Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Grał z Alabą i Muellerem w Bayernie. Teraz robi furorę na Cyprze. "Uciekła mi szansa"

Dominik Lenart
- Wolałbym, żeby moja kariera w Polsce potoczyła się inaczej, ale nie mam żalu. Na wszystkie prześmiewcze przyśpiewki patrzę teraz z uśmiechem, niech ludzie mają radość - mówi Sport.pl Daniel Sikorski, który w wieku 33 lat rozgrywa sezon życia na Cyprze.

Daniel Sikorski przeżywa jeden z najlepszych okresów w karierze. Z Arisem Limassol walczy o awans do cypryjskiej ekstraklasy, a indywidualnie bije się o tytuł króla strzelców. W tej chwili ma na koncie już 20 goli. Dla 33-letniego napastnika to już dwunasty klub w zawodowej karierze.

Dominik Lenart: Niemcy, Austria, Szwajcaria, Rumunia, Rosja, Cypr... Pański piłkarski życiorys jest imponujący, jest pan prawdziwym obieżyświatem. Z jakiego kraju, w którym pan występował, ma najlepsze wspomnienia?

Daniel Sikorski*: Świetnie żyło mi się w Szwajcarii. To poukładany kraj z pięknym krajobrazem i miłymi ludźmi. Moskwa też jest przepięknym miastem, gdzie zawsze coś się działo. Mieliśmy kilka fajnych wyjazdów, np. do Władywostoku, niedaleko chińskiej granicy. Graliśmy na Syberii, gdzie było 30 stopni na minusie. Bardzo miło wspominam też pobyt w Hiszpanii, w CD Guijuelo, gdzie nauczyłem się języka hiszpańskiego. Nauczyłem się tam dużo nowego o piłce. Bardzo mnie ciekawiło, jak ludzie tam pracują, jak radzi sobie młodzież. Grałem niedaleko Madrytu, kilka razy byłem na meczu Realu i obserwowałem, jak to wygląda w tym wielkim klubie.

Zobacz wideo "Brzęczek będzie lepszym trenerem niż był. Cały czas to jest dobry trener klubowy"

Kozłowski! Co za gol!Pogoń pewnie wygrała! Piękny gol rewelacyjnego 17-latka! [WIDEO]

Tylko raz w karierze, w rezerwach Bayernu, przekroczył pan granicę 10 goli w jednym sezonie. A w obecnym strzelił pan już 20 w 27 meczach. Skąd życiowa forma w wieku 33 lat?

- Mam pełne zaufanie trenera Liasosa Luki, ale oprócz tego ważne jest doświadczenie. Czasami strzelam takie gole, że nie widać mnie przez kilkanaście minut, a potem nagle znajduję się w odpowiednim miejscu i czasie. Sprzyja mi też klimat cypryjski.

W tej chwili zajmujecie pierwsze miejsce w II lidze cypryjskiej. Gracie o awans?

- Aris jest klubem z dużą historią, ale w ostatnich latach miał problemy finansowe. W tym roku przyszedł do nas nowy inwestor. Są wielkie plany, buduje się nowy stadion, na którym będą również grać dwa inne kluby z miasta – AEL Limassol i Apollon. Od początku naszym celem jest zdobycie mistrzostwa i awans.

Do kiedy ma pan kontrakt z Arisem Limassol?

- Do końca sezonu i zobaczymy, co będzie dalej. W piłce wszystko jest możliwe. Jestem otwarty na różne kierunki. Na Cyprze dobrze mi się wiedzie. Arisowi nie powiedziałbym nie, ale wszystko zależy od warunków.

Jak obecnie wygląda na Cyprze sytuacja związana z pandemią koronawirusa i jak duży wpływ ma na rozgrywki piłkarskie? Czy kibice mogą wchodzić na stadiony? Jakie obostrzenia obowiązują?

- Na stadionach dopuszczalna liczba kibiców wynosiła niedawno maksymalnie 50, a teraz ta liczba zmalała do 30. Ale życie wraca do normy. Prawie wszystko jest otwarte: restauracje i sklepy, oprócz barów i klubów nocnych. Obowiązuje godzina policyjna. Jeśli chcesz wyjść z domu, wysyłasz rządowego SMS-a. I dopiero jak dostaniesz potwierdzenie, możesz wyjść na trzy godziny i załatwiać swoje sprawy.

W Polsce częściej z pana drwiono, niż chwalono. Wypominano panu fatalne pudło w meczu Polonii z GKS Bełchatów, śpiewano prześmiewcze piosenki... Jak pan wspomina okres gry w Polsce - w Górniku, Polonii i Wiśle?

- To jest częścią mnie, mojej kariery. Mam dobre wspomnienia. W Górniku dobrze mi szło, Adam Nawałka stawiał na mnie. Czułem zaufanie ze strony klubu. Mam wielki sentyment do Górnika i jego kibiców.

Później zrobiłem kolejny krok i przeszedłem do Polonii. Czy to była właściwa decyzja, czy nie, to już nie ma znaczenia. W Polonii sprawy wyglądały inaczej, nie dostałem zaufania... Szkoda mi tego klubu. To drużyna z wielką historią. Mam nadzieję, że Polonia się odbuduje i wróci do ekstraklasy.

Potem przeszedłem do Wisły Kraków, gdzie ściągnął mnie Michał Probierz. Miałem z nim dobre relacje. Czułem, że stawia na mnie, ale ja nie byłem w stanie się odwdzięczyć. Później Probierz odszedł, a drużyna zaczęła mieć problemy finansowe. Drużyna prezentowała słabą formę i ciężko było ją ustabilizować.

Mój pobyt w ekstraklasie, biorąc wszystkie doświadczenia, był pozytywny. Przyjemnie grało się na wielkich i pięknych stadionach przy dużej liczbie kibiców. Kto wie, może jeszcze będę miał okazję posmakować tej atmosfery w ekstraklasie?

Szkoda, że tak to się skończyło, bo wolałbym, żeby moja kariera w Polsce potoczyła się inaczej, ale nie mam żadnego żalu. Na wszystkie prześmiewcze przyśpiewki patrzę teraz z uśmiechem, niech ludzie mają radość.

Jeśli mógłby pan cofnąć czas, czy zmieniłby pan coś z czasu pobytu w Bayernie, gdzie nie udało się ostatecznie zadebiutować w pierwszym zespole? W juniorach, a potem w rezerwach występował pan obok Thomasa Muellera i Davida Alaby.

- Trudno powiedzieć, czy jeśli coś zmieniłbym, to wtedy zadebiutowałbym. Jak przyjechałem do Monachium, już na początku doznałem kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych i miałem niełatwe wejście do zespołu. Potem dużo walczyłem, trenowałem, aby odnaleźć się w drużynie. W młodym wieku trener na mnie postawił i miałem udane sezony w juniorach. Myślę, że w tamtych czasach było ciężej, niż jest teraz dla młodego zawodnika, który pokazuje dobre umiejętności i dostaje szansę w pierwszym zespole. Wtedy było trzech topowych napastników w Bayernie – Luca Toni, Miroslav Klose i Lucas Podolski. Każdy z nich był wielką postacią swojej reprezentacji. A ja czasami dołączałem do nich podczas treningów. To nie było takie proste, aby dostać szansę w pierwszym zespole.

Teraz moim zdaniem młody piłkarz w większych klubach i topowych ligach ma łatwiej, aby się pokazać, bo trenerzy stawiają na młodzież. Ale nie cofnąłbym jednak czasu. Zebrałem doświadczenie i kontakty. Cieszę się, że tam byłem. Wiadomo, mogło to się inaczej potoczyć, ale nie do końca wszystko ode mnie zależało.

Utrzymuje pan kontakt z kimś z tamtej drużyny?

- Mam na co dzień kontakt z Davidem Alabą. Oprócz tego z Matsem Hummelsem, który teraz gra w Borussii Dortmund. Do Thomasa Muellera też piszę od czasu do czasu.

Dwa razy zerwał pan więzadła krzyżowe w kolanie - raz w prawym, raz w lewym. To najtrudniejsze momenty w karierze?

- Przyjechałem do Monachium jako młody chłopak. Trudno było mi pogodzić się z tym, że doznałem wtedy ciężkiej kontuzji. Ta sytuacja dużo mnie jednak nauczyła. Dziś wiem, jak ważna jest dyscyplina, odżywianie, treningi czy odnowa.

Drugi raz zerwałem więzadła w Szwajcarii. Ściągnęli mnie w miejsce piłkarza, który zerwał więzadła krzyżowe, a zespół grał wtedy w Lidze Europy. Była to dla mnie wielka szansa, ale po kilku tygodniach w FC St. Gallen doznałem tej samej kontuzji.

To były kluczowe momenty, przez które gdzieś uciekła mi szansa na zrobienie większej kariery.

