Rozmowy pod szatnią

Cezary Wilk, pomocnik Korony

Do każdego meczu trzeba podchodzić z nastawieniem, żeby go za wszelką cenę wygrać. A my z Cracovią, jakbyśmy o tym zapomnieli po 30 minutach. Jeden gol, drugi i po zawodach. Tak kuriozalnej, jak druga, bramki jeszcze nie widziałem. W drugiej połowie trochę zgubiła nas pewność siebie. Przeważaliśmy, układała nam się gra i chyba każdy gdzieś podświadomie myślał, że minimum remis mamy zagwarantowany. Trudno taką porażkę racjonalnie wytłumaczyć.

Jacek Kiełb, skrzydłowy Korony

Porażka, której nigdy nie powinno być. Umawialiśmy się w szatni, że mamy prowadzić grę. I ją prowadziliśmy, aż nagle coś siadło. Cracovia wykorzystała moment nieuwagi i strzeliła pięknego gola. Drugą bramkę - każdy widział - piłka się odbiła niefortunnie, zmieniła kierunek i wpadło. Mecz był już prawie ustawiony, ale w przerwie powiedzieliśmy sobie, że wyjdziemy i zrobimy wszystko, żeby to odrobić. Za bardzo się rzuciliśmy do przodu, poszła kontra i było 3:0.

Paweł Sasin, obrońca Cracovii

Na pewno był to ciężki mecz. Do pierwszej bramki Korona prowadziła grę. Na szczęście szybko strzeliliśmy te dwa gole. Drugiego wprawdzie po rykoszecie, ale wiadomo, że i szczęście mieć trzeba. Na drugą połowę wyszliśmy lekko cofnięci, Korona musiała atakować. Wynik na pewno lepszy od naszej gry, Korona nie zasłużyła na 0:3. Taka jest piłka. Z Lechem my też graliśmy dobrze, a wynik był inny.