Czasy się zmieniają, ale komisja zawsze jest w PZPN

- Nie uzgadnialiśmy, że oddamy komisję licencyjną Ekstraklasie SA, stwierdziliśmy tylko, że porozmawiamy z ligową spółką na ten temat - mówi rzecznik PZPN. - Komisja powinna być u nas - twierdzą w Ekstraklasie SA. Ale zgody raczej nie będzie.

Punkt 5. porozumienia zawartego w grudniu przy tzw. okrągłym stole brzmi tak: "Przeniesienie Komisji Licencyjnej z PZPN do Ekstraklasy (ustalenie przez PZPN i Ekstraklasę - styczeń 2010 r.)". Styczeń się skończył, a komisja wciąż tkwi w związku.

Komisja licencyjna decyduje, czy klub zasługuje na miejsce w ekstraklasie. Kryteria, które kluby muszą spełniać, są jasne, ale PZPN od lat je nagina, dzięki czemu dzieli i rządzi w ligowej piłce. W 2004 roku łódzki Widzew w cudowny sposób dostał licencję mimo nie do końca jasnych przekształceń w spółce. W 2007 r. Ruch Chorzów, a rok później Polonia Bytom zawdzięczały zgody wyłącznie pobłażliwości licencyjnych instancji silnie naciskanych przez prominentnych działaczy związku. Przed tym sezonem związek wreszcie nie dopuścił klubu do ekstraklasy (ŁKS Łódź), ale ta decyzja do dziś odbija się czkawką ekipie prezesa Grzegorza Laty. Media natychmiast wyciągnęły, że inne kluby również nie zasługiwały na pozwolenie. ŁKS do dziś sądzi się z PZPN.

Dlaczego PZPN sprzeciwia się oddaniu komisji licencyjnej zarządzającej rozgrywkami Ekstraklasie SA?

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że do PZPN wpłynęło właśnie pismo z UEFA. Europejska centrala - poproszona wcześniej przez związek, który wysłał pytanie po "okrągłym stole" - wyjaśnia, że prawo przyznawania gry w ekstraklasie absolutnie nie może należeć do spółki zrzeszającej kluby o owe licencje występujące. To ponoć klasyczny przykład bycia sędzią we własnej sprawie.

- Bzdura - odpowiada Jacek Masiota z rady nadzorczej Ekstraklasy SA, jednocześnie członek zarządu PZPN. - Przecież zgodnie z ustawą o sporcie organizatorem rozgrywek też może być wyłącznie związek. A jednak scedował na nas to prawo. Dokładnie tak samo może być, jeśli chodzi o komisję licencyjną.

Masiota tłumaczy, że to nie ligowa spółka wydawałaby licencyjne wyroki. - Wynajęlibyśmy jedną z czołowych firm audytorskich - zdradza.

Rzecznik prasowy PZPN Agnieszka Olejkowska: - Proszę wybaczyć, ale "okrągły stół" nie jest instytucją, która mogłaby do czegokolwiek zmusić PZPN. Ostateczne przyznawanie klubom zgody na start w lidze zawsze będzie należało do PZPN. Wkrótce wydamy oficjalny komunikat w tej kwestii.

- Szkoda, bo to był moim zdaniem jedyny temat "okrągłego stołu", który mógł z fazy gadaniny przejść w fazę realizacji i przynieść korzyści dla polskiej piłki - kończy Masiota.

Polska - Dania ? był meczem nieoficjalnym

Więcej o: