Czarny sezon we Francji. Wszyscy mają dość. "Degeneraci byli z siebie dumni"

Kacper Sosnowski
"Wytłumacz dziecku, dlaczego zawodnik trafiony w głowę butelką przez jakiegoś kretyna i leżący na murawie jest wciąż obrażany przez kilka tysięcy osób". "Dość tego!" - krzyczą media we Francji po przerwanym meczu Lyonu z Marsylią. A najgorszy na trybunach sezon określają wprost - jako "zagrożenie dla funkcjonowania Ligue 1".

"Nie mam słów, idziemy do domu, już tu nie wrócimy" - mówił cytowany przez "L’Equipe" Samuel, który na mecz Olympique Lyon z Marsylią przyjechał wraz z ośmioletnim synem. "Przyjechaliśmy na wielki mecz, a musieliśmy uczestniczyć w czymś takim" - dodaje kolejny z rozmówców "Le Parisien".

Zobacz wideo Eric Abidal pod wrażeniem Polaka. "On może być, tak jak Lewandowski, przykładem dla młodych piłkarzy"

"Degeneraci byli chyba dumni z tego, co zrobił jeden z nich"

Ani kibice, ani media nie mają wątpliwości, że francuski futbol jest zabijany przez grupę chuliganów, którzy na stadionach Ligue 1 cyklicznie urządzają burdy. I to z ich winy władze muszą zamykać stadiony częściej niż z powodu koronawirusa. Chuligani tak się rozzuchwalili, że dochodzi tam do absurdalnych sytuacji.

Jak choćby w trakcie niedzielnego hitu kolejki. Stadion Lyonu pierwszy raz w tym sezonie wypełnił się w komplecie. Na obiekt nie mogli przyjechać kibice gości, bo zabroniła tego prefektura Rodanu. Obawiała się zagrożenia bezpieczeństwa.

Olympique Marsylia już dwukrotnie była karana w tym sezonie przez komisję dyscyplinarną LFP - m.in. za rzucanie przez kibiców przedmiotów na boisko, odpalane race, ale i wtargnięcie fanów na murawę (tuż po meczu z Angers). Klubowi Arkadiusza Milika za te wykroczenia dostał po kieszeni i grał bez kibiców, a cały czas grozi mu odebranie jednego punktu w tabeli. Najbardziej krewkich zadymiarzy z Marsylii sąd nałożył już karę sześciu miesięcy więzienia w zawieszeniu.

Tyle że brak sprawiających problemy kibiców Marsylii w Lyonie nie zapobiegł kolejnej kompromitacji Ligue 1. Niedzielny hit został przerwany po ledwie 180 sekundach, choć szefowie grupy prowadzącej doping na głównej trybunie kilka razy apelowali o spokój. Na marne. Jeden z kibiców gospodarzy rzucił w wykonującego stały fragment gry Dimiti Payeta butelką. I choć podobnych sytuacji niemal w każdej kolejce jest niestety wiele, to tym razem butelka z dużą siłą uderzyła piłkarza prosto w twarz. Po meczu policja zatrzymała cztery osoby. Trzy za odpalanie rac lub rzucanie petard, jedną podejrzaną o ciśnięcie butelką w piłkarza. Domniemany sprawca skandalu znajduje się w areszcie z zarzutem "przemocy z wykorzystaniem narzędzia na imprezie sportowej".

Czy to uspokoi kibiców? Jak zaznaczają francuskie media, tym, co najbardziej może martwić, jest fakt, że cała trybuna, z której poleciał butelka, była zadowolona i fetowała fakt, że piłkarz gości boleśnie ucierpiał.

"Wytłumacz dziecku, dlaczego zawodnik brutalnie trafiony w głowę butelką rzuconą przez jakiegoś kretyna i leżący na murawie jest dalej obrażany przez kilka tysięcy osób. Ci degeneraci byli dumni z tego, co zrobił jeden z nich" - twierdzi w felietonie w "La Provence" Alexandre Jacquin. "Po roku zamkniętych z powodu koronawirusa stadionowych bram, nadchodzi sezon w piekle. Apele o spokój ze strony graczy i klubów nie mają żadnego znaczenia. Tak samo jak zbiorowe sankcje nakładane przez komisję dyscyplinarną ligi. Idioci wciąż są liczni. Jak długo to potrwa?" - zastanawia się dziennikarz.

