyjść z cienia

Pytanie, czy na wątpliwości nie jest za późno. O ile z początku sympatycy Barcelony do rewelacji mediów, bez względu na to, jak poważne źródła je potwierdzały, podchodzili sceptycznie, teraz wiedzą, że jedna z ich największych gwiazd myśli poważnie o opuszczeniu klubu. Przyznał to na wtorkowej konferencji prasowej podczas odbywającego się w Stanach Zjednoczonych obozu przygotowawczego Barcelony Gerard Pique. Dzień wcześniej środkowy obrońca uspokajał kibiców Dumy Katalonii, publikując na swoim twitterze wspólne zdjęcie z Neymarem opatrzone podpisem: "zostaje". Otoczenie Brazylijczyka wyraziło zdumienie tymi słowami, podkreślając, że żadne ostatecznie decyzje wciąż nie zapadły.  - Mam nadzieję, że zostanie, ale mój wpis nie był oficjalnym ogłoszeniem. To Neymar musi podjąć decyzję i was o niej poinformować. Jest wystarczająco dojrzały, by pewne rzeczy przemyśleć - sprecyzował na konferencji Hiszpan.

Pique, choć potwierdził, że nakłaniał kolegę do pozostania, powiedział rzecz niezwykle istotną w kontekście całej sprawy: - Neymar nie może być protagonistą w Barcelonie, ponieważ najlepszy zawsze będzie tu Messi.

Jako główny powód potencjalnego odejścia Neymara podaje się właśnie jego potrzebę wyjścia z cienia Argentyńczyka. Reprezentant Brazylii chce napisać własną historię i stać się dla drużyny, w której gra, liderem na miarę katalońskiej dziesiątki. PSG ma mu to umożliwić i w kolejnych latach budować wokół niego zespół, co może mu ułatwić chociażby rywalizację o Złotą Piłkę. Słowa Pique jasno pokazują hierarchię w ekipie Blaugrany. Hierarchię, która jeszcze długo nie ulegnie raczej zmianie.

Czas decyzji

Neymar z myślami o przenosinach do Paryża bije się od roku. Wydaje się, że to wystarczająco długi czas, by dojść do sensownych wniosków, w którym kierunku piłkarz chce popchnąć swoją karierę. Jeśli teraz postanowi Barcelony nie opuszczać, niesmak pozostanie zarówno w Katalonii, jak i Paryżu. U pierwszych z powodu wątpliwej lojalności do klubu, u drugich przez odebranie ruchów piłkarza jako próby wykorzystania PSG do załatwiania swoich interesów w Barcelonie, np. walki o wyższy kontrakt. Trzeciej szansy od Al-Khelaifiego Brazylijczyk może już nie dostać, a jeśli w kolejnych latach będzie wyrażał swoje niezadowolenie z roli pełnionej na Camp Nou, cierpliwość mogą także stracić kibice z Katalonii.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.