Długo nie było w pełni jasne, czy ujrzymy Frankowskiego w pierwszym meczu Rennes w 2026 roku. Rok poprzedni Polak skończył kontuzjowany, gdy musiał przedwcześnie opuścić boisko w starciu ze Stade Brestois. Problem dotyczył jego uda. Natomiast już dwa dni przed spotkaniem dobre wieści przekazał trener jego zespołu Habib Beye. Na konferencji przedmeczowej powiedział, że Frankowski specjalnie wrócił po Bożym Narodzeniu dwa dni przed wszystkimi i dokończył rehabilitację, trenując bez zarzutu przez cały tydzień.
Zwiastowało to, że Polakowi mimo urazu uda się nie opuścić żadnego meczu ligowego. I faktycznie wyszedł on w podstawowym składzie na wyjazdowe starcie z Lille. Trudne starcie, bo ich rywale nie przegrali domowego meczu od 28 września (0:1 z Lyonem), a ogólnie przed kolejką zajmowali czwarte miejsce w tabeli Ligue 1.
Rennes pokazało jednak, że ich szósta lokata też znikąd się nie wzięła. Rywale im w tym pomogli, bo już w 13. minucie środkowy obrońca Alexsandro wyleciał z boiska z czerwoną kartką za ostry faul. Goście jeszcze w pierwszej połowie tego w pełni nie wykorzystali, ale w drugiej już owszem. W 49. minucie dośrodkowana w pole karne Lille piłka trafiła wprost na głowę Przemysława Frankowskiego. Choć Polak za często głową do siatki nie trafia, to tym razem był zupełnie niepilnowany i nie spanikował. Pewny strzałem zdobył swojego pierwszego gola dla Rennes, dając swemu zespołowi prowadzenie!
Raptem siedem minut później było już 2:0 po golu Quentina Merlina i to okazał się cios decydujący. Grające w dziesiątkę Lille nie dało rady podnieść się po czymś takim. Stade Rennais zwyciężyło 2:0, potwierdzając wysoką formę. Wygrali już sześć z ostatnich siedmiu ligowych meczów, przegrywając tylko z PSG (0:5). Frankowski zaś spędził na boisku pełne 90 minut i pokazał, że po kontuzji nie ma już śladu.