PZPN. Zapomniał stół, jak cielęciem był

Pamiętacie piłkarski Okrągły Stół? W niedzielę stuknął rok, od kiedy ówczesny szef Canal+ go postawił. Wszyscy święci (plus kilku nieświętych) polskiego futbolu z zaszczytnym udziałem gwiazd polityki i mediów pół soboty radzili nad niewesołą kondycją dyscypliny. I dumnie ogłosili program naprawczy.

Porozumienie zawierało punktów siedem, dokładnie tyle, ile zarzutów korupcyjnych miał Grzegorz G., oficjalny gość podstolika sędziowskiego. On chyba jedyny wciąż ma szanse wejść w pookrągłostołową sferę konkretów, bo lada dzień stanie przed sądem w gigantycznym procesie zorganizowanej grupy przestępczej ustawiającej ligowe mecze.

A nie, przepraszam, jeszcze szybciej rzeczywistość dopadła pomysłodawcę i gospodarza imprezy Bertranda Le Guerna. Już nie pracuje w Canal+, był prezes, nie ma prezesa. Zanim odszedł, zdążył jeszcze dać robotę prowadzącemu podstolik promocyjny Krzysztofowi Maternie, który jakoś od tego właśnie czasu ma we francuskiej stacji audycję pod ścinającym sportową krew każdego kibica szyldem "Strefy Euro". Nie jest to tytuł wybitnie breaknewsowy, ba - nie do końca wiadomo, co w ogóle oznacza, ale ramówkę zapełnia. Wyniki oglądalności litościwie przemilczmy.

Nie ma też problemu ligowej komisji licencyjnej, która zgodnie z ustaleniami miała przejść pod skrzydła Ekstraklasy SA, ale PZPN już ze dwa miesiące po obradach wyraził się jasno, że jej jednak nie odda. I można mu skoczyć.

Alibi własnej autonomii związek użył zresztą, skutecznie kontestując znacznie większą liczbę postanowień nieszczęsnego okrągłego stołu. Jak choćby w przypadku domniemanego raportu z pracy PZPN-owskich instancji dyscyplinarnych, którego upublicznienie zapowiadano do końca marca 2010 r. W związku pewnie zatrzęśli się ze śmiechu, że ktokolwiek z zewnątrz miałby wertować ich dokumenty. Jaką śmiercią umarł ten punkt? Naturalnie, że naturalną. Jak pozostałe.

OK, niech Wam, nieustraszeni reformatorzy polskiego futbolu, będzie. W jednym związek rzeczywiście się od roku cywilizuje. Owszem, zatrudnił gromadkę młodych menedżerów, którzy - jak donoszą życzliwi - ostro wymyślają przeróżne projekty. Tyle że wierchuszki to kompletnie nie interesuje. Najważniejsze decyzje w skansenie PZPN nadal podejmuje prezes Grzesiek z sekretarzem Zdziśkiem, a od czasu do czasu swoje trzy grosze wtrąca zarząd i pozostali chłopcy z ferajny. A jeżeli sprawa nie cierpi zwłoki, zawsze można zwołać nieśmiertelną komisję ds. nagłych.

I tylko - zgodnie z wnioskami okrągłego stołu, a jakże! - statut związku wciąż się zmienia. Podczas dwóch zjazdów PZPN, jakie zdążyły się odbyć, delegaci mozolnie wykuwali nowe brzmienia związkowej konstytucji. Tu przestawili szyk słów, tam dodali zdanie, ówdzie zaopatrzyli statut w superważny przecinek albo dwa. Po co? Dla dobra polskiej piłki nożnej, rzecz jasna.

Rewelacyjny nastolatek z Łotwy w Ekstraklasie? 

Więcej o: