Dlatego Kiwior nie zagrał dla Porto. Tak to teraz będzie wyglądać

Jakub Kiwior w poniedziałek po raz pierwszy w tym sezonie ligi portugalskiej nie wyszedł w podstawowym składzie FC Porto, ba, nie rozegrał ani minuty. Pod jego nieobecność drużyna spisała się fatalnie i sensacyjnie przegrała z walczącą o utrzymanie Casa Pią. Czy taka będzie teraz rzeczywistość Polaka? O to "Przegląd Sportowy" Onet zapytał dziennikarza "Recordu", Andre Monteiro.
Jakub Kiwior
Screenshot YT Eleven Sports

Jakub Kiwior nie opuścił ani jednej minuty w meczu ligowym dla FC Porto. Dostawał wolne tylko w Lidze Europy - nie wystąpił w starciach z Crveną zvezdą Belgrad i Utrechtem. W poniedziałek po raz pierwszy Francesco Farioli posadził reprezentanta Polski na ławce rezerwowych, stawiając na duet Jan Bednarek - Thiago Silva. 25-latek ostatecznie nie pojawił się na murawie i zza linii bocznej oglądał pierwszą w tym sezonie ligową porażkę "Smoków". Sposób na tę drużynę znalazła 16. w tabeli Casa Pia (1:2).

Zobacz wideo Kosecki: Grałem w ŁKS, ale wybaczcie mi – Widzew jest numerem jeden w Łodzi

- Dzisiaj musieliśmy dokonać kilku zmian, których nie było w planie. Ten zakładał m.in. wejście Rodrigo Mory, ale musieliśmy zdjąć Martima Fernandesa w przerwie i to zmieniło nasze podejście. Tak to już jest - tłumaczył swoje wybory w trakcie spotkania Farioli.

Co dalej z Kiwiorem? Dziennikarz wyjaśnia

Decyzja o rezygnacji z Kiwiora zaskoczyła portugalskie media. Ale także polskie. Do tego stopnia, że Przegląd Sportowy Onet postanowił przepytać na tę okoliczność dziennikarza "Recordu", Andre Monteiro.

- Posadzenie Kiwiora na ławkę wygląda na rotację, którą teraz trener będzie stosował. Jestem prawie pewien, że będzie dalej grać regularnie, w tym ze Sportingiem 9 lutego, drugim zespołem w tabeli. To będzie bardzo ważne spotkanie dla losów mistrzostwa - wyjaśnił.

Bednarek zaliczył słaby występ, podobnie jak cały zespół. 41-letni Thiago Silva zdobył gola, ale samobójczego, podwyższając prowadzenie gospodarzy na 2:0. Po zmianie stron kontaktowe trafienie dla Porto zaliczył Pablo Rosario, ale ani wprowadzony z ławki Oskar Pietuszewski, ani żaden z jego kolegów nie zdołał ponownie pokonać golkipera Casy Pii.

- "Piety" wszedł, gdy Porto przegrywało i próbowało doprowadzić do wyrównania. Nie było dużo miejsca, a murawa znajdowała się w kiepskim stanie, z dużą ilością błota, a styl Oskara to gra jeden na jeden - tłumaczył.

Porto w drodze do mistrzostwa mimo porażki

FC Porto mimo sensacyjnej wpadki nadal prowadzi w tabeli ligi portugalskiej, ale jej przewaga nad Sportingiem stopniała do czterech punktów. Jeśli w przyszły poniedziałek w hicie 21. kolejki zwyciężą Lizbończycy, droga do mistrzostwa dla "Smoków" znacznie się wydłuży i skomplikuje. Początek tego meczu o godz. 21:45.

Więcej o: