Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zjazd PZPN tylko dostosował statut, czy ułatwił przedłużenie władzy Zbigniewa Bońka?

PZPN uchwalił poprawkę do statutu, która uchyla furtkę dla trzeciej kadencji Zbigniewa Bońka. Ale żeby prezes mógł kandydować jeszcze raz, musiałaby się przed 2020 rokiem zmienić ustawa o sporcie. - A kto powiedział, że od razu będę chciał wówczas kandydować? - mówi Boniek.

„Art. 37 paragraf 1 statutu PZPN otrzymuje nowe, następujące brzmienie:

Paragraf 1. Prezes PZPN jest wybierany przez Walne Zgromadzenie Delegatów na okres czterech lat. Jego kadencja rozpoczyna się od zakończenia Walnego Zgromadzenia Delegatów, które go wybrało. Liczba kadencji Prezesa jest zgodna z postanowieniami ustawy o sporcie”.

To poprawka uchwalona przez wtorkowe walne zgromadzenie sprawozdawcze PZPN. W starym brzmieniu przepis statutu kończył się zdaniem: „Funkcję Prezesa PZPN można pełnić nie dłużej niż przez dwie następujące po sobie kadencje". Według stanu na dziś, ten stary zapis był powtórzeniem postanowień wspomnianej ustawy o sporcie. Czyli poprawka niczego w stanie faktycznym nie zmienia. Ale jeśli ustawa zostanie znowelizowana i wprowadzi np. prawo do trzeciej z rzędu kadencji prezesa związku sportowego, to automatycznie zmieni się prawo związkowe. Bez konieczności dostosowywania statutu. Tym zresztą poprawkę tłumaczono: - Ustawa o sporcie i tak jest nadrzędna wobec statutu, więc musielibyśmy go dostosować w przypadku zmiany prawa, nieważne czy ustawodawca wydłuży limit do trzech kadencji, czy skróci do jednej. My po prostu nie chcieliśmy, żeby doszło do sytuacji, w której w jakimś momencie statut reguluje tę sprawę bardziej restrykcyjnie niż ustawa o sporcie – mówił Sport.pl Zbigniew Boniek po wyjściu z sali obrad.

Andrzej P. aresztowany na trzy miesiące

Poprawka niby kosmetyczna. Ale znacząca

Za zaproponowaną przez władze PZPN poprawką głosowało 80 delegatów, 5 się wstrzymało, 14 było przeciw. Poprawkę przegłosowano w serii z innymi statutowymi, właściwie z automatu. Ale nawet jeśli na dzisiaj to tylko poprawka dostosowująca, może się okazać bardzo istotna. A i samo jej wprowadzenie właśnie teraz jest sygnałem, że w PZPN myślą już o wyborach prezesa w 2020 roku.

Wtedy kończy się kadencja prezesa Bońka, który jeszcze w opublikowanym w dniu zjazdu wywiadzie dla katowickiego „Sportu” powtórzył: (...) wybory w związku odbędą się w poniedziałek, 26 października 2020 roku i ja nie będę startował. Gdyż w świetle obowiązującego prawa nie mogę. A to stanowi najlepszy dowód, że ten zapis nie jest wprowadzany pod Bońka”. A na pytanie Sport.pl, co będzie jeśli ustawodawca przed 2020 dopuści trzecią z rzędu kadencję prezesów związków sportowych, odpowiedział: - A kto mówi, że ja od razu wtedy będę chciał się ubiegać o ponowny wybór? Kto chce tu szukać sensacji, niech szuka. Ale ta poprawka emocji na sali nie wywołała. Co innego byłoby, gdybyśmy np. głosowali poprawkę umożliwiającą powiększenie ekstraklasy do 18 drużyn – mówi Boniek.

James Rodriguez trafi do Juventusu?

„Zniesienie dwukadencyjności? Jakoś mi to do Prawa i Sprawiedliwości nie pasuje?"