W wywiadzie dla niemieckiego portalu spox.com przyznał pan, że żaden trener nie dał panu w kość tak mocno, jak Louis van Gaal w 2009 r. w Bayernie.

- Van Gaal był postacią, która od początku budziła wielki respekt. Gdy któryś z piłkarzy nie słuchał jego zaleceń, trener od razu sprowadzał go na ziemię. Ja nie chciałem, żeby mnie się oberwało w ten sposób.

Trener dbał o dyscyplinę także przy posiłkach. Nieważne kto siedział przy stole - czy to mistrz świata, czy młody gracz - dla każdego reguły były takie same. Na mnie robiło to wówczas duże wrażenie. Wolałem się nie wychylać.

Czym się różniły metody treningów van Gaala od innych szkoleniowców?

- Wykonywaliśmy dużo ćwiczeń, które wymagały myślenia. Ważna była wiedza piłkarska. Nie było to nakreślone na karteczce, że musisz podać albo pobiec w tę, albo inną stronę. Holenderski szkoleniowiec mówił o danym ćwiczeniu i wymagał, aby samemu wpaść na pomysł, jak można je rozwiązać. To był trening nie tylko fizyczny, ale również wpływał na psychikę i zmuszał do pełnej koncentracji.

Któremu trenerowi najwięcej pan zawdzięcza?

- Mam bardzo dobre relacje z Hermanem Gerlandem, jednym z asystentów Hansiego Flicka w Bayernie. Ostatnio rozmawiałem z Gerlandem. To on uczestniczył w moim procesie, gdy wchodziłem do dorosłej piłki i tak naprawdę to właśnie Herman nauczył mnie wielu rzeczy, z których cały czas staram się czerpać. Jak widzę młodego zawodnika, to chcę przekazywać mu wszystkie te elementy, aby pomogły mu w dalszym rozwoju. Gerland wywodzi się ze starej szkoły trenerów, a jego metody były dla mnie czymś idealnym, aby później stawiać kolejne kroki w dorosłej piłce.

Miał pan też przez chwilę okazję pracować z Gerdem Muellerem.

- Kiedyś byłem świadkiem sytuacji, gdy Gerd Mueller prowadził zajęcia wspólnie z Gerlandem. Mueller miał ogromną pewność siebie i czasami, jak nie wychodziły nam uderzenia, to on się śmiał i wtedy mówił nam w ten sposób: "Nie ma części ciała, którą nie strzeliłem gola podczas swojej kariery".

Szczęsny zmieni klub? W grę wchodzi wymiana. Szczęsny zmieni klub? W grę wchodzi wymiana. "Wycenieni na 40 mln euro"

Czy ma pan już jakiś plan na życie po zakończeniu kariery piłkarskiej?

- Jest plan. Na razie zdrowie mi dopisuje. Zacząłem strzelać sporo goli i dopóki będę wiedział, że mogę siadać w szatni, wiązać buty, odczuwać ten głód i radość z tego, że zaraz wyjdę na trening bez żadnych problemów zdrowotnych, to myślę, że jeszcze to pociągnę. Ale w piłce nigdy nic nie wiadomo. Jutro może się coś wydarzyć. I dlatego od kilku lat mam też plany. Nauczyłem się pięciu języków obcych, mam dużo kontaktów ze świata piłki. Chcę to w przyszłości wykorzystać.

Chciałby pan zostać w przyszłości trenerem albo może skautem?

- Myślę, że w trenerkę raczej nie pójdę, ale nigdy nie mów nigdy. Jest wiele ciekawych stanowisk w świecie piłki, w których mógłbym się odnaleźć. Od kilku lat myślę o tym i pod tym kątem cały czas się przygotowuję.

Na koniec: czy pana zdaniem Robert Lewandowski pobije rekord Gerda Muellera?

- Prognozują, że Lewandowski szybciej wróci do gry. Jeśli tak się stanie, i po analizie przeciwników Bayernu w ostatnich kolejkach, jestem przekonany, że mu się uda.

*Daniel Sikorski urodził się w Warszawie, ale jako dziecko wyemigrował do Austrii i zaczynał karierę w tamtejszych klubach. Napastnik ma obywatelstwo austriackie i zagrał kilka spotkań w austriackich kadrach młodzieżowych. Podczas kariery bronił barw m.in St. Poelten, Bayern Monachium II, Górnik Zabrze, Polonia Warszawa, Wisła Kraków, Khimki Moskwa, Gaz Metan czy też Pafos FC. Ojciec Sikorskiego, Witold, w przeszłości grał w Legii w latach 1979-1987.