Kylian Mbappe oficjalnie dołączył do Realu Madryt. W poniedziałek klub poinformował, że francuski gwiazdor przeniesie się na zasadzie wolnego transferu. Podpisał już pięcioletnią umowę, która zacznie obowiązywać od 1 lipca. Nie minęło wiele czasu, a wokół napastnika rozpętała się prawdziwa burza. Wszystko przez jedną szokującą wypowiedź.
25-latek ledwo związał się z nowym klubem, a już postanowił zaatakować stary. Na konferencji prasowej reprezentacji Francji rzucił zaskakujące oskarżenia. Ujawnił, że gdy zdecydował się nie przedłużać umowy z PSG, kierownictwo klubu zaczęło go szantażować. - Powiedzieli mi wprost, że nie będę grał. Brutalnie, prosto w twarz. I tak z pewnością by było, gdyby nie Luis Enrique i Luis Campos. Uratowali mnie. Bez nich miałbym stracony sezon - wyznał.
Piłkarz nie powiedział wprost, od kogo usłyszał te groźby, ale we Francji odebrano to jako atak na najwyżej postawione osoby w klubie, w tym prezesa Nassera Al Khelaifiego. Agencja AFP poprosiła PSG o komentarz w tej sprawie. Mistrzowie Francji nie chcieli zajmować oficjalnego stanowiska. Nieoficjalnie i anonimowo wypowiedział się natomiast jeden z działaczy.
Okazuje się, że ludzie z otoczenia PSG są wręcz wściekli na Mbappe. - On nie ma absolutnie żadnej klasy - stwierdził wprost. - Nasser Al Khelaifi nigdy nie dyktował żadnych decyzji zespołowi. Luis Enrique nawet sam to powiedział, ale mimo wszystko, kiedy Mbappe coś mówi, to każdy drukuje, jakby to była prawda - denerwował się.
Pracownik paryskiej ekipy zarzekał się, że prawda co do stosunków na linii Mbappe - PSG jest zupełnie inna niż ta przedstawiana w mediach. A klub nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. - W odpowiednim czasie wszystko zostanie ujawnione, cała prawda. Na razie będziemy bronić naszej godności, profesjonalizmu, dla dobra PSG, Paryża, Francji i fanów - zakończył.