- Wszystko się zgadza. Na dziś to jest poprawka kosmetyczna i ułatwiająca życie związkowi, bo dostosowanie do ewentualnej zmiany ustawy nastąpi automatycznie. Nie wierzę też, że w ogóle będzie zmiana w ustawie. Prawo i Sprawiedliwość miałoby znieść dwukadencyjność w związkach sportowych, skoro jednym z ich sztandarowych projektów była dwukadencyjność w samorządach? Jakoś mi to do rządzących nie pasuje. Nie ten nurt – mówi Sport.pl prezes jednego z dużych wojewódzkich związków piłki nożnej i delegat na wtorkowy zjazd.

– Ale też nie oszukujmy się, to nie przypadek, że zjazd uchwalił taką poprawkę właśnie teraz. Bo to było w pewnym sensie wyrażenie życzenia władz PZPN. One by były bardzo szczęśliwe, gdyby prawo zostało tak zmienione. A to był ostatni zjazd na którym można było się na taki wariant bezboleśnie przygotować. Wyobraźmy sobie, że rząd doprowadza do zmiany przepisu o dwukadencyjności w 2019 i trzeba statut dostosować na jesiennym zjeździe sprawozdawczym. To będzie na ledwie rok przed wyborami nowego prezesa, będą już różne frakcje, liczenie szabel, mogłoby być gorąco. A może dojść do podziału na kilka frakcji, bo nie ma dziś żadnego mocnego kandydata do przejęcia władzy po Bońku. Kilku uznało, że mają buławę w plecaku, ale żaden nie przekonuje. I wielu wolałoby, żeby jednak został Boniek, bo już go znają, bo sobie za jego kadencji zbudowali swoje strefy wpływów. Otoczenie prezesa też widzi, że nie ma wśród nich kandydata, który połączy wszystkich przeciw związkowej opozycji. Jeśli ustawodawca stworzy warunki, a ludzie z obozu prezesa poproszą go, żeby został, to odmówi? Przecież nie – mówi wspomniany delegat.

Arkadiusz Milik krytykowany we Włoszech

Apoloniusz Tajner: Próba zmiany? Tylko luźne rozmowy

Ograniczenie rządów w związku sportowym do dwóch kadencji zostało wprowadzone w 2010 roku, z pomysłu ówczesnego ministra sportu Adama Giersza. Żeby doszło do zmiany tego przepisu, musiałoby za taką poprawką mocno lobbować środowisko prezesów związków. Były już takie próby w przeszłości, choćby przy nowelizacji ustawy o sporcie w 2017 roku. Ale próby okazały się nieudane, a o nowych nie słychać. – Czasami o tym luźno rozmawiamy w gronie prezesów, ale nie sądzę, żeby coś większego się szykowało. Słyszę głosy przeciw dwukadencyjności głównie od prezesów, którzy są ważnymi postaciami w międzynarodowych federacjach – mówi Sport.pl Apoloniusz Tajner z Polskiego Związku Narciarskiego, czyli prezes weteran. Rządzi w PZN już czwartą kadencję. Jak to możliwe? W 2010, niedługo przed uchwaleniem przepisu o dwukadencyjności, został wybrany na drugą kadencję. A uchwalone ograniczenie dotyczyło tylko przyszłych kadencji.  

– Moja obecna kadencja będzie moją ostatnią. I nie zabiegam o zmianę przepisów, uważam, że dwukadencyjność jest dobra. Zapobiega robieniu ze związku folwarku. Moim zdaniem tak uważa większość prezesów. Jeśli prezes jest dobry i ceniony przez delegatów, to może znaleźć następcę i zachować przy jego boku wpływ na prowadzenie spraw związku – mówi Tajner. Wspomniany przez niego przypadek zasiadania prezesów związków we władzach międzynarodowych federacji ma właśnie miejsce m.in. w PZPN. Prezes Boniek jest członkiem Komitetu Wykonawczego UEFA, a żeby trafić do niego, trzeba być w chwili wyborów prezesem, wiceprezesem lub sekretarzem generalnym krajowej federacji. – W przypadku takich prezesów zawsze jest ryzyko, że gdy do władzy w krajowym związku dojdzie opozycja, to już im ponowne kandydowanie uniemożliwi – mówi Apoloniusz Tajner. – Ale o tym, żeby trwały obecnie jakieś próby zmiany tego prawa, nie słyszałem. A gdyby takie były, to raczej bym usłyszał.