Piłka nożna. Probierz: Polscy trenerzy to nie "ogórki"

- Na treningach pomaga mi dwóch tłumaczy. Jeden tłumaczy z niemieckiego, którym władam, na grecki, a drugi z greckiego na hiszpański, bo w drużynie jest wielu hiszpańskojęzycznych piłkarzy - mówi o swojej pracy w Grecji Michał Probierz. Od niedzieli jest na ustach całej Grecji.

Nie umiemy się powstrzymać na Facebook/Sportpl ?

Dwa zwycięstwa w czterech meczach, w tym 3:1 nad słynnym Panathinaikosem. To bilans miesiąca pracy Michała Probierza w Arisie Saloniki.

Polski trener przejmował klub, który od początku sezonu nie wygrał meczu. W niedzielę Aris pokonał 3:1 walczący o mistrzostwo Panathinaikos, dla którego była to pierwsza przegrana w lidze w tym sezonie.

Zwycięstwo zespołu Probierza trafiło na czołówki serwisów sportowych w Grecji. "PanathinaiKosowi takie rzeczy nie powinny się przytrafiać" - napisał w relacji grecki dziennik "Ta Nea". Przyznaje jednak, że Aris był lepszy i już w pierwsze połowie stworzył sobie wiele okazji do strzelenia gola.

- Trener nas zjednoczył. Cieszymy się nie tylko z wygranej, ale też z efektownego stylu, jaki zaprezentowaliśmy - powiedział po meczu jeden ze zdobywców bramek dla Arisu obrońca Francis Dikoh.

Piłkarze mówią o zmianie atmosfery po przyjściu nowego trenera i jego zamiłowaniu do ciężkiej pracy. Podkreślają też świetnie rozpracowanie rywala. - Tydzień przygotowywaliśmy się do spotkania. Dowiedzieliśmy się o wszystkich przewagach i słabościach Panathinaikosu - powiedział pomocnik Manolis Papasterianos

Gdyby ateńczycy wygrali, wyprzedziliby Olympiakos Pireus i liderujący AEK. Przegrali jednak łatwo, tracąc gole tuż przed i tuż po przerwie. To pierwsza porażka Panathinaikosu od sierpnia, gdy przegrał 0:3 w eliminacjach Ligi Europejskiej z Maccabi Tel Awiw.

Za to Probierz odniósł drugie zwycięstwo w czterech meczach, w których prowadził Aris. Dwa tygodnie temu pokonał na Krecie OFI 1:0. Dzięki temu piłkarze z Salonik mają bezpieczną - czteropunktową - przewagę nad strefą spadkową.

Z Michałem Probierzem rozmawia Robert Błoński

Robert Błoński: Czy po zwycięstwie z Panathinaikosem kibice już chcą panu stawiać pomniki w Salonikach?

Michał Probierz: Radość była ogromna, bo Aris odniósł chyba dopiero drugie w historii zwycięstwo nad Panathinaikosem. Ale to tylko jeden mecz. Jeszcze nic wielkiego się nie wydarzyło. W Grecji od miłości do nienawiści droga jest bardzo krótka, dlatego najbardziej pamiętam o nienawiści. Przede mną wciąż wiele pracy z Arisem, do przodu idziemy małymi krokami. W najbliższą niedzielę gramy bardzo ważny mecz, na wyjeździe z Asteras Tripolis. Rywal jest w tabeli o jedno miejsce i jeden punkt za nami. Musimy zorganizować się i zagrać jeszcze lepiej.

Pracuje pan w Grecji równo miesiąc, wszystko jest uporządkowane?

- Mam mieszkanie, ale całe dnie spędzam w klubie. Na treningach pomaga mi dwóch tłumaczy. Jeden tłumaczy z niemieckiego, którym władam, na grecki, a drugi z greckiego na hiszpański, bo w drużynie jest wielu hiszpańskojęzycznych piłkarzy. Pierwsze dni poświęciłem na selekcję. Miałem aż 37 zawodników. To był duży problem, bo z tak liczną ekipą nie da się trenować. Dziś zostało 26. Kilku przesunęliśmy do rezerw, z innymi rozwiązaliśmy kontrakt. Udało się poukładać drużynę. Zawodnicy widzą, że praca daje efekty, są wyniki. Zaczynałem od meczu z Olympiakosem, przegraliśmy 2:3. Potem pokonaliśmy OFI Kreta na wyjeździe 1:0 i przegraliśmy 1:2 z Panioniosem. Niedzielna wygrana z Panathinaikosem jest naszą drugą w sezonie, przejąłem zespół po sześciu meczach bez zwycięstwa. Powoli wychodzimy z zapaści. Pracuje mi się łatwiej niż w Polsce przede wszystkim dlatego, że nie ma zimy. Teraz jest 15 stopni, można przygotowywać się na normalnych boiskach.

Złapał pan język z zawodnikami? Zatrudnienie polskiego trenera musiało być dla niektórych zaskoczeniem...

- Jest nieźle. Nie mam nic do zarzucenia, jeśli chodzi o sumienność. Zawodnicy - jest kilku niezłych - widzą, że się rozwijamy, mam nadzieję że będą zadowoleni ze współpracy. Do meczu z Panathinaikosem nikt mnie w Grecji nie znał. Trzeba podtrzymać passę, jedna wygrana nic nie znaczy.

Jak Grecy przyjęli losowanie grupy Euro 2012?

- Są zadowoleni - tak jak Polacy, Czesi i Rosjanie. Po ostatnich meczach grupowych w dwóch krajach będzie wielka rozpacz, ale Grecy wierzą, że nie u nich. Doskonale zdają sobie sprawę, jak ważny będzie dzień 8 czerwca, czyli mecz otwarcia z Polską.

Traktuje pan pracę w Arisie jako kolejny przystanek w drodze do pracy z reprezentacją Polski?

- Mam 39 lat, wiele przede mną. Na razie nie wypowiadam się na ten temat. Pracuję tam, gdzie mnie chcą, najlepiej jak umiem, i zobaczymy, co z tego kiedyś wyniknie.

Przychodząc w sierpniu do ŁKS, zastrzegł pan możliwość odejścia w dowolnym momencie do zagranicznego klubu. To była tylko przezorność?

- Nie. Z Arisem rozmawiałem długo, były też propozycje z dwóch innych klubów, ale musiałem czekać. Poszedłem do ŁKS, żeby popracować ze starszymi, doświadczonymi zawodnikami. W dodatku w mieście, w którym mieszkam. To też było dla mnie ważne. Teraz jestem w Arisie. Po dwóch zwycięstwach nie chcę uchodzić za wielkiego znawcę, ale też chciałbym pokazać, że polscy trenerzy nie są takimi "ogórkami", za jakich wielu nas uważa.

Wszystkie cuda Smudy. Szczęście go nie opuszcza

Więcej o: