Transfery. Oszuści próbowali "załatwić" przejście Herrery do MU

Ostatniego dnia okienka transferowego Manchester United był bardzo bliski sprowadzenia Andera Herrery z Athleticu Bilbao. Wydawało się, że wszystko zmierza do zatwierdzenia transferu, jednak w pewnym momencie w siedzibie La Ligi pojawili się trzej prawnicy podający się za przedstawicieli angielskiego klubu...

Pomocnik Athleticu miał kosztować angielski klub 36 mln euro - takie informacje obiegły w poniedziałek hiszpańskie media. Władze MU miały początkowo przystać na taką kwotę odstępnego, wpisaną zresztą w kontrakcie piłkarza. Wszystko wskazywało na to, że lada chwila transfer zostanie sfinalizowany, ale do gry wkroczyli trzej dżentelmeni.

Prawnicy pojawili się wieczorem w siedzibie hiszpańskiej ligi LFP, by dopełnić wszystkich formalności związanych z przejściem zawodnika do MU. Podali się za przedstawicieli angielskiego klubu, jednak po jakimś czasie okazało się, że wystąpiły jakieś "problemy biurokratyczne".

Panowie zażądali wstrzymania transferu, po czym opuścili siedzibę ligi. Po jakimś czasie wrócili, a wtedy okazało się, że do zrobienia jest jeszcze bardzo dużo "papierkowej roboty". Na dodatek nie chcieli zgodzić się na zapłatę dodatkowych 6 mln euro podatku i próbowali negocjować kwotę odstępnego z Athletikiem. Tymczasem bardzo rzadko zdarza się, by przy załatwianiu transferów negocjować samą kwotę odstępnego wpisaną w kontrakcie.

Prawnicy z doświadczeniem

Gdy sprawa zaczęła się komplikować, pojawiły się poważne wątpliwości, czy aby panowie podający się za wysłanników MU nie są przypadkiem oszustami. Jeden z dziennikarzy napisał na Twitterze, że nie byli oni jednak oszustami w prawdziwym tego słowa znaczeniu, ale prawnikami, którzy rok temu pomagali załatwiać transfer Javiego Martineza do Bayernu Monachium z... Athleticu Bilbao.

Wygląda więc na to, że sprytni adwokaci próbowali podczepić się pod transakcję pomiędzy Manchesterem a hiszpańskim klubem i otrzymać za "załatwienie" transferu sporą prowizję. Ostatecznie "Czerwone Diabły" wycofały się z zakupu, gdyż kwota odstępnego była ponoć zbyt wysoka do zaakceptowania przez menedżera Davida Moyesa. Media sugerują, że rezygnacja ze sprowadzenia piłkarza nie miała nic wspólnego z oszustami, a była podyktowana jedynie chęcią oszczędności.

Gazeta "El Correo" donosi z kolei, że sam Herrera jest zdruzgotany tym, jak potoczyły się sprawy, i domaga się wyjaśnień od obu klubów. Według nieoficjalnych informacji wiadomo, że zimą Anglicy mogą znów zainteresować się sprowadzeniem hiszpańskiego pomocnika. Jeśli do tego dojdzie, władze MU będą chyba musiały wysłać swoich prawdziwych przedstawicieli do Hiszpanii, gdyż na chwilę obecną są obiektem drwin angielskich portali i brukowych gazet.

Więcej o: