W niedzielę 8 października bramkarz Montpellier Mory Diaw został wystraszony przez rzuconą w niego petardę. Musiał zostać zniesiony na noszach, mecz ostatecznie odwołano, a agresywnego kibica aresztowano. Dwa tygodnie później - przed meczem Ligi Mistrzów RC Lens - PSV Eindhoven - doszło do bitwy na ulicach francuskiego miasta pomiędzy kibicami obu klubów, następnie kontynuowanej na stadionie.
Do zdecydowanie największego skandalu doszło przed meczem Olympique Marsylia - Olympique Lyon. Autokar tego drugiego klubu został zatrzymany przez chuliganów, którzy wybili w nim szyby, butelkami piwa zaatakowali trenera, a piłkarzy obrzucili kamieniami. To spotkanie oczywiście się nie odbyło. Po rozegranym w niedzielę 26 listopada meczu Montpellier - Brest (1:3) doszło do bardzo podobnych wydarzeń.
Tylko że tym razem ofiarami nie byli piłkarze i trenerzy, a... kibice. Metoda działania chuliganów była jednak bardzo podobna do tej, którą zastosowali pseudokibice z Marsylii. Autobus z wracającymi z meczu fanami Brest został zatrzymany na trasie do Narbony (ok. 100 km od Montpellier) już po minięciu kontroli żandarmerii. Obrzucono go kamieniami, które wybiły przednią i boczną szybę. Jak informują francuskie media, już wcześniej - w drodze na stadion - autokar musiał kilkakrotnie zmieniać trasę ze względu na podejmowane próby ataków. Jednak policji udało się powstrzymać wybuch zamieszek przed samym meczem.
Nikt nie poniósł ciężkich obrażeń. Francuskie media informują o pomniejszych urazach dwóch kibiców Brest. Nie zatrzymano żadnych sprawców ataku na autobus. Jeszcze przed rozpoczęciem meczu aresztowano kibica zespołu Brest, który próbował wnieść na stadion niebezpieczne narzędzie. Mandatem ukarano dwóch fanów, u których znaleziono środki pirotechniczne.