PZPN: opozycja atakuje przed zjazdem

Ponieważ związkowi dysydenci są znacznie słabsi niż przed rokiem, piątkowy zjazd PZPN będzie prawdopodobnie przypominał zjazdy partii komunistycznych. Najpierw pozory dyskusji, a potem aplauz i bezkrytyczne popieranie wniosków zgłaszanych przez władze.

Konieczność corocznego organizowania walnego zgromadzenia PZPN to konsekwencja wydarzeń sprzed kilku lat - ostrych konfliktów z rządem, dwukrotnego wprowadzania komisarza, zmian statutu. Związkowa wierchuszka musi się teraz rozliczyć z każdej złotówki w budżecie, przedstawić sprawozdania i w komplecie uzyskać absolutorium.

W tym roku wrogowie obecnych władz związku nie powinni mieć żadnych złudzeń - na zjeździe raczej nie będzie krwawych rewolucji. W ubiegłorocznej próbie zamachu stanu zbuntowanej frakcji niemal udało się wygrać wybory na przewodniczącego obrad, co - gdyby się powiodło - rzeczywiście mogłoby przynieść zmiany nawet na szczytach PZPN. Teraz opozycja wydaje się być wygaszona.

Czołową grupę opozycjonistów z Dolnego Śląska prezes Lato ugłaskał niedawną wyprawą z reprezentacją do Ameryki Płn. i obietnicą meczu międzypaństwowego na nowym stadionie w Lubinie. Naciski na krnąbrnych działaczy z Wrocławia szły też z czubka politycznej góry. Rząd po kompromitującym wycofaniu kuratora przed dwoma laty coraz bardziej skłania się do opinii, że przed Euro 2012 już nie ma sensu się z PZPN pojedynkować. Zwłaszcza gdy w mediach pojawiły się informacje o zagrożeniu odebrania Polsce mistrzostw, gdyby państwowi urzędnicy wciąż ingerowali w to, co dzieje się w futbolowym stowarzyszeniu.

Również sam związek - umiejętnie, ale i fasadowo - stara się zmieniać wizerunek. Zatrudniono specjalną firmę, która dba o dobry PR, rzecznik prasowa rozsyła po redakcjach wyłącznie dobre wiadomości, a członkowie zarządu dostali wyraźne przykazanie, by nie udzielać się publicznie.

Nudy śmiertelnej na zjeździe spodziewać się jednak nie należy, bo resztki opozycji istnieją i podejmą akcję.

Pierwsze strzały padną już dziś, bo na godz. 14 konferencję prasową zwołała grupa rokoszan pod wodzą największego wewnętrznego wroga Laty, jego byłego kompana Kazimierza Grenia. W zaproszeniach piszą, że przedstawią dokumenty "mówiące o łamaniu prawa" i "kompromitujące władze PZPN".

Można być niemal pewnym, że również w czasie obrad buntownicy będą aktywni. Tyle że sternicy związku już na to znaleźli receptę. By nikomu nie przyszło do głowy wybrać nieprawomyślnego prowadzącego obrady, takiego głosowania nie będzie - według nowych regulacji zjazdem kierować będzie sekretarz związku Zdzisław Kręcina. Cały 17-osobowy zarząd usiądzie za stołem prezydialnym, pilnie obserwując, kto i za jakim wnioskiem podnosi rękę. Ostateczny program zjazdu zatwierdzony zostanie dziś podczas specjalnego posiedzenia zarządu.

A gdyby nawet coś poszło nie po myśli prezesa Laty i jego ekipy, zawsze można udawać, że nic się nie stało. Tak jak w przypadku Ireneusza Serwotki, który na zjeździe przed rokiem nie uzyskał absolutorium z pracy w zarządzie, co nie przeszkadza mu do dziś w nim zasiadać.

Reprezentacja. Pechowiec Jeleń walczy o szybki powrót na boisko ?