Bundesliga. Wołowski o transferze Alonso: Pomieszanie światów?

Przeprowadzka Xabiego Alonso z Madrytu do Monachium jest jednym z najbardziej zaskakujących transferów tego lata. Hiszpan pokieruje grą największego niemieckiego klubu, tymczasem Niemiec (Kroos) obejmuje we władanie kultowy hiszpański. Jak znaleźć w tym logikę? - zastanawia się na blogu "W polu karnym" dziennikarz "Wyborczej" i Sport.pl Dariusz Wołowski.

Dariusz WołowskiDariusz Wołowski Fot. Sport.pl Dyskutuj z autorem na jego blogu "W polu karnym"

Przysłowiowy spokój Carlo Ancelottiego wystawiony jest ostatnio na próbę ognia. Traci właśnie drugiego z piłkarzy, którego w ubiegłym sezonie traktował jak swojego człowieka. Angela Di Marię MU odkupił za 75 mln euro. Po przyjściu Jamesa Rodrigueza Argentyńczyk musiałby usiąść na ławce, a na to był za drogi i za dobry. Di Maria szukał godnego miejsca na liście płac Realu, czego Florentino Perez mu odmawiał. Tymczasem Xabi Alonso zarabiał w Madrycie 7 mln za sezon i zachował pozycję w podstawowej jedenastce, mimo przyjścia Toniego Kroosa.

Niesamowite jest to, że wychowanek Bayernu trafił na Santiago Bernabeu, bo mistrz Niemiec nie chciał spełniać jego finansowych żądań. Stracił więc 24-letniego pomocnika, wokół którego Pep Guardiola miał budować zespół. Teraz sprowadza dobijającego do 33. urodzin Xabiego, kusząc go astronomiczną pensją 10 mln euro za sezon. Czy zaoferowanie podobnej kwoty 9 lat młodszemu Kroosowi było grzechem?

W Realu jest też inny piłkarz, który do Bayernu pasuje 10 razy bardziej niż Hiszpan. Sami Khedira przez cztery sezony nie doczekał na Santiago Bernabeu nawet namiastki pozycji Alonso. Żeby dostrzec faktyczny potencjał Khediry, trzeba spojrzeć na mecze reprezentacji Niemiec, bo u Joachima Loewa jest wodzirejem. Tymczasem w Madrycie widzą w nim wyrobnika, który po odbiorze piłki powinien ją natychmiast oddać najbliżej stojącemu koledze.

Khedira wszedłby w Bayern jak w masło, znalazłby się na swoim miejscu. Alonso w Bawarii to ryzyko, zwłaszcza że trudno nazwać go graczem, do którego należy przyszłość. Guardiolę "na musiku" postawiły urazy Javiego Martineza i Thiago Alcantary. To naturalne, że Pep nie widzi nic złego w tym, że Bayern staje się coraz bardziej hiszpański. Nie jestem jednak pewien, czy futbol europejski osiągnął taki poziom unifikacji, że style i wartości hołubione w krajach, które wygrywały dwa ostatnie mundiale, stały się całkowicie kompatybilne?

Będzie znakomita okazja to sprawdzić. Kroos pokieruje Realem, a Xabi Alonso Bayernem. Można to traktować jak kuriozum, można jak znak czasów. Czasów, w których rola Hiszpanów w największym niemieckim klubie jest większa niż w największym hiszpańskim. Rozumiem, że po 2010 roku Niemcy zafascynowali się myślą szkoleniową rodem z La Masii (i pokrewnymi), a po mistrzostwach w Brazylii wraca moda na to, co niemieckie. Można nawet zaryzykować tezę, że drużyna Loewa wygrała niedawny mundial "po hiszpańsku" - bazując na posiadaniu piłki.

Co zyskuje Real, oddając Alonso? Dostanie za niego koło 10 mln, a więc na tym poziomie grosze. Pomocnik zarabia 7 mln euro za sezon, więc odciąży budżet płacowy klubu z Bernabeu. Tyle że nie zastąpią go ani Khedira, a już na pewno nie sprowadzony przed rokiem za 40 mln euro Asier Illarramendi. W dodatku Florentino Perez oddaje tego lata już drugiego piłkarza, którego uwielbiał zatrudniany przez niego trener. Trener opromieniony 10. Pucharem Europy w pierwszym roku pracy.

Po zdobyciu "La Decima" Ancelotti miał prawo spodziewać się, że jego pozycja w Realu wzrośnie. Tymczasem radość z wielkiego triumfu przywróciła prezesowi wiarę w siebie, a nie w trenera. Drużyna z Bernabeu znów staje się dziełem Pereza. Nie tylko w sensie biznesowym, ale i sportowym. Dobrze robi Cristiano Ronaldo, zachowując wstrzemięźliwość. - Czy obecna drużyna jest lepsza niż ta z minionego sezonu? - zapytał go dziennikarz "Marki". - Odpowiem panu za 10 miesięcy - stwierdził roztropnie Portugalczyk.

Prezesi wielkich klubów obracają setkami milionów euro na oczach kibiców rozpalonych do czerwoności, a potem chłodna, zielona murawa weryfikuje ich wiekopomne teorie.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live

Więcej o: