Gigant na skraju upadku. "Wielopoziomowy bałagan". Ależ katastrofa

Konrad Ferszter
Zanim we Francji nastała era PSG, potęgą tamtejszego futbolu był Olympique Lyon. Dziś klub, który na początku wieku zgarnął aż siedem mistrzostw z rzędu, jest na prostej drodze do spadku z Ligue 1. Ale wyniki to w Lyonie tylko jeden z kłopotów - klub tonie w długach, a chaos wśród władz jest wręcz groteskowy. Dla fanów najsmutniejsze jest to, że na skraj upadku Lyon doprowadzili ci, którzy niegdyś zasługiwali na pomniki.

- To ogromne osiągnięcie. Słowa uznania należą się nie tylko piłkarzom, lecz także Rudiemu Garcii i Juninho. Trener i dyrektor sportowy prowadzą nas odpowiednią drogą. To był paskudny rok, zaczęliśmy fatalnie, zmieniliśmy trenera, dręczyły nas kontuzje, a mimo to jesteśmy w czwórce najlepszych drużyn Europy. Jest wspaniale. Ewolucja przebiega lepiej, niż się spodziewaliśmy - 15 sierpnia 2020 r. ekscytował się ówczesny właściciel Olympique Lyon Jean-Michel Aulas.

Zobacz wideo Michał Probierz wykorzystał pomidora. Ależ pewność siebie!

Chwilę wcześniej Francuzi sensacyjnie wyeliminowali Manchester City (3:1) w ćwierćfinale pandemicznego, finałowego turnieju Ligi Mistrzów w Lizbonie. Chociaż w półfinale Lyon przegrał gładko z Bayernem Monachium (0:3), to nikt w klubie nie robił tragedii. Lyon, który miał za sobą burzliwe miesiące, zdawał się wychodzić na prostą.

Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna, a sensacyjne zwycięstwo nad Manchesterem City było ostatnim radosnym momentem dla pogrążonego w potężnym kryzysie Lyonu. Dzisiaj drużyna zajmuje ostatnie miejsce w tabeli Ligue 1, wygrawszy do tej pory tylko jeden z 12 meczów ligowych.

Choć w czwartek Lyon zmienił trenera - Włocha Fabio Grosso tymczasowo zastąpił Pierre Sage - nie jest to żadną gwarancją rychłej poprawy. Wielopoziomowy, wszechobecny bałagan sprawił, że Lyon, który dominował we Francji na początku XXI w., dziś drży o byt. Wizja spadku do Ligue 2, gdzie ostatni raz klub grał w 1989 r., jest coraz bardziej realna. To nie trener był bowiem wszelkim złem, które zapanowało w futbolowym Lyonie.

Lepsze jest wrogiem dobrego

Dla kibiców z pewnością bolesny jest fakt, że za upadkiem klubu stoi jego legenda. Juninho, którego jeszcze trzy lata temu wychwalał Aulas, jest jednym z wielu winowajców sytuacji, w jakiej dzisiaj znalazł się Lyon. Legendarny Brazylijczyk, który od sezonu 2001/02 zdobył z klubem siedem mistrzostw Francji z rzędu, wrócił do Lyonu w maju 2019 r.

Aulas uwierzył w byłego znakomitego piłkarza. Powierzył mu nie tylko funkcję dyrektora sportowego, lecz także misję przebudowy klubu, który we Francji zaczął przegrywać rywalizację zarówno z obrzydliwie bogatym Paris Saint-Germain, jak i z Monaco, Nice i Lille. Z tego powodu w kwietniu 2019 r. zwolniony został trener Bruno Genesio, który prowadził Lyon przez trzy i pół roku i zajmował z nim odpowiednio  drugie, czwarte oraz dwa razy trzecie miejsce w lidze. Dla przyzwyczajonych do sukcesów kibiców to było nie do przyjęcia.

Ci uważali, że Genesio marnuje potencjał drużyny i w końcu wymusili na Aulasie zwolnienie trenera. Była to decyzja zaskakująca nie tylko dlatego, że Genesio wcale nie miał wyjątkowo złych wyników. Przez lata budowania potęgi Lyonu Aulas nie zwykł podejmować decyzji pod presją kibiców. Właściciel i prezydent rządził twardą ręką i to jego zdolnościom oraz intuicji Lyon zawdzięczał największe sukcesy w historii.

Jak pokazała historia, zwolnienie Genesio było fatalną decyzją. Zatrudnienie Junhino, mimo przebłysku w Lidze Mistrzów, jeszcze gorszą. Sprzątanie w klubie Brazylijczyk zaczął od sprzedaży gwiazd. Na odejściu Tanguy'ego Ndombele do Tottenhamu Lyon zarobił 62 mln euro, Ferland Mendy przeszedł do Realu Madryt za 48 mln euro, a Nabil Fekir do Betisu za 20 mln euro. Kilka miesięcy wcześniej Lyon sprzedał też Lucasa Tousarta do Herthy za 25 mln euro.

Francuzi wiele zarobili, ale wiele też wydali. W trakcie sezonu 2019/20 za blisko 100 mln euro do klubu przybyli Jeff Reine-Adelaide, Joachim Andersen, Thiago Mendes i Bruno Guimaraes. Udanym transferem okazał się tylko ostatni. Bruno dał Lyonowi nie tylko jakość, lecz także ponad dwukrotny zysk, kiedy po dwóch latach odchodził do Newcastle United.

Chwilowy sukces w morzu nadchodzących klęsk

Brak doświadczenia na takim stanowisku i pierwsze, nieudane transfery powinny dać Aulasowi do myślenia, czy Juninho aby na pewno był odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Jeśli tego nie zrobiły, powinno to zrobić pudło przy zatrudnianiu następcy Genesio.

Mimo że media łączyły Lyon z doświadczonym Laurentem Blankiem, do klubu trafił rodak Juninho - Sylvinho. Ten sam, który w ostatnich miesiącach wykonał wielki postęp z reprezentacją Albanii i zakwalifikował się z nią do Euro 2024 z "polskiej" grupy.

Jeśli pierwsze transfery Juninho były słabe, to zatrudnienie Sylvinho okazało się katastrofą. Brazylijczyk, który nie miał doświadczenia w samodzielnej pracy, został zwolniony już po dziewięciu meczach w lidze, z których wygrał raptem dwa. Sylvinho nie tylko nie potrafił poukładać nowej drużyny. Nie dogadywał się też z Juninho, który nie miał oporów przed publicznym krytykowaniem byłego kolegi z boiska.

Półfinał Ligi Mistrzów, który osiągnął następca Sylvinho Rudi Garcia, okazał się chwilowym sukcesem w morzu nadchodzących klęsk. Zanim Lyon rozbił Manchester City, sezon 2019/20 zakończył na siódmym miejscu w tabeli Ligue 1 i nie zakwalifikował się do europejskich pucharów. Tak nisko Lyon nie był od 23 lat.

Co więcej, tamten sezon we Francji z powodu pandemii koronawirusa zakończył się aż 10 kolejek przed czasem. Z tego powodu firma Mediapro, która miała prawa do transmisji meczów ligowych, nie wypłaciła klubom lwiej części z opiewającej na 780 mln euro umowy.

Brak pieniędzy z ligi oraz z gry w europejskich pucharach w połączeniu z bieżącymi kosztami klubu spowodowały, że Lyon bardziej niż kiedykolwiek musiał oprzeć się na sprzedaży zawodników. A to poszło mu znacznie gorzej niż w poprzednich latach.

Bałagan na rynku transferowym

Chociaż w ciągu kolejnych okienek transferowych za ponad 40 mln euro z klubu odeszli Guimaraes czy Lucas Paqueta, to Lyon nie sprzedawał już tak efektywnie jak kiedyś. Z kolei większość sprowadzanych zawodników albo grała poniżej oczekiwań, albo odchodziła ze stratą dla klubu. W ciągu ostatnich lat gwiazdy Lyonu takie jak Memphis Depay, Houssem Aouar i Moussa Dembele odeszły za darmo, a wielkie talenty - Amine Gouriego i Melvina Barda - sprzedano łącznie za raptem 10 mln euro.

Jak podsumował The Athletic, 13 piłkarzy, którzy zagrali przeciwko Manchesterowi City w ćwierćfinale LM, Lyon oddał za ledwie 71 mln euro. Grubo ponad połowę tej kwoty stanowiła sprzedaż Guimaraesa do Newcastle United.

Lyon na rynku transferowym kompletnie się pogubił. Latem 2021 r. i 2022 r. za łączną kwotę 36 mln euro klub sprowadził Aminę Sarra, Romaina Faivre'a i Jeffinho, którzy nie przynieśli mu zysku ani na boisku, ani poza nim. Podobnie było z bardzo doświadczonymi Dejanem Lovrenem, Jeromem Boatengiem oraz Duje Caletą-Carem, którzy trafili do Lyonu albo za darmo, albo za grosze.

Tylko w sezonach 2020/21 i 2021/22 Lyon wygenerował stratę w wysokości 162,5 mln euro. Bałagan w gabinetach i stopniowe obniżanie poziomu drużyny coraz gorzej wpływały na pozycję Lyonu. Latem 2021 r. z klubu odszedł Garcia. Stało się tak, mimo że Lyon zakończył sezon na niezłym, czwartym miejscu. Ale w klubie znów panowało poczucie niedosytu związane z brakiem awansu do Ligi Mistrzów, który był kluczowy dla klubowych finansów.

Pół roku po Garcii z Lyonu odszedł też Juninho. - Jestem zmęczony, wypalony. Mówicie, że zrobiłem wiele złego, ale uważam, że miałem też swoje sukcesy. Kocham ten klub, ale już wystarczy - mówił Brazylijczyk pod koniec 2021 r.

