Adwokat kibiców: dobry wizerunek PZPN? Nie istnieje!

Jesteśmy gotowi zmierzyć się z PZPN w sądzie, bo racja jest po naszej stronie - mówił we wtorek prezes stowarzyszenia S.O.S. dla Polskiej Piłki

Przedstawiciele piłkarskiej centrali i Stowarzyszenia S.O.S. dla Polskiej Piłki spotkali się we wtorek w łódzkim sądzie okręgowym. Powód: założona przez fanów piłki strona www.koniecpzpn.pl. Polski Związek Piłki Nożnej uznał, że na stronie bezprawnie posługiwano się jego zastrzeżonym logo oraz publikowano opinie, które naruszają wizerunek i dobre imię związku.

Najpierw związek bezskutecznie próbował zablokować stronę, potem pozwał do sądu troje założycieli stowarzyszenia, jego prezesa, do którego należy domena koniecpzpn.pl i właścicieli spółki, która wynajmowała serwer.

- Byliśmy zaskoczeni pozwem - mówił Sławomir Bajdas, prezes stowarzyszenia kibiców. - Liczyliśmy, że w odpowiedzi na nasza krytykę PZPN spróbuje coś zmienić w polskiej piłce i wprowadzi nasze postulaty. Tymczasem spotkaliśmy się z bardzo nerwową reakcją i próbą walki z kibicami.

Strona koniecpzpn.pl powstała po nieudanych eliminacjach do mistrzostw świata w piłce nożnej 2010 w RPA i fatalnym w stylu (przed kamerami, bez rozmowy z zainteresowanym) zwolnieniu przez Grzegorza Latę Leo Beenhakkera z funkcji trenera reprezentacji. Jej twórcy wystąpili przeciwko PZPN wskazując, że to Związek odpowiada za degrengoladę polskiej piłki. Przez pierwszy miesiąc działania do protestu na koniecpzpn.pl przyłączyło się ponad 105 tys. internautów. Dziś jest ich ponad trzy razy więcej. Dodatkowo kibice zrzeszeni w stowarzyszeniu wielokrotnie (happeningami i akcjami bilbordowymi) krytykowali i ośmieszali związek i jego działaczy.

- Strona i stowarzyszenie powstały tylko po to, aby ukierunkować frustrację kibiców - mówi Bajdas. - Internet powinien być otwarty dla wszystkich. To wolne medium. Próby zatamowania krytyki przez blokowanie stron w sieci są niedopuszczalne.

Teraz PZPN chce, aby sześcioro pozwanych wpłaciło łącznie 80 tys. zł na "Reprezentację Polski Bezdomnych". Mają też na swój koszt opublikować na stronie PZPN i stowarzyszenia oświadczenia, w którym "wyrażą ubolewanie i przeprosiny".

- Dobra osobiste zostały naruszone już w nazwie strony, ale także w publikacjach osób reprezentujących stowarzyszenie oraz w opiniach jego członków i sympatyków - mówiła "Gazecie" Agnieszka Olejkowska, rzeczniczka związku. - Wśród wpisów znalazły się treści, które poprzez rozwijanie skrótu, obrażały PZPN. Znieważano i pomawiano także członków władz związku.

Pełnomocniczka pozwanych chciała, aby sąd oddalił pozew jako "oczywiście bezzasadny". Przekonywała, że w opinii publicznej pozytywny wizerunek PZPN nie istnieje. - Nie ma w Polsce drugiej instytucji, która budziłaby równie negatywne skojarzenia - mówiła mecenas Anna Szczepaniak. - Jeśli związek chce chronić swoje dobra osobiste, to powinien pozwać 300 tysięcy kibiców, którzy wypowiadali się na stronie koniecpzpn.pl. Z opinią publiczna trzeba się liczyć, a nie z nią walczyć.

Pełnomocnik PZPN nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. - Proces jest w toku. Proszę poczekać do jego końca - mówił mecenas Piotr Kuliński.

Do łódzkiego sądu nie przyjechali prezes PZPN Grzegorz Lato, ani wiceprezes Antoni Piechniczek, których sąd chciał przesłuchać jako świadków. Podczas pierwszej rozprawy wysłuchał tylko dwóch pozwanych. Potem proces odroczył i postanowił, że na świadków powoła m.in. sekretarza generalnego związku Zbigniewa Kręcinę i jego rzeczniczkę.

Rozrzutna Ekstraklasa ?

Więcej o: