Lechia - Legia 2:3. Legia jak Astiz

Hiszpan potrzebował pół godziny, aby przypomnieć sobie, że jesienią był jednym z najlepszych obrońców ekstraklasy. Swoją zwycięską bramką na 3:2 i bezbłędną grą w drugiej połowie odkupił winy za fatalną grę w pierwszych minutach.

Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv ?

Półtora roku temu w Gdańsku Legia również ograła Lechię 3:2. Wówczas dwa gole strzelił Takesure Chinyama. Napastnik z Zimbabwe będzie leczył chore kolano prawdopodobnie do końca rundy. Zastępujący go w piątek Bartłomiej Grzelak nie potrafił pokonać bramkarza Lechii Pawła Kapsy nawet wtedy, kiedy znalazł się w sytuacji sam na sam. Wyręczył go hiszpański stoper. W 77. minucie po dokładnie wykonanym rzucie rożnym przez Macieja Iwańskiego Astiz wyskoczył do główki w polu karnym. Legia odrobiła straty. Wygrywała 3:2.

Do zwycięstwa doprowadziła wytrwałością i determinacją. Pierwsze 20 minut były jednak katastrofalne. Zawiodła formacja najbardziej chwalona w rundzie jesiennej - defensywa. To konsekwencja zmian, które wprowadził Stefan Białas. Nowy trener postawił na jakość gry w ofensywie. Stąd błędy w obronie, jakie warszawiakom dawno się nie zdarzały.

W Gdańsku zabrakło leczącego kontuzję Dicksona Choto. Zastąpił go Pancze Kumbew. Obok niego zagrał Astiz. Hiszpan już w meczu w niedawnym meczu pucharowym z Ruchem był cieniem stopera nie do przejścia z poprzedniej rundy. Tak samo jak w pierwszych minutach piątkowego spotkania.

Ekstraklasa.tv: Niesamowite, gol Nowaka w 27 sekundzie! - wideo ?

- Wygraliśmy z Wisłą, chcemy to powtórzyć - mówił przed meczem trener Lechii. I jego zespół podobnie jak we wtorkowym meczu Pucharu Polski prowadził 2:0 już po 10 minutach. W 27. sekundzie padł najszybszy gol w ekstraklasie w tym sezonie. Tomasz Kiełbowicz złamał linię spalonego i Paweł Nowak wykorzystał sytuację sam na sam. Błędy popełniła cała obrona Legii. Jakubowi Rzeźniczakowi uciekł podający Ivans Lukjanows. Do Łotysza spóźnił się Pancze Kumbew, a Astiz nie zdążył za strzelcem gola.

Hiszpan kompletnie nie radził sobie z Tomaszem Dawidowskim, który obiegał go, jak chciał. W 10. minucie wyprzedził go na kilku metrach i Astiz powstrzymał go zapaśniczym chwytem w polu karnym. Rzut karny wykorzystał Hubert Wołąkiewicz. W kolejnych minutach były piłkarz Wisły Kraków, choć osamotniony w ataku, dalej z łatwością ogrywał najlepszego obrońcę ekstraklasy. Łatwo nie miał też Jan Mucha. Bramkarz Legii stratowany przez Dawidowskiego ironicznie zaklaskał w kierunku trybun. Potem musiał radzić sobie z gwizdami i wyzwiskami za każdym razem, gdy dochodził do piłki

Od 30. minuty wszystko się zmieniło.

Ekstraklasa.tv: Potworny błąd Kapsy! Legia wyrównuje - wideo ?

Przez kolejną godzinę meczu Astiz zagrał bezbłędnie. Nie pozwalał się przejść nikomu. Każdym atakiem wybijał lechicie piłkę spod nóg. Cały zespół zagrał jak odmieniony. Wcześniej Legia miała problem z wymianą kilku podań na połowie rywala. Często traciła piłkę już na własnej. Najwięcej kontaktów z piłką w pierwszych trzydziestu minutach miała czwórka obrońców. Jednak gdy Lechia cofnęła się, aby bronić wyniku, Legia ruszyła do ataku. Straty powinna odrobić już przed przerwą, bo w 36. minucie Maciej Iwański huknął z kilkunastu metrów w poprzeczkę, wcześniej bramkę ze spalonego zdobył Maciej Rybus. On w końcu dopiął swego. Wepchnął piłkę do bramki po podaniu Rzeźniczaka.

Legii zaczęło wychodzić to, co jej nie wychodziło w ostatnich meczach. Dwa kolejne gole strzeliła ze stałych fragmentów gry. W 53. minucie Tomasz Kiełbowicz uderzył z rzutu wolnego prosto w bramkarza Lechii, ale ten tak nieumiejętne łapał piłkę, a ta wturlała się do bramki. W 77. minucie Astiz dał Legii wygraną.

Ekstraklasa.tv: Gol na wagę zwycięstwa i szał radości Astiza - wideo ?

Legioniści zagrali z zaangażowaniem, którego dawno nie było widać. Po wyrównaniu dalej atakowali. Po raz pierwszy od dawna widać było swobodę w rozgrywaniu piłki. Maciej Iwański hasał jak sarenka między piłkarzami Lechii, którzy nie potrafili go zatrzymać.

Dzięki zwycięstwu Legia wróciła na drugie miejsce w tabeli. Pozostanie na nim dłużej, jeśli w niedzielę mający tyle samo punktów Lech Poznań przegra w Wodzisławiu z Odrą.

Więcej o: