Zjazd PZPN. Prezes Boniek - decyzja sensacyjna

Był wybitnym piłkarzem, przeciętnym trenerem i skutecznym wiceprezesem. W piątek został prezesem jednej z najbardziej krytykowanych instytucji w Polsce.

Pożegnanie Lata, czyli relacja ze zjazdu PZPN Zczuba i na żywo

Tak łatwe i szybkie zwycięstwo Zbigniewa Bońka to sensacja. Wszystko rozstrzygnęło się w dwóch głosowaniach, choć teoretycznie mogły być cztery. Boniek już w drugiej turze dostał bezwzględną większość, czyli 61 głosów, i ci, którzy go popierali, wybuchnęli radością. Nie wiadomo, czy ten wybór oznacza, że w PZPN idzie nowe, ale po katastrofalnej kadencji prezesa Grzegorza Laty związek może się zmienić na lepsze.

Czasy betonu mijają - Edward Potok, Zdzisław Kręcina i Stefan Antkowiak w pierwszym głosowaniu otrzymali mniej głosów niż Boniek i Roman Kosecki uchodzący za reformatorów.

Jednym z wiceprezesów ma być Stefan Majewski, były kolega Bońka z reprezentacji, na sekretarza generalnego szykowany jest ponoć Maciej Sawicki, były piłkarz warszawskiej Legii.

- Dla tych delegatów jestem kandydatem niewybieralnym, choć gdyby wybory były powszechne, wygrywałbym w pierwszej turze - powtarzał latami Boniek.

Cztery lata temu stanął do batalii o fotel prezesa i przegrał z kretesem. Związkowy beton go nie chciał, bo były piłkarz wzbudzał w nim strach. Pamiętano go z czasów, gdy był wiceprezesem u Michała Listkiewicza. Najbardziej podpadł wypowiedzią o likwidacji okręgowych związków piłkarskich. W piątek nastąpił przełom.

- Ludzie mieli dość betonu. Lato nie dostał rekomendacji i nawet nie startował w wyborach, stary zarząd się rozpadał, wielu jego przedstawicieli nie kandydowało do nowego - tłumaczył jeden z delegatów.

W czwartek o 22.30 na spotkanie z Bońkiem przyszło 49 delegatów. - Dwadzieścia procent to szpiedzy, a jedenastu nie dojechało - żartował jeden z popleczników Bońka. Pierwsza tura głosowania pokazała jednak, że delegaci byli w miarę lojalni. Choć atmosfera na zjeździe gęstniała z każdą godziną. Nikt nikomu nie wierzył, do końca nie było wiadomo, kto jak zagłosuje.

Wcześniejsze ustalenia wzięły w łeb, choć dla niektórych delegatów przedwyborcza noc była bardzo ciężka i skończyła się o piątej nad ranem. Ponoć przed zjazdem Potok miał 40 głosów, Kosecki z Bońkiem po blisko 30, Antkowiak kilkanaście, a Kręcina kilka. Bońka popierały m.in. Lechia, Śląsk, Korona, Podbeskidzie, Polonia, Jagiellonia i Lech. Potoka Ruch, Widzew, Wisła i Górnik, a Koseckiego m.in. Legia. Temu ostatniemu bardzo zaszkodziła informacja o planach powyborczych. Kosecki wydawał się najpoważniejszym rywalem Bońka, ale nieprzychylni mu delegaci opowiadali, że jeśli wygra, to wiceprezesami będą Rudolf Bugdoł, Ryszard Niemiec i Mieczysław Broniszewski. Czyli nowy prezes Kosecki miałby firmować nazwiskiem stary układ. Delegaci, przede wszystkim klubów ekstraklasy, i to młodszej generacji, tego nie chcieli.

Tym bardziej że po sali krążyła też informacja, że we wtorek wieczorem reprezentujący pezetpeenowski beton Potok spotkał się z Koseckim i zawiązali koalicję. W kuluarach usłyszał dramatyczne pytanie od delegata: "Romek, co ty, k...a, o...asz?". Były piłkarz rozpaczliwie próbował ratować sytuację. Zaprzeczał pomówieniom. Ale już po pierwszym głosowaniu wiadomo było, że nieskutecznie. Dlatego już w pierwszym głosowaniu Boniek dostał 45 głosów - o jeden mniej niż Kosecki z Potokiem razem wzięci.

Czy Zbigniew Boniek będzie dobrym prezesem PZPN?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.