Fantastyczna bramka Sobiecha dała Ruchowi zwycięstwo nad Legią

Czy Legia wpadnie w śląski kompleks? Warszawianie przegrywają w ciągu dziewięciu dni trzeci kolejny mecz z drużyną Górnego Śląska. Tym razem o zwycięstwie Ruchu zdecydowała fantastyczna bramka Artura Sobiecha.

Ruch przystąpił do ćwierćfinałowego meczu PP bardzo osłabiony - z całkowicie innym niż zazwyczaj atakiem i zmienioną drugą linię. W przednich formacjach jedynym piłkarzem z podstawowego składu był Wojciech Grzyb.

Legia wyszła na plac mocno zmotywowana. Nowy trener Stefan Białas wymyślił coś nowego: na papierze wyglądało, że Legia zagra z przodu z osamotnionym Marcinem Mięcielem, ale tak naprawdę goście zastosowali ustawienie 4-3-3 z mocno wysuniętymi po bokach Maciejem Rybusem i Miroslavem Radoviciem. Z tym drugim zacięte pojedynki toczył Maciej Sadlok, który zagrał na lewej obronie.

- Radović to typowy boczny pomocnik, świetnie przygotowany szybkościowo. Nie było łatwo po lewej stronie, to był przecież mój trzeci mecz na tej pozycji. Myślę, że dałem sobie radę, choć w końcówce naciągnąłem mięsień czworogłowy. Trener dokonał już jednak trzech zmian i musiałem zostać na boisku. Dlatego właściwie już wtedy tylko człapałem - mówił "Gazecie" Sadlok.

W pierwszej połowie Legia wręcz przeważała, kilka okazji zmarnował Piotr Giza. W drugiej trener Fornalik stopniowo wprowadzał zawodników z podstawowego składu i Ruch odzyskał rytm. Decydującą akcję "niebiescy" przeprowadzili w 73. min. Właściwie przeprowadził ją sam Sobiech, wpuszczony na boisko kwadrans wcześniej. Przebiegł z piłką 40 metrów, efektownie minął Dicksona Choto, a przed Inaki Astizem wyhamował i pięknie "zawinął" piłkę w długi róg. Gol jak marzenie! Jan Mucha nie miał żadnych szans.

- Tak to sobie zaplanowałem. Zerknąłem, gdzie jest bramkarz i uderzyłem po długim rogu - cieszył się Sobiech. Jego radość nie była stuprocentowa, ponieważ w samej końcówce mógł zdobyć drugiego gola. Rozpędzony wpadł jednak na Muchę i szansa przepadła. Sobiech długo nie podnosił się z murawy, wreszcie ją opuścił z opatrunkiem na kolanie. - Nie wygląda to dobrze, kolano jest opuchnięte. Mam nadzieję, że sztab lekarski sobie poradzi i w piątek będę mógł zagrać w meczu ligowym - stwierdził Sobiech.

- Z jednej strony jestem zadowolony, z drugiej nie bardzo - powiedział po meczu trener Fornalik. - Wygraliśmy po golu, który można pokazywać w telewizji, ale jednak martwię się o Artura - dodał.

Debiut Białasa w Legii nie powiódł się. - Zdążyłem przeprowadzić tylko jeden trening, nie da się wszystkiego zrobić w ciągu jednego dnia. Ale myślę, że będziemy powoli wychodzili z dołka - stwierdził Białas.

Rewanż 23 marca w Warszawie o nietypowej godzinie - 14.

Ruch Chorzów - Legia Warszawa 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Sobiech (73.)

Ruch: Perdijić - Nykiel, Grodzicki, Stawarczyk, Sadlok - Grzyb, Scherfchen (46. Baran), Pulkowski, Świerblewski (82. Janoszka) - Piech, Zając (57. Sobiech)

Legia: Mucha - Rzeźniczak, Astiz, Choto, Komorowski (80. Kiełbowicz) - Radović, Jarzębowski, Iwański (67. Szałachowski), Giza, Rybus - Mięciel (79. Dong)

Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów: 3000.