Wojciech Szczęsny: Niech boss ma ból głowy

- Karnego Rooneya nie dało się obronić. Nie umiem skakać tak wysoko, jak kopnął. Sodówka mi nie grozi, choć korciło mnie, żeby do 40-letniego van der Sara powiedzieć przed meczem z MU: "Cześć, tato" - mówi "Gazecie Wyborczej" 20-letni bramkarz Arsenalu.

TYPUJ WYNIKI PREMIER LEAGUE

W poniedziałek Szczęsny zadebiutował w Premier League przeciwko Manchesterowi United. "Kanonierzy" przegrali 0:1, ale Polak został oceniony wysoko. "Daily Telegraph" napisało , że "powód, dla którego trener Arsene Wenger nie wydał w ostatnich latach milionów funtów na klasowego bramkarza, ma 20 lat, 196 cm wzrostu i pochodzi z Polski".

Nie byłoby tych pochwał, gdyby nie kontuzja Łukasza Fabiańskiego. 25-letni bramkarz uszkodził stopę w meczu Ligi Mistrzów z Partizanem. Polak jest numerem jeden, bo 33-letni Manuel Almunia od września narzeka na ból łokcia. Kiedy jednak dowiedział się o urazie konkurenta, wznowił treningi. Gdy Wenger ogłosił kadrę i Hiszpana w niej nie było, w środę znowu pojawił się w pokoju medycznym, a nie na zajęciach.

- Jedenastkę trener podał kilka godzin przed spotkaniem, ale ja byłem przygotowany, że zagram - opowiada Szczęsny. W Arsenalu gra ten bramkarz, którego nazwisko jest pierwsze na tablicy z kadrą na mecz. Szczęsny znalazł się przed Fabiańskim. - Podszedłem do meczu jak do każdego innego. Zdobyłem doświadczenie, ale nie nazywam tego występu szansą. Nie chodziło o to, że Wojtek Szczęsny ma zdobyć Premier League, tylko żeby Arsenal wygrał. Moją szansą są występy w Pucharze Ligi, gdzie gram regularnie.

Spotkanie na Old Trafford zaczęło się od niefortunnego wybicia piłki nogą. - To moja wada, nie musiałem w poniedziałek grać, by mieć tego świadomość - mówi Szczęsny. - Jedno spotkanie mnie nie odmieniło. Nie stałem się lepszym bramkarzem, poczułem jednak, jak smakuje taki mecz. Wiem, w czym jestem dobry, co jest do poprawy, a nad czym muszę ostro pracować. Przydałoby mi się parę treningów ze znanym polskim kopaczem futbolu amerykańskiego Sebastianem Janikowskim. Mocną stroną jest gra na linii i bronienie strzałów. Łapię piłkę, nie odbijam jej byle gdzie. Radzę sobie też na przedpolu. W meczach o taką stawkę błędy są widoczne, słabo gram nogami.

Jedyny gol padł tuż przed końcem pierwszej połowy. Nani dośrodkował, piłka odbiła się od głowy Parka i wpadła do bramki. - Koreańczyk pokazał nieziemską koordynację, w najbliższych dziesięciu latach strzeli jeszcze tylko jednego takiego gola - mówi Szczęsny. - Byłem dobrze ustawiony, ale do uderzenia Naniego. To Portugalczyk był największym zagrożeniem. Rykoszetu nie przewidziałem. Gdybym był krok bliżej linii, odbiłbym piłkę. Powtórki i analizy z trenerami przekonały mnie, że nie zrobiłem błędu.

Fantastyczny debiut Szczęsnego! Wygryzie Fabiańskiego?

W drugiej połowie Szczęsny kapitalnie obronił w sytuacji sam na sam z Andersonem. - Trafił mnie w bark, ale sprowokowałem go do tego - mówi.

Kwadrans przed końcem był karny wykonywany przez Wayne'a Rooneya. - Na Twitterze kibic spytał, czy przygotowuję się do bronienia karnego. Pytanie padło po meczu, w którym bramkarz Tottenhamu Gomes obronił jedenastkę Drogby z Chelsea - opowiada Szczęsny. - Napisałem, że na karnego Rooneya jestem bardziej niż przygotowany. Zbieg okoliczności sprawił, że jedenastka była. Jednak karnego nie dało się obronić w żaden sposób. Nie umiem skakać tak wysoko, jak kopnął Rooney. Musiałbym mieć pod nogami sprężyny. Stresu nie czułem, chciałem zdekoncentrować rywala na wszelki możliwy sposób. Nie chciałem robić "Dudek dance", by nie wyjść na klauna. Gdyby padł gol, a ja bym zatańczył przed strzałem, tylko bym się wygłupił.

Nim Rooney spudłował, Szczęsny do niego podszedł i coś szepnął. - Moim zdaniem to, co powiedziałem, było dowcipne, ale on mógł zareagować jak Zidane w finale MŚ, kiedy głową uderzył Włocha Materazziego - uśmiecha się Szczęsny.

Rooney miał drugą szansę na gola - kilka minut przed końcem próbował przelobować Polaka. - To jeden z najlepszych napastników świata, zaskoczył mnie tym strzałem. Na szczęście zdążyłem się cofnąć. Interwencja nie była rewelacyjna, gdybym puścił gola, byłaby to moja wina - mówi Szczęsny.

Po meczu Rooney pochwalił Szczęsnego. W rewanżu bramkarz przyznał się, że nieźle się wystraszył przy strzale, który ledwo obronił. "Well done" Polak usłyszał od 40-letniego bramkarza MU Edwina van der Sara. - Oglądałem go, kiedy miałem osiem czy dziewięć lat. Zagrać przeciwko niemu to zaszczyt - mówi Wojtek. - Przed meczem korciło mnie, by powiedzieć: "Poczytaj mi, tato" czy "Cześć, tato". Ale się powstrzymałem. Kiedy wychodziliśmy na rozgrzewkę, spotkało się trzech Polaków [zmiennikiem van der Sara był Tomasz Kuszczak, Szczęsnego - Fabiański - przyp. rb]. Tomek zachował się super, rozmawialiśmy przed meczem i w przerwie.

W sobotę Arsenal gra ze Stoke i jeśli wyzdrowieje Fabiański, zmieni rodaka. - W środę żartowałem, żeby mi jeszcze odpuścił ten tydzień - opowiada Szczęsny. - Mam nadzieję, że dla trenera decyzja, kto broni nie będzie łatwa. Z Łukaszem od lat mamy świetne relacje. Rywalizacja o miejsce ich nie popsuje. Obaj mamy ten sam cel, ale zrealizuje go tylko jeden z nas. Czasem lubię pokazywać, że jestem pewny siebie, bo jestem. Potrzebna mi wizytówkę bramkarza pewnego swoich umiejętności. Niech wszyscy widzą, że Wojtek Szczęsny nie pęka przed żadnym meczem. Ale w sumie to dobry i skromny chłopak ze mnie. Sodówka mi nie grozi.

Kontuzja Marcina Wasilewskiego ?

Więcej o: