Porażki Górnika w Ostrowcu nikt się nie spodziewał

Bez pięknej gry, bez fajerwerków i bez punktów - tak pokazał się Górnik Zabrze w Ostrowcu. Zabrzanie przegrali po golu straconym w przedostatniej minucie!

Szkoleniowiec faworyzowanych zabrzan Ryszard Komornicki po meczu tylko wzdychał. - Czy to jest porażka niezasłużona? Nie wiem, czy porażka może być niezasłużona... KSZO strzelił przecież o jedną bramkę więcej - mówił na pomeczowej konferencji. Jego podopieczni - i tego chyba należało się spodziewać - piłkarsko gospodarzy przewyższali. W bardzo trudnych warunkach, na gąbczastej murawie nieco lepiej operowali piłką, byli dokładniejsi. W poczynaniach ofensywnych jednak nie błyszczeli, w czym niemała zasługa świetnie dysponowanej ostrowieckiej defensywy, na czele z kapitalną dwójką stoperów - Radosławem Kardasem i Tomaszem Ciesielskim. Ten pierwszy - jak się później okaże - swojego kapitalnego występu nie zakończył tylko na bezbłędnej grze w destrukcji.

W pierwszej połowie Górnik lekko przeważał, ale groźniejsi byli miejscowi. W 27. minucie tylko refleks Pawła Strąka (wybił piłkę z bramki po strzale Kardasa) uratował Sebastiana Nowaka przed utratą gola, łaskawy dla niego dwukrotnie był też trochę nieporadny i niewykorzystujący znakomitych dograń kolegów Marcin Folc.

Gol dla KSZO padł w najmniej spodziewanym momencie, bo po... fatalnym kiksie Jakuba Cieciury. A że kiksy bywają czasami bardziej efektywne od przemyślanych zagrań, futbolówka trafiła na głowę Kanarskiego, który precyzyjną główką pokonał Nowaka.

Po przerwie do ataku ruszyli faworyci, a gospodarze sprawiali wrażenie lekko niezdecydowanych: walczyć o drugiego gola, czy bronić skromnego prowadzenia. I w końcu się to na nich zemściło, choć gol dla Górnika nie padł po ładnej akcji, a po błędzie Michała Wróbla. Z rzutu wolnego kopnął Grzegorz Bonin, golkiper KSZO nie poradził sobie z kozłującą piłką, a sprawę załatwił Mariusz Trznadel. Od tego momentu na boisku trwała już prawdziwa walka o przetrwanie, a wyczerpani szybkim tempem gry na ciężkim boisku i jedni, i drudzy momentami słaniali się na nogach.

Na jeden zryw zdecydowali się jednak pomarańczowo-czarni. Wrzucał Jarosław Wieczorek (kolejny kapitalny występ), przedłużał Folc, a akcję zamykał Kardas. Załamani piłkarze Górnika wtedy już nawet nie mieli specjalnie siły i ochoty protestować przeciwko mocno kontrowersyjnej decyzji arbitra sprzed kilkudziesięciu sekund. Jak się wydawalo, w polu karnym ewidentnie faulowany był Ensar Arifović.

KSZO Ostrowiec - Górnik Zabrze 2:1 (1:0)

Bramki: Kanarski (33.), Kardas (89.) - Trznadel (64.)

KSZO: Wróbel - Stachurski (46. Skórnicki), Kardas, Ciesielski, Matuszczyk - Cieciura, Sobczyński (75. Dziewulski), Wieczorek, Robaszek - Kanarski (90. Żelazowski), Folc

Górnik: Nowak - Kulig, Karwan Ż, Strąk, Marciniak (46. Madejski) - Bonin, Pazdan Ż (57. Kiżys), Przybylski, Magiera - Trznadel, Arifović.

Sędziował: Erwin Paterek (Lublin). Widzów: 1200.