Liga Mistrzów. Borussia urosła z Polakami

- Borussia trafiła do piłkarskiego nieba, w którym od dawna nie była - mówi Mirosław Trzeciak. - Bez trójki naszych nie grałaby o finał Ligi Mistrzów - dodaje Andrzej Juskowiak.

Click. Boom. Amazing! Przekonajcie się jakie to proste

Jeszcze w 90. min Borussia przegrywała z Málagą 1:2. Do cudu - awansu do półfinału Champions League - brakowało wtedy dwóch goli. Padły w pierwszej i trzeciej minucie doliczonego czasu.

Dortmundczycy powalczą o finał pierwszy raz od 1997 r. Wtedy go wygrali. Na trzech rodaków w czwórce najlepszych zespołów Europy Polacy czekali jeszcze dłużej. W 1995 r. do półfinału dotarli Roman Kosecki (Nantes) oraz Józef Wandzik i Krzysztof Warzycha (Panathinaikos) - ich kluby odpadły. Teraz kibiców mogą czekać większe emocje. Akcje, asysty, gole Łukasza Piszczka, Kuby Błaszczykowskiego i Roberta Lewandowskiego mogą przesądzić o awansie do finału.

- Kuba ma bardzo mocną pozycję. Leczył się dwa tygodnie, ale Jürgen Klopp wstawił go do jedenastki na najważniejszy mecz Borussii w XXI w. Cała trójka idealnie pasuje do jego koncepcji, dostosowali się do stylu, taktyki i filozofii - uważa Juskowiak, król strzelców igrzysk w Barcelonie w 1992 r. - Naszych piłkarzy nie kupują wielkie kluby, nasz tercet nie przyjechał do Dortmundu na gotowe. Weszli do zespołu i współtworzyli jego wielkość - dodaje Trzeciak, były reprezentant Polski, dziś trener 16-latków Osasunie. - Borussia urosła razem z Polakami, oni w Borussii stali się znakomitymi zawodnikami. Razem przeszli drogę z drugiej ligi europejskiej do czołówki.

Zobacz wideo

W sezonie 2010/2011 Dortmund zdobył pierwsze od dziewięciu lat mistrzostwo, ale wtedy regularnie grał tylko Piszczek. W następnym Borussia obroniła tytuł w wielkim stylu, dokładając Puchar Niemiec. Już z Lewandowskim (22 gole w lidze), Błaszczykowskim oraz wybieranym na najlepszego obrońcę Bundesligi Piszczkiem. W tym sezonie tytuł odebrał jej Bayern, ale Lewandowski z 21 golami prowadzi w klasyfikacji strzelców Bundesligi, trafiał w ostatnich dziesięciu kolejkach. Dłuższą serię (16) w historii ligi ma tylko Gerd Müller.

- Robert to napastnik "trzy w jednym" - charakteryzuje Trzeciak. - Potrafi wrócić i rozegrać piłkę, odwrócić się z rywalem na plecach i wyjść do kontry. Kiedy zespół szuka ostatniego podania, może zagrać asystę. To, że potrafi skończyć akcję, nie podlega dyskusji. Porównałbym go do Robina van Persiego z Manchesteru United. Kuba to jeden z weteranów BVB [przyszedł w 2006 r., Piszczek z Lewandowskim w 2010 r.]. Klopp wie, że presja go nie przytłoczy. Tacy jak on są potrzebni w wielkich meczach. Kuba pełni ważną funkcję sportowo i mentalnie, utrzymuje zespół w napięciu, pobudza do walki. Bardzo szybki i dobrze wyszkolony technicznie Łukasz był skutecznym napastnikiem w Polsce, ale w Niemczech cofnęli go do obrony. Musiał całą energię poświęcić na poprawę gry w defensywie. Dziś potrafi wyprzedzić rywala i odebrać mu piłkę wślizgiem. Napastnicy nie robią tego prawie w ogóle. Chwała, że umiał tak bardzo się przeistoczyć.

