Afera w PZPN. Procyszyn: Po zjeździe mam moralnego kaca

- W związku muszą nastąpić zmiany, personalne i instytucjonalne, bo bez tego nie wyobrażam sobie przyszłości. Niektórzy działacze naprawdę powinni już odejść - mówi prezes OZPN Marek Procyszyn, jeden z trójki naszych delegatów na walne zgromadzenia sprawozdawcze PZPN.

Z reprezentacją na dobre i na złe - Facebook Polska biało-czerwoni  ?

Jacek Konopacki: Część delegatów wcześniej opuściła piątkowe obrady, o ile przyjechało 98 delegatów (ze 118 uprawnionych), to w ostatnim głosowaniach frekwencja sięgnęła zaledwie 52 głosów. Pan był do końca?

Marek Procyszyn: Ja zawsze jestem do końca. Jeszcze się nie zdarzyło, aby wyjechał wcześniej, obojętnie co się dzieje zawsze jestem, tak samo pozostali nasi delegaci [Piotr Janczar i Ryszard Wójcik - red.] nie opuszczaliśmy sali. Dobrze, że miałem ze sobą laptopa, bo mogłem na bieżąco dowiadywać się o różnych sensacjach, dziennikarze byli lepiej poinformowani niż my.

Jest więc afera korupcyjna, czy tylko aferka, a może nic się nie stało?

- Oczywiście trudno jednoznacznie oceniać, analizuję to, ale nie ma wątpliwości, że coś jest na rzeczy i trzeba to wszystko dogłębnie wyjaśnić. Osobiście jestem zdania, że niektórzy działacze naprawdę powinni już odejść. My tutaj na "dołach" pracujemy, staramy się coś zmieniać, reformować, a później to gdzieś się zatrzymuje, przepada, to jest niedobre. Muszą nastąpić zmiany, personalne i, instytucjonalne, bo bez tego nie wyobrażam sobie przyszłości. Jestem po zjeździe tak skacowany moralnie, że jadąc do Opola miałem chęć zostawić to wszystko i podziękować za współpracę.

Czy po nie udzieleniu absolutorium ośmiu, z 17 członków, zarządu PZPN są szanse na zmiany?

- Martwią mnie niektóre zapisy statutowe, bo tak naprawdę głosowania nad absolutorium, wcale nie oznaczają, ze coś się zmieni. Ten statut, który był wcześniej, był bardziej demokratyczny, co prawda głosowania nad absolutorium teraz odbywają się co rok, a nie jak wcześniej co cztery lata, ale kiedyś niosły one ze sobą jakieś konsekwencje, a dziś tak naprawdę nic nie znaczą. Nie skutkuje to żadnymi konsekwencjami prawnymi, odnosi się jedynie do moralności członków zarządu. Ktoś nie otrzymał poparcia, więc może się zastanowi i może powie sobie, że nie powinienem zasiadać w tym gronie. Ale prawnie nawet jeśli nie otrzymuje się poparcia i tak nadal można pełnić swoją funkcję. Czyli po co tak naprawdę głosować?

'Taśmy prawdy'. Kręcina: Kupuję mieszkanie młodemu. Marzyłem o takiej sytuacji

Czyli mimo wszystko z zarządu i tak nikt nie odejdzie?

- Chyba, ze sam o tym zdecyduje. W ubiegłym roku z tego co pamiętam absolutorium nie otrzymał tylko pan Ireneusz Serwotka, teraz aż ośmiu ludzi, czyli połowa. Przy normalnych zasadach musiałyby być jakieś konsekwencje, ale teraz takich nie ma, to tylko ostrzeżenie. Mówiąc po piłkarsku część działaczy dostała żółtą kartkę, a nawet jeszcze mniej, bo w przypadku pana Serwotki, który teraz też nie dostał poparcia, na boisku otrzymałby czerwoną kartkę i musiałby zejść, a z zarządu wcale odejść nie musi. To jest niestety kłopot, trzeba to koniecznie zmienić. Prawda jest taka, że wynik głosowań mógł być całkiem inny, bo niektórzy wiedząc, że i tak niczym to nie skutkuje, zagłosowała ot tak za albo przeciw, bo co to za różnica? Niektórzy tak mogli pomyśleć, a inni zasugerowali się tym, spakowali manatki i pojechali do domu jeszcze przed głosowaniami.

Największym problemem jest, że zmian nie da się wprowadzić oddolnie. To samo tyczy się np. kwestii poprawek do statutu, czy innych uchwał. Kiedyś przyjeżdżaliśmy na zjazd, dyskutowaliśmy i można było coś zmienić, a teraz już tak nie można. Poprawki muszą być zgłoszone jeszcze przed zjazdem, w trakcie obrad jest już za późno. Sam to teraz odczułem, nie mogłem znaleźć nigdzie uzasadnienia podziału ilości delegatów dla wojewódzkich związków, dlaczego np. Zachodniopomorskie ma więcej delegatów niż my, choć ma mniej klubów. Chciałem wnieść poprawkę, aby zasady były jasno określone, że jest w regionie ponad 200 klubów, to jest dwóch delegatów, ponad 300 to trzech itd. Tymczasem my mamy ponad 400 klubów, a mamy tylko trzech, a oni 300 i czterech. Poprawka jednak nie przeszła, bo ktoś powiedział, że nie byłą zgłoszona 30 dni wstecz i przepadła.

A jak głosował pan, o ile to nie tajemnica, w sprawie absolutorium dla prezesa Grzegorza Laty?

- Je nie muszę mówić jak głosowałem, każdy kto mnie zna o tym wie. Był taki żelazny elektorat, 26 osób, które w każdym przypadku głosowały na nie i nie ukrywam, że ja i nasi delegaci też byliśmy przeciwko. Teraz trudno doliczyć się kto jeszcze, był w tym gronie.

Powtórzę jeszcze raz, zmiany muszą nastąpić. Kiedyś w końcu coś musi się ruszyć wiem, że przed nami Euro 2012 i ciężko teraz o rewolucję, ale trzeba się zastanowić co dalej robić, czy warto w ogóle pracować. Bo ręce opadają. Wielu ludzi oddanych środowisku, robi piłkę u podstaw, naprawdę się stara, a przecież zła opinia w tym przypadku nie dotyczy się tylko zarządu PZPN, ale przechodzi w dół, na wojewódzkie związki, na kluby, także te najmniejsze grające w najniższych ligach. Krąży przecież przekonanie, że piłce nożnej wszyscy są tacy sami. Jeśli ja jako prezes wojewódzkiego ZPN-u, czy wiele innych osób, nie mamy na nic wpływu, to po co to wszystko? Centrala musi słuchać także tych ludzi na dole, nie ma innego rozwiązania.

Rozmawiał: Jacek Konopacki

The best of Grzegorz Lato - najlepsze wystąpienia prezesa

Działacze PZPN: Los Kręciny w rekach Laty ?