- Dla Nice to będzie wielka strata, ale jest też jednak pozytyw, bo przy transferze Marcina Bułki w obecnym sezonie, klub dobrze zarobi. Za rok żal byłoby patrzeć jak odchodzi za darmo - mówi Sport.pl William Humberest, dziennikarz "Nice Matin". Francuzi wiedzą, że polski bramkarz jest głodny sportowych wyzwań, a w tym kraju opcja dla niego jest tylko jedna.
Marcin Bułka Ligue 1 podbił szybko. Nie w PSG, gdzie raczej miał okazję tylko trenować z gwiazdami, ale w Nicei, gdzie po roku "ubezpieczania" Kaspera Schmeichela, w końcu dostał swoją szansę. Pierwszy sezon między słupkami (2023/24) miał wręcz kosmiczny - zapisał się w historii ligi jako 10. bramkarz z najdłuższą serią minut bez straty gola (747 minut), uzbierał magiczne 17 meczów z czystym kontem. W tym, choć takich spotkań było mniej (tylko 8), to jego drużyna wywalczyła wyższe miejsce w lidze. Bułka już zeszłego lata podjął jednak decyzję, że nie będzie przedłużał obowiązującego do czerwca 2026 roku kontraktu, co w praktyce skłania klub do jego sprzedaży podczas nadchodzącego okna transferowego.
"To walczak. Nie zależało mu na pieniądzach"
- Oczywiście, że kibice, czy my, dziennikarze, jesteśmy trochę tym rozczarowani. Nicea miała przecież dobre wyniki, jest teraz o krok od Ligi Mistrzów. Ale ta decyzja była podjęta na początku sezonu. Brak przedłużenia kontraktu oznaczał, że Bułka chce szukać wyzwań gdzie indziej, a jeśli klub go nie sprzeda teraz, to straci sporo pieniędzy - mówi nam William Humberest, z wydawanego na południu Francji "Nice Matin".
W zeszłym sezonie Nicea zajęła piąte miejsce w lidze. W nagrodę grała w Lidze Europy, ale rozczarowała w fazie grupowej i była daleko od awansu do dalszej fazy rywalizacji. W tym roku zagra w barażach o Ligę Mistrzów. Jeśli klubowi powinie się noga, znów wyląduje w Lidze Europy. Nicea, mówiąc delikatnie, nie jest hegemonem europejskich pucharów. W Lidze Mistrzów w XXI wieku nie grała ani razu.
Czy Bułka, który usilnie dąży do transferu, szuka większych wyzwań sportowych czy zależy mu na pieniądzach?
- Dla mnie tu chodzi o względy sportowe. Bułka to walczak. On zawsze był w wielkich klubach: Chelsea, PSG. To, że nie podpisał nowego kontraktu, jasno pokazuje, że tu i teraz nie zależało mu na pieniądzach. On w Nicei - jak na jednego z najlepszych bramkarzy Ligue 1 - zarabia mało. Oferowano mu potrojenie jego pensji i dobre bonusy. Ale on wiedział, że ze swoimi umiejętnościami jest w stanie za rok, czy dwa podpisać kontrakt z większym klubem – ocenia to Humberest.
We Francji dla Bułki tylko jeden klub
Jak sugerowało "L’Equipe", Polak przy starym kontrakcie zarabiał rocznie niecały milion euro. Propozycja przedłużenia umowy wiązała się z wpływami dochodzącymi do 3 mln euro za sezon. Na takie pieniądze i gwarantowaną Champions League Bułka mógłby liczyć jeszcze w paru klubach nad Sekwaną. Zdaniem naszego rozmówcy, Francja będzie go jeszcze kusiła - głównie za sprawą sąsiada Nicei.
- AS Monaco szuka bramkarza. Nie byłbym zdziwiony, gdyby Bułka dostał od nich ofertę - przekonuje Humberest.
W Monaco gra już jeden Polak, ale klub nie jest z niego zadowolony. Nie jest zresztą zadowolony z żadnego z bramkarzy.
- Poziom gry Philippa Kohna i Radosława Majeckiego nie był taki, jakiego oczekiwaliśmy - przekazał mediom dyrektor generalny Monaco, Thiago Scuro. - Oni o tym wiedzą, rozmawialiśmy o tym otwarcie. To dobrzy gracze, ale popełnili kilka błędów, które nie mogą się zdarzyć w klubie naszego poziomu. Bramkarz to pozycja, na którą będziemy zwracać szczególną uwagę tego lata - zapowiedział Scuro. I dodał, że pomimo ceny, profil Bułki jest dla nich bardzo interesujący. Dla Monaco wydanie 15 milionów euro też nie byłoby nowością.
- We Francji to dla Bułki właściwie jedyna opcja, by pójść do lepszego klubu - twierdzi Humberest. - PSG nie będzie wracało po Bułkę, Marsylia to skomplikowana sprawa. Monaco w ostatnich latach było stałym bywalcem Ligi Mistrzów. To większy klub niż Nicea, bogatszy, bardziej prestiżowy. Myślę jednak, że Bułka pójdzie do Premier League, choćby do takiego klubu jak Aston Villa. Zresztą oni właśnie szukają bramkarza. Pewnie przy dobrej ofercie będą musieli sprzedać Emiliano Martineza. Trener Unai Emery zna Bułkę, to się wszystko spina – prognozuje nasz rozmówca.
Gdy słyszy o opcji tureckiej dla Bułki, kręci nosem. Media łączyły Polaka z Galatasaray.
- Nie sądzę, by Turcy zdecydowali się wydać na ten transfer jakoś dużo więcej niż 10 mln euro. Jeśli dziś to oni są głównie zainteresowani Bułką, to jestem pewien, że za chwilę, to zainteresowanie będzie większe. Turcja ma też nieco skomplikowaną i gorącą ligę. Oczywiście, Galatasaray to wielki klub, ale tam jest zawsze sprawa kibiców i tego, że ci wielcy nie zawsze zdobywają mistrzostwa, bywają problemy z płacami. Poza tym czy zamiana Francji na Turcję byłaby takim znaczącym krokiem wprzód dla Bułki? Niespecjalnie. W kontekście tego, że on chce być też numerem jeden w polskiej bramce, szybko pomógłby w tym transfer do czołowego angielskiego klubu – ocenia to Humberest.
Nicea zarobi, ale zyska coś więcej niż pieniądze
Bułka wart jest obecnie około 20 mln euro, na tyle wycenia go Transfermarkt. Przejście bramkarza do innego klubu dałoby Nicei jeden w wyższych w historii przelewów na konto. Nawet jeśli Polak miałby odejść za kilkanaście milionów euro, to pozycjonowałoby jego transfer w top 10 najdroższych odejść z ekipy z Allianz Riviery.
- Nicea i tak zarobi na Bułce duże pieniądze, bo kupiła go za około 2 mln euro. Teraz może spokojnie sprzedać go za czterokrotność, pięciokrotność tej kwoty. Do tego dojdzie jeszcze jedna niepoliczalna korzyść - ten transfer pomoże budować dobry obraz klubu, wysłać sygnał choćby dla innych młodych bramkarzy, że w Nicei można zbudować wysoką pozycję i iść na sam szczyt. Zresztą OGC jest klubem, który już powinien dobrze kojarzyć się zawodnikom, jako ten, w którym piłkarze potrafią odżyć. Tak było choćby z takimi graczami, którzy byli w dołku, jak Mario Balotelli, czy Hatem Ben Arfa, a w tym sezonie jest to Tanguy Ndombele – kończy Humberest.