Oto decyzje, które mogą pogrążyć Ruch Chorzów

Co się dzieje z chorzowskim klubem? Dlaczego zespół, który miał w tym sezonie dołączyć do ligowej czołówki, jest przeciętną drużyną, która do ostatniej kolejki będzie drżeć o utrzymanie w ekstraklasie?

Ekstraklasa.tv: Ruch przegrywa kolejny mecz ?

Oto nasza lista złych decyzji, które pchnęły wiosną niebieskich na niespokojne wody.

Rezygnacja z Sobczaka

Ruch strzelił sobie samobója, wypożyczając zimą młodego napastnika. Siedem bramek, jakie Marcin Sobczak zdobył jesienią (nie tylko w meczach o ligowe punkty), do dziś daje mu pozycję lidera w drużynie. O to zresztą nie jest szczególnie trudno, bo pięciu napastników Ruch strzeliło w lidze wiosną w sumie dwa gole! Sobczak nie jest piłkarzem, który w pojedynkę wygrałby mecz dla Ruchu. Wystarczy jednak przytoczyć jego boiskową ksywkę "Bizon", żeby sobie przypomnieć, jakich argumentów mógłby przydać Ruchowi w walce o utrzymanie. Działacze wierzyli, że w innym klubie zawodnik dostanie szansę gry, rozwoju i latem wróci do Chorzowa jako lepszy piłkarz. Jak niepewne bywają takie założenia, niech świadczy przykład Łukasza Janoszki, który zastąpił Sobczaka po półrocznej praktyce w GKS-ie Katowice. Janoszka jest cieniem piłkarza, który ponad rok temu - podczas zimowych sparingów - był najskuteczniejszym napastnikiem Ruchu. Ale Janoszka na Bukowej przynajmniej grał, a Sobczak w GKS-ie Bełchatów jest tylko rezerwowym.

Kontrowersyjny angaż Zająca

Po awansie do ekstraklasy szefowie niebieskich zakomunikowali, że nie będą stawiać na piłkarzy po trzydziestce i nękanych kontuzjami. Podpisując latem zeszłego roku trzyletni kontrakt z 34-letnim Marcinem Zającem, złamali obie te zasady. Zając miał być magnesem, który zachęci do podpisywania umów z niebieskimi kolejnych topowych zawodników. Ruch popełnił jednak błąd, już zimą chciał pożegnać piłkarza. Mariusz Klimek stwierdził, że Ruchu na Zająca nie stać. Czeski trener Werner Liczka, gdy rezygnował z Zająca w Groclinie, tłumaczył, że "zamiast Zająca będzie miał ośmiu piłkarzy ambitnych i chętnych do zap...". Doświadczony piłkarz coraz częściej słyszy takie słowa po meczach Ruchu.

Pietrzak na ławce za Radolskiego

Źle się stało, że Ruch opuścił Duszan Radolsky. Kto wie, czy nie gorszą decyzją było uczynienie jego zastępcą - przy założeniu, że to rozwiązanie tymczasowe - Bogusława Pietrzaka.

Ruch nie tylko nie zyskał trenera, który mógłby realizować swój plan i ambicje na lata (nie pracuje nawet z piłkarzami, których sam wybrał), ale jednocześnie stracił głównego architekta sukcesów drużyny Młodej Ekstraklasy. Efekt jest taki, że młody zespół Ruchu jest dziś cieniem drużyny, która kilka miesięcy nie miała sobie równych w Polsce, a pierwszy zespół stał się dostarczycielem punktów. Klub stał się zakładnikiem tamtej decyzji i uparcie czeka do końca sezonu, by zatrudnić nowego szkoleniowca. Przymierzany do tej funkcji Jacek Zieliński nie może podjąć pracy w nowym klubie w czasie trwania rundy rewanżowej.

Brak zimowych transferów

Niebiescy przespali zimowe okno transferowe. Działacze podkreślali, że to kryzys finansowy zniweczył ich plany. Inne kluby były w podobnej sytuacji, a kadrę jednak przewietrzyły. Trener Radolsky mówił "Gazecie", że "kto stoi w miejscu, ten się cofa". To zjawisko dotknęło właśnie Ruch. Niebiescy nie tylko się nie wzmocnili, ale jeszcze stracili dwóch kluczowych graczy: Macieja Scherfchena i Piotra Ćwielonga. W Chorzowie powtarzano zimą, że brak zmian zaowocuje lepszym zgraniem. Efekty każdy może ocenić sam.

Spóźniony remont na Cichej

Ruch jest w tej chwili jedyną drużyną w ekstraklasie, która gra tylko na wyjazdach. Miasto długo zwlekało z remontem murawy na domowym stadionie. Gdy już zapadła decyzja o rozpoczęciu prac, stało się to w fatalnym dla Ruchu momencie. W rundzie rewanżowej, gdy każdy punkt może być na wagę utrzymania, wsparcie kibiców, znajome trybuny i przyjazne otoczenie to atuty, z których nie powinno się rezygnować.

Piłkarze po każdej porażce powtarzają, że na Stadionie Śląskim chcą grać Wielkie Derby z Górnikiem, ale już z innym drużynami wolą bić się na Cichej. Inna sprawa, że po wygranej z Wisłą Kraków Śląski im nie przeszkadzał...

Wybryki pseudokibiców

Oni też zapracowali, a już na pewno pracują na przyszłe wyniki niebieskich. Szansą na podreperowanie nadszarpniętego przez kryzys finansowy budżetu miały być Wielkie Derby Śląska. Działacze liczyli, że mecz z Górnikiem przesądzi o wsparciu kilku sponsorów, ale chuligańskie burdy skutecznie pokrzyżowały ich plany. Gdy finalizacja umowy wydawała się przesądzona, niedoszły sponsor pokazał działaczom Ruchu krótki filmik, na którym kilku bandytów machało nad głowami ochroniarzy banerem z reklamą jego firmy.

Prezesura w złym stylu

Na przykładzie Ruchu jasno widać, że menedżer - dobry organizator i finansista - nie musi być od razu wymarzonym prezesem klubu piłkarskiego. Katarzyna Sobstyl od początku swojej prezesury podkreślała, że chce uczynić z Ruchu sprawnie zarządzane przedsiębiorstwo, ale już nazwiska piłkarzy czy pomysł na ogranie Wisły Kraków mają dla niej drugorzędne znaczenie. Tak się rządzić klubem nie da. Kibice zaraz wyczują fałsz, szybko połapią się, że pani prezes nie rozpoczyna planowania weekendu od ustalenia godziny meczu Ruchu. To dlatego kibice niebieskich coraz częściej obrażają swoją prezes, a teraz planują nawet protest. Mariusz Klimek i Dariusz Smagorowicz, główni udziałowcy Ruchu, też na początku zapewniali, że chorzowski klub potraktują jak kolejne biznesowe wyzwanie. Obaj jednak szybko się zorientowali, że bez emocji i drżenia o końcowy wynik ich praca nie ma sensu.