Zakładnicy sumy transferu Artura Sobiecha

Niebiescy zastanawiają się, jak mądrze zainwestować prawie milion euro, który zarobili na transferze napastnika Artura Sobiecha. - Chcemy wydawać, ale nikt nie chce sprzedawać - mówi Dariusz Smagorowicz, przewodniczący rady nadzorczej Ruchu.

Jesteś ligowym ekspertem? Zagraj w Wygraj Ligę

Pierwsza kolejka ekstraklasy za nami - Ruch co prawda zdobył punkt w Gdańsku, ale zagrał bezbarwnie. Zespół z Cichej potrzebuje nowych graczy. Chorzowianie wytypowali kilku piłkarzy, którzy mogliby wzmocnić kadrę trzeciej drużyny ubiegłego sezonu. Oferty na pewno dotyczyły kupna napastnika i stopera. Nieoficjalnie mówi się też o zainteresowaniu pomocnikiem Jakubem Smektałą z Piasta Gliwice.

- Zdajemy sobie sprawę, że potrzebujemy wzmocnień, ale wydać pieniądze to nie sztuka. Zróbmy to mądrze - mówi Smagorowicz.

Niebiescy w ostatnich sezonach raczej ograniczali wydatki na transfery i kwoty z nimi związane (patrz tabelka). Działacze rezygnowali m.in. z piłkarzy, gdy dowiadywali się, że za sam podpis będą musieli wypłacić wysoką prowizję menedżerowi. Prawdopodobnie z tego powodu w niebieskiej koszulce nie zagrał Słowak Lukas Tesak, który kilka tygodni temu trenował na Cichej.

Czy teraz, po dopływie znacznej gotówki, o finalizację transferów będzie łatwiej? Grzegorz Mielcarski, były reprezentant Polski, a dziś ekspert piłkarski, odpowiada, że niekoniecznie.

- Milion euro to dużo, ale dla klubu, który ma stabilną sytuację finansową, a z tego co wiem, Ruch do takich nie należy. Wystarczy, że działacze spłacą zobowiązania wobec piłkarzy, odłożą trochę na bieżącą działalność i z tych tysięcy euro zostanie nic albo niewiele - mówi Mielcarski, który radziłby raczej Ruchowi, żeby dalej odważnie stawiał na młodzież, wychowanków i piłkarzy z kartami na ręku. - Załóżmy, że znajdą zawodnika za 300 tysięcy euro. Drugie tyle będą musieli wydać na jego kontrakt. To już niemal wszystko, co zarobili na transferze Artura Sobiecha, a zero gwarancji, że to wypali. Takie transfery - jeden do jednego, czyli napastnik za napastnika, fajnie wyglądają na papierze, ale na boisku już nie zawsze. Więcej, Ruch nie miał żadnej pewności, że nawet jeżeli utrzymałby kadrę z poprzedniego sezonu, to znowu skończyłby rozgrywki na podium - podkreśla.

Mielcarski uważa, że niebiescy staną się teraz zakładnikami świetnej transakcji, jaką zawarli z Polonią Warszawa. - Transfer Sobiecha jest znacznie przepłacony. Przypomnę, że Robert Lewandowski kosztował Lecha około 800 tys. zł. Czy Sobiech jest cztery razy lepszy? Takie transfery wyrządzają krzywdę polskiej piłce. Teraz wszyscy będą marzyć o "okrągłej bańce" i zawyżać kwoty transferowe za bardzo przeciętnych piłkarzy. Fajnie, że pan Józef Wojciechowski [właściciel Polonii - przyp. red.] ma pieniądze i dał zarobić Ruchowi. Ilu jednak jest takich Wojciechowskich? Kluby będą przetrzymywać swoich piłkarzy, czekając na podobny transfer, a przez to "położą" karierę niejednego zawodnika. Mówię to wbrew sobie i z ciężkim sercem, ale gdybym był działaczem to w tych chorych czasach wolałbym kupić trzech, czterech Chorwatów czy Bułgarów i liczyć na to, że chociaż jeden z nich się sprawdzi. Taniej wyjdzie - mówi Mielcarski.

Dodajmy, że akcjonariusze Ruchu rozmawiali w poniedziałek o finansach spółki - m.in. o emisji nowych akcji. Walne zgromadzenie zostało przerwane. Ma być kontynuowane w piątek.

Wydatki Ruchu na transfery

2008 - 2,8 mln zł (m.in. czas transferów Macieja Scherfchena i Marcina Zająca)

2009 - 390 tys. zł

2010 - 240 tys. zł (działacze zapewniają, że jeszcze wzrośnie - m.in. na wykupienie Arkadiusza Piecha)

Ekstraklasa. Ariel Jakubowski skręcił kolano  ?