T-Mobile Ekstraklasa. Śląsk wprawił Wrocław w euforię

Rekordowa frekwencja na widowni, Śląsk wygrał z Lechią Gdańsk 1:0 i umocnił się na pozycji lidera - po piłkarskim otwarciu nowego stadionu cały Wrocław jest w euforii.

Oficjalnie wrocławski klub informuje, że na pojedynek Śląska z Lechią sprzedano 42771 biletów. Nieoficjalnie wiadomo, że kibiców było nieco więcej - około 43 tysięcy, gdyż na mecz rozdano sporo dodatkowych zaproszeń. Przedstawiciele Śląska i Ekstraklasy SA podkreślają, że taka frekwencja to rekord w historii meczów polskiej ligi, od momentu kiedy wchodzący na stadiony widzowie liczeni są przez kołowrotki, a nie oceniani na oko.

We Wrocławiu sprzedaż biletów prowadzono w fatalnych warunkach, zaledwie przez tydzień i tylko w dwóch miejscach. Mimo że kibice stali po kilka godzin w kolejkach, nie zniechęcili się i rano w dniu meczu wejściówek zabrakło!

Widzowie byli zachwyceni atmosferą i oprawą widowiska. Nie przeszkadzał im nawet to, że do przerwy mecz był niewiarygodnie nudny, a liderujący w tabeli Śląsk nie oddał żadnego strzału na bramkę. Jednak sprawdziły się słowa szkoleniowca Lechii Tomasza Kafarskiego, który przed meczem stwierdził: "Śląsk jest zespołem, który w lidze ma największą łatwość zdobywania bramek".

Wrocławianom wystarczył pierwszy i jedyny w całym spotkaniu rzut rożny, po którym oddali pierwszy strzał na bramkę i prowadzili 1:0. Historycznym strzelcem został Johan Voskamp, były król strzelców I ligi holenderskiej, który w zamieszaniu w polu karnym trafił do siatki. Euforia 43 tysięcy widzów machających szalikami robiła wrażenie.

Po spotkaniu trener Śląska Orest Lenczyk przyznał, że jego drużyna nie zagrała rewelacyjnie.

- Mam nadzieję, że ta ogromna publiczność wybaczy nam słaby styl. W meczu z Lechią należało zrobić wszystko, żeby wygrać i nie zawieść publiki. To się nam udało dzięki naszemu snajperowi Johanowi Voskampowi - analizował Lenczyk.

Na nowym, wrocławskim stadionie, który będzie jedną z aren Euro 2012, wcześniej doszło już do bokserskiej walki o mistrzostwo świata pomiędzy Adamkiem i Kliczko, odbył się koncert George'a Michaela oraz pokaz Monster Trucków. Piątkowy mecz był piłkarskim otwarciem obiektu. Nie zagrał w nim żaden z zawodników Śląska, którzy jeszcze sześć lat temu walczyli w tym klubie w III lidze i przeszli z zespołem długą drogę do ekstraklasy i wicemistrzostwa Polski. W kadrze drużyny jest dwóch takich piłkarzy - kontuzjowany kapitan Dariusz Sztylka oraz prawy obrońca Krzysztof Wołczek, który nie załapał się do kadry meczowej. - Wiem, co przeżywa Krzysiu, który walczył ze Śląskiem jeszcze w III lidze, ale na razie przegrał rywalizację o miejsce - tłumaczył Orest Lenczyk.

A i tak poza Sztylką i Wołczkiem najlepszym graczem meczu był piłkarz z najdłuższym stażem w Śląsku, pomocnik Sebastian Dudek. W 2005 roku trafił do drugoligowego wówczas Śląska z Promienia Żary, miasta, w którym mieszka mniej ludzi, niż oglądało na stadionie mecz z Lechią. Pracował tam w urzędzie miejskim, wydając prawa jazdy. Teraz wraz z Voskampem został bohaterem historycznego meczu.

"Dlaczego zawsze ja?", czyli co piłkarze wypisują na koszulkach

Więcej o: