Marcin Wasilewski przyklejony do ławki

Filar kadry Marcin Wasilewski nie gra w Anderlechcie, a w czerwcu kończy mu się kontrakt z klubem. - Wygląda na to, że przegrałem rywalizację - mówi. Jeśli nie wróci na boisko, ucierpi reprezentacja.

Występ we wtorkowym meczu Pucharu Belgii z KV Mechelen był tylko miłym przerywnikiem od kłopotów, które zaczęły się miesiąc temu.

- Wygraliśmy 2:0. Gole padły dopiero w dogrywce, grałem na prawej obronie, więc miałem okazję trochę pohasać - mówi Wasilewski, ale o dobry humor trudno go podejrzewać. Miejsce w jedenastce stracił 27 października - jego zespół przegrał w Charleroi, a Wasilewski strzelił samobója. W następnym meczu, z Gentem, wszedł na ostatnie 18 minut. Pięć kolejnych spotkań (cztery w lidze, wszystkie wygrane, i jedno w Champions League - przegrane z Milanem) przesiedział na ławce. Z Zenitem w Champions League pauzował za kartki. Wcześniej wystąpił w tych rozgrywkach we wszystkich trzech pojedynkach. Były to jego pierwsze w życiu występy w najlepszej lidze świata.

- Później zaczęło się siedzenie na ławce. Nie mam sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o zaangażowanie na treningach czy w meczach - opowiada Wasilewski. - Jak zawsze zasuwam na całego. Nie uważam, że na boisku dałem trenerowi van den Bromowi powody do pomijania mnie w składzie. Wygląda, że przegrałem rywalizację. W listopadzie przykleiłem się do ławki i wcale mnie to nie cieszy. Z jednej strony to tylko miesiąc i pięć meczów, ale ostatni raz taką przerwę miałem chyba w 2007 roku po transferze z Lecha. Tak jak wtedy teraz też będę walczył o swoje, nie zamierzam się poddawać. Na początku sezonu grałem w większości meczów, a jeśli lądowałem na ławce, to ze względu na rotację, którą stosował trener. Teraz mnie ona nie dotyczy.

W czerwcu Wasilewskiemu kończy się umowa z klubem, w którym spędził ostatnie pięć sezonów. Jeszcze nie dostał informacji, czy Belgowie są zainteresowani przedłużeniem kontraktu. - Anderlecht ma pierwszeństwo - mówi Wasilewski. - Propozycja umowy będzie oznaczała, że wiążą ze mną plany. Ale zostać i siedzieć na ławce nie ma dla mnie sensu. Do końca grudnia czekam na męską decyzję władz klubu. Jeśli Anderlecht nie będzie mną zainteresowany, rozejrzę się za innym zespołem. Niedawno dostałem zapytanie od jednej z europejskich drużyn, czy dostanę zgodę na odejście w grudniu. Menedżer powiedział, że to wykluczone. Brzmiał kategorycznie, więc prawdopodobnie zostanę w Belgii do czerwca. Skończę wtedy 33 lata. Czy jestem gotowy wrócić do polskiej ligi? Nigdy nie mów nigdy - dodaje były zawodnik Hutnika Kraków, Śląska, Wisły Płock, Amiki i Lecha.

Jeśli Wasilewski nie odklei się od ławki w klubie, problem będzie miał trener reprezentacji Waldemar Fornalik. 32-letni obrońca jest tak samo ważny na boisku, jak poza nim. Wicekapitan kadry w trzech ostatnich meczach (RPA, Anglia i Urugwaj) zakładał opaskę, bo kontuzjowany był lider drużyny Kuba Błaszczykowski. W przerwie wrześniowego meczu o punkty w Czarnogórze wygłosił do drużyny i każdego zawodnika z osobna płomienną przemowę motywacyjną, po której zespół odrobił straty i wywiózł z Podgoricy punkt. Przed meczem z Anglią wykrzyczał "Mazurka Dąbrowskiego", a po hymnie ryknął na kolegów: "Dawać, k...a!". - Za reprezentację dałby się pokroić - mówią koledzy o 57-krotnym reprezentancie.

Od prawie roku Wasilewski jest środkowym obrońcą kadry, choć niemal całą karierę spędził na prawej stronie defensywy. Ale prawa obrona to królestwo Łukasza Piszczka. - Już się przyzwyczaiłem - mówi Wasilewski.

Najbliższy mecz kadry to lutowy sparing z Irlandią w Dublinie. Pod koniec marca w kluczowym starciu o punkty Polska zagra - prawdopodobnie na Stadionie Narodowym w Warszawie - z Ukrainą. Zwycięstwo niemal przekreśli szanse rywali na drugie miejsce, które dałoby im prawo do gry w barażach o MŚ 2014.

Pewniakami Fornalika na środku obrony są Wasilewski i Kamil Glik z Torino, a pierwszym zmiennikiem Damien Perquis. Oprócz nich selekcjoner nie wypróbował w sześciu swoich meczach żadnego innego środkowego obrońcy. Perquis ma problemy po zamianie francuskiego Sochaux na hiszpański Betis - częściej, niż grał, siedział na ławce albo leczył uraz. Dla kadry byłoby najlepiej, żeby Wasilewski z Perquisem jak najszybciej wrócili na boisko.

Więcej o: