Skandal goni skandal. PSG wysyła komunikat: Do nas nie idźcie

Kacper Sosnowski
"Oddychanie Paryżem chroni duszę" - mawiał wielki francuski poeta i mieszkaniec stolicy Francji, Wiktor Hugo. Z perspektywy czasu można jednak dodać, że z zachwytów nad Paryżem warto byłoby wyłączyć świat futbolu. Ten jest zepsuty przez pieniądze, gwiazdy, intrygi, skandale i złą atmosferę. Czy PSG stanie się klubem, który za chwilę dobrzy piłkarze zaczną omijać?

Jakie są dwa miejsca we Francji, przed którymi warto przestrzec piłkarzy? Te aktualnie najlepsze w tabeli: Paryż i Marsylia. Miasto na południu kraju jest jednym z najniebezpieczniejszych w Europie. Prowadzi lub jest w czołówce wszelkich ponurych statystyk z największym wskaźnikiem zabójstw, wykroczeń, kradzieży i rozbojów. Z piłkarzy, którzy w ostatniej dekadzie zrezygnowali z tego powodu z gry w drużynie Olympique, można złożyć dwie jedenastki. Jedni byli kilka razy okradani podczas snu, innych pobito we własnym domu, grożono ich rodzinie czy szantażowano. Choć do podobnych scen tak często nie dochodzi w Paryżu, to jednak PSG ma swoje problemy, a plusy i minusy zamieniają się w kulę u nogi.

Zobacz wideo Powrót Króla! Tak powitany został Messi na treningu PSG

Dlaczego na wieży Eiffla wyświetlono Neymara, a nie Charlesa de Gaulle'a?

Momentami można mieć wrażenie, że na destabilizację klubu wpływa jego... wysoki budżet. Szastanie katarskimi pieniędzmi i ściąganie gwiazd sprawiło, że w Paryżu hołduje się systemowi gwiezdnemu, a nie piłkarskiemu. Zamiast sportowej marki jest tam Harlem Globetrotters, towarzystwo nastawione na zabawę i rozrywkę tudzież na sprzedaż koszulek z dumnie brzmiącymi nazwiskami.

Na razie trudno uznać, że motywowanie graczy pieniędzmi zakończyło się dla kogoś na Parc des Princes szczęściem i sukcesem. Czy Lionel Messi przeprowadziłby się do Paryża, gdyby nie to, że przy trapionej problemami finansowymi Barcelonie został bez kontraktu? Gdy po 21 latach żegnał się z Camp Nou, płakał, sam nie wierzył w to, co się dzieje. Teraz wydaje się, że z PSG również będzie chciał się pożegnać.

Neymar od lat trzyma się PSG, bo nikt nie chce zaoferować mu lepszej pensji. Mbappe pewnie byłby już w Realu Madryt, gdyby ten choć starał się gonić Paryż z propozycjami kontraktu dla Francuza. Trudno powiedzieć, czy Mbappe bardziej uwierzył w paryski niż madrycki projekt. Na pewno w swym mieście dostał najwyższą w historii futbolu pensję, która wraz z bonusami może dać mu 630 mln euro w trzy lata i obietnice klubu tworzonego dla niego. "Dostał klucze do projektu PSG" - pisał o tej historii "Daily Mail" i dodał, że zachcianki i kaprysy zawodnika coraz bardziej szkodzą klubowi, a "jego ego wymknęło się spod kontroli". - Czy oni sprawili, że Mbappe poczuł, że jest ważniejszy od klubu? - pytał retorycznie mistrz świata i Europy z Francją Thierry Henry.

Paryskie pieniądze w pewien sposób rozpuszczają gwiazdy i sprawiają, że stają się one pępkiem nie tylko paryskiego krajobrazu. Gdy PSG z pompą witało Neymara w Paryżu, wyświetlając jego imię na wieży Eiffla, niektóre media zastanawiały się, czym napastnik zasłużył sobie na takie honory. Tym, że zgodził się przyjąć kontrakt na kilkaset milionów euro? Dlaczego na symbolu kraju wyświetlono imię Brazylijczyka, a nigdy nie pojawiło się tam choćby nazwisko najbardziej wpływowej postaci we francuskiej polityce w XX wieku i jednego z najwybitniejszych polityków tego kraju, Charlesa de Gaulle'a? De Gaulle zasłynął m.in. tym, że walczył z III Rzeszą, stał na czele ruchu wolnej Francji. O Neymarze we Francji głośno było ostatnio głównie przez sprawy pozasportowe: uderzenie kibica po finale Pucharu Francji, sądowe batalie związane z finansowymi machlojkami, oskarżenie o gwałt, płacenie mu za dziękowanie kibicom po meczach, zaliczenie kilku nocnych imprez w drogich klubach i przegraniu miliona euro w internetowym turnieju pokera na oczach śledzących transmisję kibiców.

Harlem Globetrotters vs. młodzi i zdolni

Jeśli Neymar miał być atrakcją dla paryskiego Harlem Globetrotters, to część rozrywkową projektu wypełnił. Miał być receptą na wygranie Ligi Mistrzów. Tymczasem przez sześć lat spędzonych w Paryżu przez kontuzje nie zagrał w większości kluczowych meczów tych rozgrywek. PSG przejeżdża się zresztą na pozyskiwaniu piłkarzy z pięknymi nazwiskami na koszulki, a nie takich, z których można mieć pociechę na lata, wychowanych we własnej akademii. To też może być wynik niecierpliwości działaczy i rezygnacji z rywalizacji z gwiazdami samych wychowanków. Ci i tak zdają sobie sprawę, na kogo postawi klub. To dlatego z Paryża odeszli choćby Moussa Diaby (obecnie Bayer Leverkusen) czy Christopher Nkunku (RB Lipsk) oraz Kingsley Coman (Bayern). Nielicznymi wyjątkami, które niegdyś przedarły się do pierwszego składu PSG, byli raczej zawodnicy defensywni (choćby Alphonse Areola czy Presnel Kimpembe).

Jeśli PSG od lat wysyła sygnał do graczy: "jesteś młody, zdolny, to na grę u nas masz małą szansę, bo my kupujemy nazwiska", to wysyła też sygnały, że stabilności, jeśli chodzi o trenerską pracę w Paryżu, nie ma co się spodziewać. Zresztą inną filozofię prowadzenia drużyny od tego, co chce prezes Nasser Al Khelaifi, odczuwał tu mniej lub bardziej każdy ze szkoleniowców. Przekonał się o tym choćby Carlo Ancelotti, pierwszy wybrany trener za czasów katarskiej ery i chyba najmocniejsze trenerskie nazwisko, które siedziało na paryskiej ławce. Włoch dość szybko ewakuował się z Paryża do Madrytu, bo wyczuł, że nie będzie miał tu autonomii. Od 2011 roku, czyli wejściu Katarczyków do Paryża, PSG miało siedmiu trenerów. Obecnie szkoleniowcem drużyny jest Christophe Galtier, który pracował tylko w kraju nad Sekwaną i zdobył mistrzostwo Francji z LOSC. Francuskie media czasem ironicznie przypominają, że PSG, które chce bić się o triumf w Lidze Mistrzów, ma trenera, który na liście swych ostatnich "dokonań" jako trener Nicei ma porażkę w finale Pucharu Francji z FC Nantes. Jeśli gdzieś w Paryżu trzeba dużego nazwiska, to tym miejscem wydaje się właśnie trenerska ławka. To dlatego ostatnio kogoś takiego jak Jose Mourinhio życzył PSG były piłkarz klubu, obecnie ekspert RMC Sport, Jerome Rothen. - Tu trzeba przywrócić dyscyplinę, której brakuje od wielu lat. Trzeba kogoś, kto poustawia graczy, przypomni o ich obowiązkach, również tym, którzy mają duże wypłaty i status gwiazd - skomentował ekspert. To aluzja również m.in. do niedawnego zachowania Lionela Messiego, który bez zgody klubu opuścił Francję, udał się na urlop i zajął wypełnianiem kontraktów reklamowych w Arabii Saudyjskiej.

"Cyfrowa armia" na piłkarzy, wyciąganie poufnych informacji i prętem po nogach

Do koszyczka PSG warto dorzucić jeszcze kilka niepochlebnych historii. Choćby tę, że za czasów pierwszej kadencji Leonardo jako dyrektora sportowego PSG klub miało opuścić aż 100 pracowników. Był to wynik gęstej atmosfery w firmie. W ubiegłym roku atmosfera w PSG też zgęstniała po tym, jak portal śledczy Mediapart poinformował, że dyrektor komunikacji klubu i prawa ręka prezesa Nassera Al-Khelaifiego opłacał w latach 2018-2020 spółkę, która prowadziła brudne kampanie w mediach społecznościowych. Zewnętrzna firma krytykowała i "naprostowywała" niektórych graczy. Jednych za to, że nie chcieli podpisać kontraktu, innych profilaktycznie. Klub zaprzeczył korzystaniu z "cyfrowej armii", ale co miał zrobić?

Warto dodać, że przed francuskim sądem toczy się jeszcze jedna sprawa dotycząca osób (byłych policjantów i pracowników służb wywiadowczych), które miały przekazywać klubowi poufne informacje. Odnogą tej sprawy jest wątek mężczyzny, który miał mieć kompromitujące informacje na prezesa PSG, przez co w 2020 roku był przetrzymywany w Katarze w fatalnych warunkach, zanim zgodził się na milczenie w zamian za wolność. Afery i intrygi rodem z sensacyjnych filmów ostatnio w Paryżu dotyczyły też samych graczy. Trwa proces w sprawie pobicia zawodniczki żeńskiej drużyny klubu Kheiry Hamraoui. Ta jesienią została wyciągnięta z samochodu przez zamaskowanych napastników i tłuczona prętem w nogi, gdy koleżanka podwoziła ją do domu. Okazało się, że owa koleżanka (Aminata Diallo) miała powiązania z jednym z napastników, a ponieważ po transferze Hamraoui przegrała miejsce w składzie, w całej historii nakreślił się wyraźny motyw. Napastnicy złapani w krótkim czasie przyznali, że to Diallo była inicjatorką pobicia. Klub rozwiązał z nią umowę.

Takie historie zachęcać piłkarzy do przenosin do PSG z pewnością nie będą. Jeśli dodać, że w tym roku drużyna oprócz szybkiego odpadnięcia z Ligi Mistrzów odpadła też z Pucharu Francji i ma spore kłopoty w lidze, to zostają tylko zapewnienia o prestiżu i grubych milionach. Trudno będzie dawać dobrym i ambitnym graczom inne argumenty, by związali się z Paryżem. Parafrazując słowa Hugo: oddychanie Paryżem może też stać się dla duszy szkodliwe.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.