PSG hoduje "potwora" za 630 mln euro. "Ego wymknęło się spod kontroli"

Kacper Sosnowski
Afera z karnymi, dzielenie szatni i chęć wyrzucenia z PSG części graczy, niezadowolenie z zadań, jakie ma na boisku, weto dotyczące współpracy ze sponsorami i najwyższy w historii piłki kontrakt na 630 mln euro. Czy tak jak określił to Thierry Henry, Kylian Mbappe rzeczywiście poczuł, że jest ważniejszy niż klub?

Na boisku wręcz pochłania przestrzeń, frustrując rywali, którzy skazani są na oglądanie jego pleców. Drybluje z lekkością, zachwyca techniką oraz znakomicie uderza na pełnej prędkości. Czaruje precyzyjnym podaniem piętką i sam strzela gole kolejki. Czasem jednak stojąc przed niemal pustą bramką, posyła piłkę w trybuny, czy dośrodkuje w kierunku stadionowych reflektorów. Ale we Francji i tak od czterech lat jest najlepszym strzelcem Ligue 1. Od pewnego czasu obok sportowych tematów dotyczących Kyliana Mbappe kibiców bardziej pochłaniają te pozasportowe. 

Zobacz wideo Oni mogą zastąpić Messiego i Ronaldo! Ta zmiana dzieje się na naszych oczach

"Poczuł, że to on jest ważniejszy od klubu?"

W stosunku do Mbappe od pewnego czasu można odczuć pewne niezadowolenie. Zmierzyć je można choćby zeszłoroczną i tegoroczną galą Złotej Piłki. Kiedy rok temu gracz PSG podjechał pod Theatre du Chatelet kibice przywitali go owacją. W tym roku obok braw pojawiło się też buczenie i gwizdy. 

To tylko jedna z form przekazania młodemu Francuzowi pewnych sygnałów ostrzegawczych. Inne formy wyrażane były dosadniej. - Troszczy się tylko o siebie, a kwestie sportowe już prawie go nie interesują. To samobój. Mbappe nastawiony jest już tylko na konfrontację. Jest strasznie wkurzający - powiedział w jednym z wywiadów Emmanuel Petit, mistrz świata z 1998 roku. Były reprezentant "Trójkolorowych" złościł się, że młodzian na konferencji reprezentacji żalił się na swe problemy w PSG. Sygnalizował, że ma tam mniejszą swobodę na boisku niż w kadrze i jest źle wykorzystywany, że musi grać tyłem do bramki. To był pstryczek w stronę klubowego trenera Christophe’a Galtiera. To, że w klubie Mbappe ma trudniej, potwierdzają też boiskowe liczby, choćby ta dotycząca jego kontaktów z piłką. Ostatnio ten parametr spadł mu o niemal 25 procent. Petit podkreśla, że zwykle w piłce sprawy z trenerem załatwia się w rozmowie w cztery oczy, a nie przez telewizyjne kamery. 

Podobnego zdania była też ostatnio inny legendarny piłkarz z Francji, czyli Thierry Henry, który też tak jak Mbappe przez jakiś czas musiał grać na pozycji, na której czuł się gorzej. - Nikt nie lubi być wystawiany tam, gdzie nie gra najlepiej. Ja nie lubiłem grać wysoko i szeroko w Barcelonie. Mimo to musiałem tak grać i biegać po lewej stronie. Jest coś takiego jak dobro drużyny - powiedział. Henry zastanawiał się też czemu Mbappe, tak wyraźnie sprzeciwiał się poczynaniom swego klubu. Jako winowajcę tej sytuacji wskazał sam klub. - Czy oni sprawili, że piłkarz czuł, że klub jest najważniejszy? A może sprawili, że poczuł, że to on jest ważniejszy od klubu? - zastanawiał się publicznie.  

W podobną stronę poszedł też dziennikarz "Daily Mail" Ian Herbert, który wypunktował paryskie grzechy. Uznał, że "ego Mbappe wymknęło się spod kontroli".  

Zdaniem dziennikarza wpływ na to miał jego gigantyczny kontrakt i zachowanie właściciela PSG Nassera Al Khalifiego, który dał piłkarzowi "klucze do projektu PSG", a zachcianki i kaprysy zawodnika coraz bardziej szkodzą klubowi. 

210 mln kontraktu i decyzyjność przy transferach

Tym, co w ostatnich miesiącach rozdrażniło kibiców najbardziej, była kwestia nowego kontraktu Mbappe.  Media informowały, że piłkarz jest już dogadany z Realem Madryt, choć ostatecznie zawodnik zdecydował o pozostaniu w Paryżu. Miały go przekonać wyższy kontrakt i obietnica budowy silniejszego zespołu.

Niedawno do opinii publicznej dotarły szczegóły, co to oznaczało. Piłkarz, który do tej pory zarabiał około 25 mln euro, teraz wynegocjował sobie około 150 mln euro brutto rocznej pensji, a do tego po 60 milionów euro przez trzy lata za podpis (jeśli w każdym kolejnym roku będzie graczem PSG). Jak poinformował "Le Parisien", kontrakt nie jest zależny od osiągnięć sportowych, ale premiuje lojalność względem klubu. Mbappe chciał też dodatkowych uwarunkowań. Po pierwsze trzeci rok kontraktu miał być opcjonalny, tzn. w 2024 sam mógłby zdecydować, że odchodzi. Po drugie Mbappe chciał wzmocnienia drużyny o środkowego napastnika. Chęć umacniania składu nie wydaje się czymś złym, ale w podtekstach tych rozmów przewijała się myśl, by zrezygnować z usług kilku niepasujących Francuzowi zawodników. Chodziło m.in. o pozbycie się Neymara, którego Mbappe nie darzył sympatią i sprowadzenie na Parc des Princes skutecznego snajpera. Prezes PSG miał obiecać, że tak się stanie, a obaj na liście wysoko umieścili nazwisko Roberta Lewandowskiego.   

Prezes Al Khelaifi miał ponoć rozmawiać o transferze z Polakiem, ale Lewandowski chciał do Barcelony, a PSG przy dość szerokiej liście płac i dużych nazwiskach w ofensywie żadnego napastnika ostatecznie nie zakontraktowało. Neymara też nie miało zamiaru się pozbywać.  

Na wojennej ścieżce z Neymarem. Mbappe rozmontował szatnię

Trio Mbappe-Messi-Neymar to w teorii wymarzony atak każdego klubu. W praktyce tak różowo nie jest. Francuz nie lubi się z Neymarem, choć ujmuje to dyplomatycznie. - Od zawsze mieliśmy relację opartą na szacunku, ale mieliśmy też lepsze i gorsze chwile - mówił Mbappe we wrześniu.

Z tym szacunkiem też bywało różnie, szczególnie gdy podczas sierpniowego meczu z Montpellier Mbappe nie wykorzystał rzutu karnego, ale brał się za kolejny i na boisku stoczył wymianę z Neymarem, który już ustawiał sobie futbolówkę na 11 metrze. W szatni miało dojść do awantury. Kolegom z zespołu udało się ich rozdzielić, ale sytuacja miała wyglądać groźnie. Brazylijczyk dodatkowo podgrzał atmosferę po meczu i polubił wpis na Twitterze, w którym kibic ośmieszył Francuza jako wykonawcę rzutów karnych. 

Przepychanki z Neymarem to wynik ogólnego problemu w szatni PSG, która jest podzielona na frakcje -  francuskojęzyczną i latynoamerykańską. To na prośbę Mbappe działacze przy przedłużaniu umowy mieli też nieco rozmontować tę drugą grupę, co dałoby Kylianowi większy posłuch. Czy tak rzeczywiście było? Fakty są takie, że w ostatnim okienku transferowym nie przedłużono kontraktu z Angelem Di Marią, z klubu odszedł też Rafinha. Wypożyczeni zostali natomiast Leandro Paredes, Mauro Icardi,  Ander Herrera, a klub próbował pozbyć się też Keylora Navasa. 

Francuski dziennik "L’Équipe" podawał, że coraz więcej graczy Paryżan, również tych dotąd neutralnych czy przyjaznych Kylianowi, jest niezadowolonych ze statusu, jaki Mbappe otrzymał po przedłużeniu kontraktu. Od 23-latka mieli odwrócić się zawodnicy, tacy jak Hugo Ekitike, Nordi Mukiele, Achraf Hakimi czy Presnel Kimpembe. Zawodnicy PSG twierdzą, że jeszcze w maju tego roku współpraca z Kylianem Mbappe układała się dobrze. Jedno ze źródeł z wnętrza drużyny mistrzów Francji wyjaśnia, że obecnie 23-latek jednego dnia przyjeżdża do klubu uśmiechnięty i zadowolony, a następnego nie patrzy na nikogo i nie mówił ani słowa. 

Klub sam hejtował piłkarza? 

Jak sugerowały media, a konkretnie portal mediapart.fr, klub jeszcze podczas poprzedniej negocjacji kontraktu sam postanowił sprowadzić na ziemię swego gracza. Działacze mieli zatrudnić zewnętrzną agencję, która za pomocą fałszywych kont na portalach społecznościowych reagowała na wrogie klubowi działania mediów i innych osób. Tę firmę postanowiono jednak też kilka razy użyć, by trochę utemperować Mbappe, niejako głosem kibiców. Pomysłodawcą był były dyrektor komunikacji PSG Jean-Martial Ribes. 

PSG oczywiście szybko tym informacjom zaprzeczyło, ale niesmak pozostał. To obrazuje, jak trudne były ostatnie negocjacje dotyczące przedłużenia wygasającego w wakacje kontraktu. Umowa to jedna czwarta sezonowego budżetu PSG. Katarczycy, którzy nie tak dawno zostali ukarani za łamanie zasad finansowego fair-play, znów mocno sięgnęli do kieszeni. Pytanie, co zrobią, by nie podpaść pod łamanie przepisów o Zrównoważonym Rozwoju Finansowym (zastąpiły one finansowe fair-play)?

Jeśli Mbappe zostanie w Paryżu do 2025 r., klub wyda aż 630 mln euro. Takich pensji z klubowych kont nie wypłacał jeszcze żaden prezes. Czego się jednak nie robi dla jednego z najlepszych piłkarzy na świecie?  

Przekonali się o tym działacze francuskiej reprezentacji. Stało się tak po tym, jak Mbappe odmówił udziału w reklamie jednego ze sponsorów kadry. Francuz zapewniał, że w sprawie nie chodzi o pieniądze, tylko przekonania. Nie chciał reklamować fast foodu, czy zakładów bukmacherskich. Piłkarski związek najpierw twardo obstawał przy swoim, potem zgodził się, że zmieni umowy marketingowe łączące reprezentantów z federacją, tak by piłkarze też mieli wpływ na to, co będą reklamować. Sprawa jest w toku, szczegółowo opisywaliśmy ją w tym miejscu.

Ta historia również mocno pokazuje jak wielki pozasportowy wpływy na francuską piłkę ma Kylian.  

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.