Obecnie ma najlepsze bramkarskie statystyki w Europie. Jego Nicea jest liderem Ligue 1. Chwali go trener, koledzy, a lokalni dziennikarze wieszczą szybki podbój Europy. "Publiczność ma na jego punkcie bzika" - słyszymy. Czy Marcin Bułka ma szansę, aby w bliskiej perspektywie powalczyć o numer jeden w bramce reprezentacji Polski? Choć pytanie powinno raczej brzmieć: dlaczego nie?
W czwartek Marcin Bułka odebrał powołanie od Michała Probierza na mecze z Czechami i Łotwą. 24-letni golkiper stanie przed szansą debiutu w reprezentacji. Debiutu, na który solidnie zapracował i który - o czym mówią nam eksperci z Francji - może być początkiem czegoś wielkiego.
Na pierwszej konferencji po transferze do OGC Nice z PSG (najpierw było to wypożyczenie) jeden z dziennikarzy spytał Marcina Bułkę o Lionela Messiego. A konkretnie o to, czy nie żałuje, że stracił okazję, by grać u boku najlepszego piłkarza świata, który właśnie rozpakowywał walizki w Paryżu. - Przecież teraz będę mógł przeciwko niemu zagrać - uśmiechnął się, sugerując między wierszami, że chce rywalizować z najlepszymi. Na tę szansę gry czekał długie dwa lata. Wypracował ją sobie sam, choć po perturbacjach.
Bułka, Schmeichel, Lloris
Bułka po wypożyczeniu do Nicei najpierw rok oglądał jak w bramce radzi sobie bardziej doświadczony Walter Benitez. Kiedy Argentyńczyk opuścił klub, a Nicea wykupiła Polaka z PSG, wydawało się, że sprawy układają się korzystnie. Tyle że klub wolał się ubezpieczyć i zatrudnić 35-letniego Kaspra Schmeichela, który miał pomagać Polakowi i dzielić z nim miejsce w bramce. W praktyce Bułka wylądował na ławce.
- Plan poprzedniego dyrektora sportowego Juliena Fourniera był taki, żeby ściągnąć do klubu doświadczonego golkipera, który pozwoli Bułce wejść na wyższy poziom, ale też zgodzi się na pozycję numer dwa i rzadszą grę - mówi Sport.pl William Humberset, dziennikarz zajmujący się Niceą w dzienniku "Nice Matin".
- Gdyby Fournier został, to Bułka grałby już w poprzednim sezonie. Jednak dyrektor odszedł i jego wizja i plany się trochę posypały. Na rynku był dostępny doświadczony Schmeichel i władze zdecydowały się go zatrudnić. Jednak Duńczyk był zainteresowany raczej sobą niż pomocą Bułce. Dostał też niebotyczny kontrakt - opisuje to nasz rozmówca.
Poprzedni trener Lucien Favre widział ogromny potencjał Bułki, dlatego dawał mu szansę w europejskich pucharach i minimalnie w lidze, ale nie odważył się posadzić na ławce jednej z najlepiej opłacanych gwiazd klubu. Natura i zachowanie Schmeichela z każdym kolejnym miesiącem dawały jednak o sobie znać. - Na pewno nie robił w szatni dobrej atmosfery - zaznacza Humberset.
Potem walkę o pozycję numer jeden utrudnił Bułce uraz pleców, który wyłączył go z rywalizacji na kilka miesięcy. Po kontuzji potrzebny był też czas na dojście do siebie. Mimo to nasz rozmówca zaznacza, że klub chciał stawiać na Bułkę już od tamtego sezonu. Nowy dyrektor sportowy Florent Ghisolfi też widział jego potencjał, rozmawiał ze sztabem, i gdy Bułka wrócił po kontuzji, przekazał Schmeichelowi, że w nowym sezonie klub na pewno postawi na Polaka, a Duńczyk może być jego zastępcą i pomagać w rozwoju. Na to jednak Schmeichel nie poszedł. Przy wspólnym porozumieniu rozwiązano z nim kontrakt. Opcji doświadczonego bramkarza, który będzie wspierać Bułkę, jednak nie porzucono. We wrześniu ściągnięto 36-letniego Salvatore Sirigu (dawniej Sevilla, PSG, Napoli). Działacze mieli też chrapkę na 36-letniego Hugo Llorisa, wychowanka Nicei, który przestał grać w Tottenhamie. Uznano jednak, że były bramkarz reprezentacji Francji na pozycję numer dwa się nie zgodzi i że to za wysokie progi jak na Niceę.
- Moim zdaniem się mylili. Lloris w obecnej sytuacji mógłby przyjąć propozycję powrotu do macierzystego klubu, być wsparciem dla Bułki i zgodzić się na sporadyczne występy. To by było coś wielkiego i dla OGC, i dla Polaka, który już wyrobił sobie renomę. Dla mnie taki scenariusz wciąż jest możliwy w najbliższe lato - przekazuje nam Humberset. Tym bardziej że na razie Sirigu nie jest taką postacią, na jaką liczono.
- Włoch nie jest w topowej formie, miał problemy ze zdrowiem. Myślę, że nie będzie grał nawet w Pucharze Francji. Klub chce, aby Bułka był w rytmie. Poza tym Nicea dawno nie odnosiła sukcesów. A Puchar Francji jest teraz dla klubu szansą na trofeum. Dlaczego trenerzy mieliby nie stawiać także w tych rozgrywkach na zawodników, którzy zapewniają im triumfy w lidze? Bułka dobrze broni też karne, a w pucharach to się przydaje - dodaje francuski dziennikarz.
"To pozytywny człowiek. Spokojny i regularny"
Nowy trener OGC Francesco Farioli, który do Nicei przybył latem, jest absolutnym fanem Bułki. Oko do bramkarzy ma. Niegdyś sam był ich trenerem. Bułkę chwali też asystent i trener bramkarzy w Nicei Jarkko Tuomisto w rozmowie z "Nice Matin".
- To pozytywny człowiek, łatwo nawiązujący kontakt z grupą. Jest spokojny i regularny, otwarty na nowe rzeczy i łaknący wiedzy - opisywał Polaka fiński trener. - W czasie meczów ma pełną kontrolę w swojej strefie boiska. Komunikuje się w sposób jasny i prosty, co wynika też z tego, że dobrze czyta grę. Jego mowa ciała jest bardzo przekonująca. Na pewno daje poczucie bezpieczeństwa kolegom - opisywał. Trener dodał, że w systemie Fariolego bramkarze mają specyficzną rolę, którą jednak Bułka dobrze wypełnia, również dzięki poprawie gry nogami, do której kiedyś było więcej zastrzeżeń.
- Zrobił duży postęp w kontrolowaniu piłki, przemieszczaniu się i ustawianiu - przyznał Tuomisto. Pochwalił też grę Polaka w powietrzu i znakomite wyczucie trajektorii lotu piłki. Co jest jeszcze do poprawy? - Mógłby być bardziej stanowczy czy agresywny w swych wyjściach - dodał szkoleniowiec.
"Ulubieniec kibiców" z transferem do topowego klubu?
Zachwyty nad Polakiem są uzasadnione. W tym sezonie Bułka w kilku kategoriach jest najlepszym bramkarzem z top 5 lig Europy. Ma najwięcej czystych kont (aż osiem), najwyższą skuteczność interwencji (85 proc.) oraz najmniejszą średnią straconych goli (0,36).
Nicea lideruje w tabeli Lique 1, co jest możliwe m.in. dzięki pokonaniu w Paryżu PSG. Zresztą do wygranych drużyny Bułka mocno się przyczynił, również w spektakularny sposób. Został dopiero trzecim bramkarzem w Ligue 1, który w ciągu ostatnich 17 lat w jednym meczu obronił dwa karne.