- Wszyscy trzej osiągnęli życiową formę. Trudno mi sobie wyobrazić, że mają jeszcze rezerwy - dodaje Juskowiak. - Może potrafiliby grać lepiej, ale dosłownie o kilka procent. Bardziej martwiłbym się, czy utrzymają taką formę. Są w jednym z najlepszych klubów czołowej ligi Europy, która wciąż jest na fali wznoszącej. Borussia do sukcesów dochodziła latami, w tym czasie trener nauczył się piłkarzy, a oni jego filozofii. To nie jest futbolowa wieża Babel, zbudowana w kilka miesięcy za pieniądze bogatego sponsora. Borussię stać na powtórzenie sukcesów, ale musi dokupić kilku zawodników. Na razie transfery są przemyślane i trafione. Latem odszedł Kagawa, przyszedł Reus i siła uderzenia nie osłabła. Daję Dortmundowi 25 procent szans na awans, tyle, ile innym półfinalistom.

- Atutem Borussii będzie entuzjazm, który ogarnął ją po awansie - mówi Trzeciak. - Piłkarze dostali ogromny zastrzyk energii. Za nimi najgorsze, czyli mecz, przed którym wszyscy ich poklepywali i gratulowali awansu. Pozostali półfinaliści będą marzyć, by zagrać z Borussią, bo - bez względu na losowanie - dortmundczycy nie będą uchodzić za faworytów.

Sport w iPhonie? There's an app for that!

Największe horrory Ligi Mistrzów

Finał 2005. Liverpool - Milan 3:3, karne 3:2

- Graliśmy dobrze, dużo lepiej od rywali, bardziej zasłużyliśmy na zwycięstwo. Ale taki jest futbol - mówił kapitan Milanu Paolo Maldini. Włosi prowadzili 3:0 do 54. minuty, a w następne sześć stracili trzy gole. W dogrywce Jerzy Dudek w niesamowity sposób obronił uderzenie Andrija Szewczenki, w rzutach karnych odbił dwa strzały mediolańczyków. Liverpool po 21 latach podniósł najcenniejsze europejskie trofeum.

Finał 1999. Manchester United - Bayern 2:1

- Do dziś nie wiem, w jaki sposób wygraliśmy. To było przeznaczenie - mówił niedawno trener MU Alex Ferguson. Niemcy prowadzili od 6. min do 90. min. Później, po rzutach rożnych gole strzelali rezerwowi Anglików Teddy Sheringham i Ole Gunnar Solskjar. Był to pierwszy Puchar Europy "Czerwonych Diabłów": od 1968 r. i dopełnienie potrójnej korony. Wcześniej zdobyli mistrzostwo i puchar Anglii.

Półfinał 1999. Juventus - Manchester United 2:3

W Anglii był remis 1:1, po 11 minutach rewanżu Włosi prowadzili 2:0. Anglicy wyrównali jeszcze przed przerwą, zwycięską bramką zdobyli 6. min przed końcem. Bohaterem i przegranym meczu był Roy Keane. Bohaterem, bo strzelił pierwszego gola, od jego podań zaczynały się ataki MU. Przegranym, bo przy wyniku 2:1 dostał żółtą kartkę, która eliminowała go z finału.

Ćwierćfinał 2004. Deportivo de La Coruna - Milan 4:0

W Mediolanie Hiszpanie prowadzili 1:0, ale przegrali 1:4. W rewanżu trafiali już tylko gospodarze. Awans zapewnili sobie jeszcze przed przerwą, strzelając trzy gole, na kwadrans przed końcem czwartego dołożył Fran. - To niewytłumaczalne, w życiu bym się tego nie spodziewał - mówił trener Milanu Carlo Ancelotti.

II faza grupowa 2001. Deportivo de La Coruna - PSG 4:3

- W przerwie wprowadziłem Waltera Pandianiego, bo liczyłem na jego świetną grę w powietrzu - mówił trener Hiszpanów Javier Irureta. Gdy Pandiani wchodził na boisko, jego zespół przegrywał 0:2, w 55. min było już 0:3. Potem Urugwajczyk strzelił trzy gole głową, czwartego - także w ten sposób - dołożył kolejny rezerwowy Diego Tristán.

Więcej o: