Ekstraklasa. Ruch do PZPN-u: Możecie nas zdegradować!

Działacze Ruchu nie chcą już słuchać o spłacie długów. - Nikt już od nas nie dostanie nawet złotówki - stawia sprawę jasno Dariusz Smagorowicz, przewodniczący rady nadzorczej niebieskiej spółki. Na Cichej już można usłyszeć, że klub jest nękany, bo w Ekstraklasie szuka się miejsca dla Cracovii, która będzie musiała bardzo się starać, żeby obronić ligowy byt na boisku.

Wszystkie akcje polskiej ligi na Ekstraklasa.tv ?

Groźba zapłacenia 100 tys. zł grzywny - kary dyscyplinarnej za nieuregulowane długi sprzed lat - ciąży niebieskim od maja tego roku. Ruch został wtedy ukarany przez Wydział Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej. Teraz przypomniał o niej Związkowy Trybunał Piłkarski. Podobno chodzi o zaległości, które mają sięgać około 250 tys. zł. - głównie wobec byłych piłkarzy. Nikt w klubie nie jest w stanie przesądzić o dokładnych liczbach.

Ruch nie zamierza płacić i podkreśla, że to nie kto inny jak PZPN poświadczył mocą uchwały, że klub jest dla związku czysty. Potwierdził to także specjalnie przeprowadzony audyt.

Spółka, która zarządza dziś drużyną, spłaciła ponad 5 mln zł długu, który odziedziczyła po bankrutującym stowarzyszeniu. Dokumentem, który przesądzał o kwotach i osobach, którym trzeba było zapłacić, był akt notarialny.

- Zapłaciliśmy wszystko, koniec, kropka. Nikt już od nas nie dostanie nawet złotówki. Nie pomogą groźby, prośby czy zastraszanie. Nie będziemy świnką skarbonką. Dojną krową, która rozdaje prezenty. Chcecie nam zabrać licencję? Proszę bardzo. Chcecie nas zdegradować? Droga wolna! Ruch sobie poradzi. Nie ma w Polsce drugiego klubu, który tak uczciwie i bez protestów wziąłby na swoje barki finansowe grzechy i błędy swoich poprzedników. Kluby na różne sposoby uciekały od długów, oszukiwano piłkarzy, a PZPN nie widział w tym problemu. Z Ruchem ma być inaczej, ale nie będzie. Jeżeli PZPN wysmażył sobie taki pasztet, to niech teraz zjada go ze smakiem. Smacznego! - denerwuje się Smagorowicz.

Na Cichej już można usłyszeć, że klub jest nękany, bo w Ekstraklasie szuka się miejsca dla Cracovii, która będzie musiała bardzo się starać, żeby obronić ligowy byt na boisku.

O tym, że przepisy i prawo, na które powołuje się WD czy ZTP, nie są takie same dla wszystkich klubów i piłkarzy, świadczy przypadek Dariusza Gęsiora. Członek rady nadzorczej Ruchu już ponad dziesięć lat czeka na pieniądze, które zarobił, grając w Widzewie.

- Moja sprawa też jest znana PZPN-owi, ale moim losem jakoś nikt się tak nie przejmuje. Nikt nie szafuje grzywnami ani groźbą o degradacji. Widzew wypłacił mi tylko część należnych pieniędzy. Ostatnie bodaj osiem lat temu. Co ciekawe, kontrakt podpisałem w dolarach, które stały wtedy znacznie lepiej niż dzisiaj. Po rozmowach z kolegami wiem, że takie przykłady można mnożyć - mówi dwukrotny mistrz Polski w barwach Ruchu (1989) i Widzewa (1997).

Dodajmy, że pieniędzy od Ruchu chce również Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Roszczenia też dotyczą czasów, gdy klubem zarządzało stowarzyszenie. Już w czwartek odbędzie się w tej sprawie kolejna rozprawa sądowa.

Zaległości wielkim problemem Ruchu Chorzów ?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.