Bałaganu w Lyonie nie okiełznali też kolejni trenerzy: Peter Bosz oraz Blanc. Pierwszy sezon 2021/22 zakończył na ósmym miejscu, zdobywszy aż 15 punktów mniej niż drużyna Garcii rok wcześniej. Niewiele lepiej poradził sobie Blanc, który w poprzednim sezonie zdobył punkt więcej od Bosza i skończył rozgrywki na siódmym miejscu.

Fabio Grosso, który w trakcie tego sezonu zastąpił Blanca, był szóstym trenerem Lyonu w ciągu niewiele ponad czterech lat. Włoch po katastrofalnym starcie obecnych rozgrywek został już zwolniony. Bałagan w gabinetach, na rynku transferowym, szatni i na boisku. Czy może być jeszcze gorzej? Może. Bo bałagan w Lyonie dotknął samego szczytu.

Bloesne i burzliwe zmiany

Pod koniec zeszłego roku Aulas sprzedał 77,49 proc. udziałów w klubie amerykańskiemu biznesmenowi Johnowi Textorowi, który ma też udziały w angielskim Crystal Palace oraz belgijskim Molenbeek. O ile pierwsze miesiące zapowiadały owocny związek, o tyle teraz obecność Textora wbija gwóźdź do trumny Lyonu.

Zaraz po przejęciu klubu Textor podjął decyzję o pozostawieniu Aulasa na stanowisku prezesa klubu. Amerykanin chciał skorzystać z wieloletniego doświadczenia Francuza i jego wiedzy z zakresu budowania silnego Lyonu. Wielkie pieniądze Textora i osoba Aulasa miały dać klubowi sukces włącznie z pobiciem PSG. Miały, ale wszystko skończyło się wielopoziomową tragedią.

W maju Aulas poinformował o odejściu z klubu. Chociaż ostatecznie pozostał w nim w roli honorowego prezesa, to po blisko 36 latach przestał mieć wpływ na Olympique Lyon. Rolę dyrektora wykonawczego w klubie przejął Textor.

Zaraz po rozstaniu Amerykanin wypalił publicznie, że Aulas za mocno zżył się z Lyonem i nie potrafił odejść z klubu, mimo że w ciągu ostatnich miesięcy nie wykonywał w nim żadnej pracy. Napięcie między nowym i byłym szefem Lyonu wzrosło, gdy do akcji wkroczył organ nadzoru finansowego francuskiego futbolu (DNCG). Ten latem nałożył na klub ograniczenia finansowe, mimo że Textor dysponował pokaźnym majątkiem.

W sierpniu Amerykanin zwołał konferencję prasową, na której stwierdził, że gdy przejmował Lyon, nie był świadom jego problemów finansowych w DNCG. - Wszedłem na rynek transferowy ze związanymi rękoma, co było fatalnym uczuciem. Byliśmy w stanie wydać 30-50 mln euro na wzmocnienia, ale nie mogliśmy tego zrobić - mówił Textor.

Po tamtej konferencji prasowej Aulas najpierw oskarżył Amerykanina o zniesławienie, a potem zwrócił się do trybunału handlowego z prośbą o zamrożenie w Lyonie 14,5 mln euro. Francuz uważał, że jeszcze tyle należało mu się za sprzedaż udziałów klubie. Jego dzisiejsze zadłużenie szacuje się na blisko 460 mln euro.

Lyon dryfuje do Ligue 2

Przy mocno ograniczonych możliwościach finansowych Lyon znów musiał sprzedawać gwiazdy. Wielkie talenty - Bradley Barcola i Castello Lukeba - odeszły odpowiednio za 45 mln euro do PSG oraz 30 mln euro do RB Lipsk. Kwoty obu transferów zgodnie uznano za niższe od wartości rynkowej. W zamian Lyon musiał szukać okazji i sprowadzać za grosze piłkarzy o wątpliwej jakości.

Po kiepskim starcie sezonu Textor w połowie września zwolnił Blanca, którego uważał za człowieka Aulasa i zatrudnił Grosso. Ten okazał się kompletnym niewypałem i w Lyonie już nie pracuje. - W szatni nie ma zawodnika, który chciałby z nim pracować. Część doświadczonych zawodników powiedziała mi, że to najgorszy trener, jakiego mieli - mówił w swoim programie w radiu RMC były francuski piłkarz Jerome Rothen.

Lyon musi desperacko ratować się sportowo i finansowo. Na początku listopada "Bloomberg" poinformował, że klub sprzedał obligacje warte 320 mln euro, co ma pomóc mu w wyjściu z kryzysu. Jak dodał The Athletic, Lyon rozważa też sprzedaż innych aktywów, jak np. hali sportowej na 16 tys. miejsc, a nawet stadionu.

Chociaż problemy finansowe wyglądają na bardzo poważne, to Textor uspokaja coraz bardziej rozwścieczonych kibiców. Ci już nieraz dali upust złości i frustracji i trudno sobie wyobrazić, co wydarzy się w Lyonie, jeśli coraz bardziej realna wizja spadku do Ligue 2 stanie się rzeczywistością.

Więcej o:
Copyright © Agora SA