- Szybko stał się ulubieńcem kibiców. To teraz ich numer jeden. Mamy obecnie dwóch zawodników, którymi szczególnie zachwycają się kibice. To Bułka i obrońca Jean-Clair Todibo. Oczywiście szacunek ma też kapitan 40-letni stoper Dante, za to, co zrobił dla klubu. To jednak każda interwencja Bułki łączy się na trybunach ze skandowaniem jego nazwiska. Takie reakcje kibiców były już wcześniej. Jednak po tym, jak w derbowym i ważnym meczu z AS Monaco obronił dwa rzuty karne, publiczność ma na jego punkcie bzika - przekazuje Humberset. Chociaż szał na polskiego bramkarza trwa od niedawna, to zdaniem francuskiego dziennikarza Nicei w bliskiej perspektywie trudno go będzie zatrzymać.
- Jeśli Nicea nie awansuje do Ligi Mistrzów, to Bułki tu nie będzie. On już ma we Francji renomę. To, co tu pokazał, robi wrażenie. To będzie jeden z bramkarzy, o którego będą starać się najlepsze kluby Europy. Jest młody, silny, ma znakomite warunki fizyczne i umiejętności. To wszystko w wieku 24 lat, a pomyślmy, co będzie za trzy, cztery lata. Skoro 23-letni Kepa Arrizabalaga poszedł do Chelsea za kosmiczne 80 milionów, to dlaczego najlepsi mieliby nie zainteresować się teraz jednym z najbardziej perspektywicznych bramkarzy w Europie? Tym bardziej że przecież od niedawna współpracuje z agencją Piniego Zahaviego - przypomina dziennikarz.
- Dla mnie Bułka będzie bohaterem dużego transferu do jednego z najlepszych klubów w Europie w ciągu dwóch, trzech lat. To jeden z najmocniejszych bramkarzy, jakiego widziałem. Jest kompletny i gotowy na wszelkie wyzwania - mówił też Andy Delort w radiu RMC, który na treningu jako napastnik często miał okazję sprawdzać umiejętności Polaka. To miły czas dla Bułki. Pod jego adresem właściwie z każdej strony płyną pochwały.
Bułka na dobre w kadrze?
Czy bramkarz, który podbija Ligue 1 i zwraca uwagę Europy, ma też szansę na podbój reprezentacji Polski? W kadrze sprawa Bułki jest niełatwa. Skoro do września Bułka praktycznie nie grał w klubie, to trudno było go do reprezentacji powoływać. We wrześniu też nie miał na nią zaproszenia. Na zgrupowanie ostatecznie przyjechał, ale w trybie alarmowym. Na kadrze nie mogli pojawić się ani Łukasz Skorupski, ani Kamil Grabara, dlatego następny w kolejności dla Fernando Santosa okazał się gracz z Nicei i dostał pierwsze w życiu powołanie.
W październiku, mimo znakomitego września w Ligue 1, Bułki w kadrze nie widział nowy selekcjoner Michał Probierz. Gracz Nicei ostatecznie znów przyjechał na zgrupowanie z powodu kłopotów Bartłomieja Drągowskiego. Ale już w listopadzie selekcjoner sięgnął po Bułkę i - być może - pozwoli mu zadebiutować.
Hierarchia bramkarzy w polskiej kadrze w ostatnim czasie wyglądała zatem tak: Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorupski, Bartłomiej Drągowski. O pozycję numer cztery walczyli Kamil Grabara (FC Kopenhaga) i właśnie Bułka. Czy obecnie ten układ sił się jednak nie zmieni? Pozycja Szczęsnego jest niezagrożona, ale bramkarz Juventusu wysyła znaki, że w kadrze może pograć do Euro 2024, a same mistrzostwa - jeśli Polska do nich awansuje - moją być jego ostatnią wielką imprezą. Skorupski w Bolonii ostatnio spisuje się bardzo dobrze, ale przez swój wiek (32 lata) trudno budować na nim przyszłość kadry. Drągowski gra, ale gra tylko w Serie B.
Najbliższe miesiące mogą być więc istotne, jeśli chodzi o to, co będzie działo się w polskiej bramce. Bułka robi dużo, by w tej kwestii pozytywnie namieszać.