"Przerwanie meczu było absolutną koniecznością, nie było co do tego dwóch zdań. Wiemy, czym takie akty mogą się skończyć. To zagrożenie dla funkcjonowania Ligue 1. Czy znów mamy czekać, tak jak to było w Nicei, aż kibole wyjdą na murawę?" - zastanawia się Vincent Duluc, dziennikarz "L’Equipe". Przypomniał wydarzenia sprzed kilku tygodni, gdy w meczu Nieci z Marsylią, kibice ruszyli z trybun w stronę Payeta, gdy ten odrzucił w ich stronę jedną z rzuconych w jego stronę butelek.

"Jeśli przejdziemy do porządku po trafieniu w głowę, to co potem?"

Wokół próby wznowienia niedzielnego meczu jest we Francji sporo niedomówień. Godzinę po incydencie gracze Lyonu wyszli na murawę, by się rozgrzać. Kibice o odwołaniu meczu dowiedzieli się dopiero po niemal dwóch godzinach. Ponoć na wznowienie spotkania naciskały władze prefektury, choć sędzia zawodów już chwilę po incydencie zaprosił wszystkich do szatni i był przekonany, że spotkanie się nie odbędzie.

Zamieszki na meczach Ligue 1 we FrancjiNiespotykana agresja. Messi i Neymar wykonują rożne w kilka sekund ze strachu

- Bardzo dobrze, że arbiter był stanowczy. Bo jeśli przejdziemy do porządku nad trafieniem w głowę zawodnika, to co będzie potem? - komentował polityk i działacz administracji LFP Karl Olive w rozmowie z RMC Sport. - Co za obraz wysyłamy w świat dwa lata przed igrzyskami olimpijskimi? To nie do przyjęcia. Mam nadzieję, że zajmie się tym państwo i sam prezydent - dodał.

- W pełni wspieram Dimitriego Payeta. Potrzebujemy surowych sankcji oraz ogólnej, natychmiastowej i radykalnej świadomości wszystkich osób w piłce nożnej. Takie czyny muszą prowadzić przynajmniej do automatycznego zatrzymywania meczów - stwierdziła minister sportu Roxana Maracineanu.

Szósty mecz wstydu. "Dość tego" 

W poniedziałek w sprawie meczu w Lyonie spotka się komisja dyscyplinarna Profesjonalnej Ligi Futbolu (LFP), dzień później zaplanowano spotkanie ministrów spraw wewnętrznych, sportu i władz francuskiej piłki nożnej. Media liczą na surowe kary. Wcześniej z chuliganami obchodzono się łagodnie - zamykano tylko pojedyncze sektory lub stadiony, w poważniejszych przypadkach zarządzano ponowne rozegranie meczu.

Media przypominają, że w tym sezonie agresja kibiców i rzucanie z przedmiotów z trybun mogło skończyć się o wiele gorzej. W Marsylii w kierunku Lionela Messiego poleciał m.in. stary telefon komórkowy. Nikt nie chce nawet myśleć, co by się stało, jakby trafił w piłkarza.

Aminata Diallo, piłkarka Paris Saint-GermainPrętem po nogach. Paryż wstrząśnięty atakiem na piłkarkę. Policja przesłuchuje gwiazdy PSG

Takiej kumulacji problemów z kibicami nie było we Francji dawno. W ciągu kilku miesięcy policja i działacze ligi zajmowali się m.in. sprawą butelki, która trafiła w Valentina Rongiera i rozcięła mu wargę (mecz Montpellier z Marsylią), a do zamieszek na trybunach doszło też po ostatnim gwizdku. W Nicei mieliśmy szarpaninę kibiców z piłkarzami, w Lens obrzucanie się krzesełkami kiboli tej drużyny z chuliganami Lille i kilkadziesiąt minut przerwy w meczu, zanim kibiców udało się usunąć z murawy. A burdy na trybunach były też w Metz i Angers. W Saint-Etienne kilku kibiców weszło z odpalonymi racami na murawę. Pozostałe rzucone z trybun race powypalały siatki w bramkach i fragmenty boiska.

To dlatego po niedzielnym spotkaniu na pierwszych stronach gazet, królują nagłówki: "Żałosne" (Le Progres) "Dość tego" (La Marseillaise) czy "Starczy" (La Provence) i "Kolejny wieczór wstydu" (L’Equipe).

Więcej o: