Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Arkadiusz Milik w centrum "apokalipsy". "Ratuj się kto może!'

Arkadiusz Milik w 12 dni zdążył zadebiutować, strzelić gola, przeżyć ostrzał chuliganów i pożegnać zabiegającego o niego trenera. A do tego dochodzi spór prezesa z "dziką hordą", kryzys sportowy i niepewność tego, kto poprowadzi marsylczyków. To wszystko przed meczem z PSG.

Zacznijmy od pozytywów. Niecałe 24 godziny przed środowym meczem z Lens (2:2 i gol Milika) i na 5 dni przed starciem z PSG, działaczom OM udało się znaleźć sztab trenerski. Marsylię poprowadzą Nasser Larguet i Philippe Anziani. Ten pierwszy od połowy 2019 r. szefuje akademii OM. Ostatni raz seniorski zespół prowadził w 2004, kiedy dowodził rezerwami Le Havre. Philippe Anziani to z kolei trener rezerw OM, ale w przeszłości pracował w Ligue 1 - w Sochaux, Bastii czy Nantes. W trudnej misji pomoże im Laurent Spinosi, trener bramkarzy. Wszystko przez to, że z dnia na dzień pożegnał się Andre Villas-Boas. W trakcie konferencji przed meczem z Lens ponarzekał, pożegnał się i wyszedł. Francuskie media, które ostatnio pisały o chaosie w klubie, teraz używają już bardziej dosadnych określeń. W "apokalipsie Marsylii", o której pisze choćby "La Provence", ucieczka trenera nie dziwi.

Zobacz wideo "Myślę, że Milik nie zapomniał o Juventusie, a Juventus o nim"

Sensacja w Liverpoolu! Mistrzowie Anglii przegrali na własnym stadionie z BrightonSensacja w Liverpoolu! Mistrzowie Anglii przegrali na własnym stadionie z Brighton

"Milik mierzył poziom ironii sytuacji". "Ratuj się kto może!"

- Nie chcę już tu pracować. Nie mogę zaakceptować tego, co się dzieje. Nie podoba mi się polityka transferowa klubu - wyjaśniał Portugalczyk na konferencji prasowej i punktował: Olivier Ntcham. To, że do nas dołączył, nie było moją decyzją. Powiem więcej. Ja go tu nie chciałem - mówił. - Jak sprzedajesz zawodnika i chcesz mi wstawić innego, który w żaden sposób nie zastąpi tego, który odszedł, to trudno to zaakceptować - przyznał. Dodał, że o odejściu do Herthy Nemanji Radonjica również dowiedział się po fakcie.

Villas-Boas, który zaznaczył, że nie chce od Marsylii żadnych pieniędzy, a jedynie sprawnego rozstania, swoją decyzję zakomunikował zawodnikom w szatni tuż przed treningiem. "L’Equipe" opisuje, że młodzi jak Papa Gueye byli bardzo zaskoczeni, inni, jak trafiony w weekend przez kibiców pociskiem Alvaro Gonzalez wydawali się mieć swoje problemy, a "uważny obserwator Arkadiusz Milik, mógł tylko mierzyć poziom ironii tej sytuacji". To właśnie Polak był jednym z graczy, o których Villas-Boas zabiegał. Marsylia prowadziła rozmowy z Napoli już od grudnia. Przeznaczyła na polskiego snajpera sporo pieniędzy (około 8 mln euro + 4 bonusów za transfer i między 3,5 – 4,5 mln netto rocznego kontraktu dla gracza). Milik, po tym jak ledwo uścisnął sobie z Portugalczykiem rękę na przywitanie, teraz usłyszał od niego: "mam dość, nie szanuje się mnie, odchodzę". Druga wersja trenerskiej dezercji przedstawiana przez informatora "L’Equipe" jest nieco inna.

- Okno transferowe dało mu tylko alibi. On widział, że drużyna mu już uciekła, bał się kolejnych porażek, w tym przegranej z PSG. W maju nie chciał przedłużyć z klubem umowy. Był osobą niepewną - tłumaczy rozmówca gazety, która jego odejście skomentowała wielkim tytułem "Ratuj się kto może!".

Francuzi nie mają wątpliwości ws. Arkadiusza Milika po pierwszym golu w MarsyliiFrancuzi nie mają wątpliwości ws. Arkadiusza Milika po pierwszym golu w Marsylii

Sportowy kryzys

W Olympique gasić trzeba kilka pożarów jednocześnie. Obok kryzysu instytucjonalnego, trwa sportowy. Po tym jak w sezonie 2019/20 Marsylia zdobyła wicemistrzostwo kraju, miała zająć się raczej gonieniem PSG, a nie liczyć straty. Wśród trzech ostatnich porażek, była też ta z ostatnią drużyną Ligue 1 – Nimes.

Środowy mecz z Lens nie bardzo poprawił nastroje. Dwa gole Marsylii były bardziej wynikiem przypadku i szczęścia niż przemyślanych akcji. Gospodarze wyrównali w drugiej połowie i mogli wygrać spotkanie, ale ostatecznie stanęło na 2:2. To i tak lepiej niż w debiucie Milika, gdy Marsylia w starciu z Monaco wypuściła prowadzenie, by ostatecznie przegrać 1:3. Na siedem tegorocznych spotkań wygrała tylko jedno.

Do zimowych słabych występów w lidze, miejsca w środku tabeli i powiększającej się straty do lidera i strefy pucharowej, doszedł też blamaż w Europie. Ekipa z Orange Velodrome kończyła fazę grupową Ligi Mistrzów z sześcioma porażkami i jednym skromnym zwycięstwem. To wszystko po siedmiu latach wyczekiwania na najbardziej prestiżową europejską rywalizację. To jednak nie same wyniki skłoniły Villasa-Boasa do opuszczenia OM. Doszły do nich zgrzyty i nieporozumienia z władzami klubu. Do tych dotyczących transferów, które chyba przechyliły czarę goryczy, trzeba dołożyć też rozstanie się przez Marsylię z byłym dyrektorem sportowym klubu Andonim Zubizarettą. Villas-Boas cenił go dużo bardziej niż Pablo Longorię, z którym ostatnio musiał współpracować. Być może to właśnie ze względu na odejście Zubizaretty Portugalczyk nie chciał przedłużyć umowy z OM wiosną ubiegłego roku.

99 proc. pracowników klubu było marsylczykami

Postacią, która wywołała w klubie chaos – przynajmniej dla kibiców - stał się jej prezes Jacques-Henri Eyraud. Przez ultrasów właściwie od początku odbierany był jako paryski przedsiębiorca, co już stawiało go w złym położeniu. Dodatkowo wpływowym grupom kibiców nie spodobał się jego sposób komunikacji i decyzje, które po jakimś czasie podejmował w klubie. Uznał za niezrozumiałe, iż w klubie pracuje tak duża liczba marsylczyków i klubowych fanów. Zaczął z ich usług rezygnować. Obcinał stanowiska lub zwalniał i zatrudniał osoby z lepszymi kompetencjami.

- Uderzyło mnie to, że 99 proc. pracujących w klubie osób pochodziło z Marsylii. To było niebezpieczne i ryzykowne. Zaobserwowałem np. jak duży wpływ na ich postawę miały porażki drużyny - wyjaśniał na jednej z konferencji. Tłumaczył też, że pracowników zamykanej OM TV nadawanej niegdyś na satelicie i kablówkach chciał wykorzystać do tworzenia klubowej platformy internetowej, rozwoju mediów społecznościowych, ale połowa z nich "nie była w stanie robić nic innego niż to, do czego była przyzwyczajona od lat" - opisywał.

Kibice mają mu za złe nie tylko pozbycie się ich z klubu, ale też złą politykę finansową w trudnym czasie pandemii, z czym wobec sumy długów OM trudno polemizować.

Chce walczyć z "dziką hordą"

Niedawny atak chuliganów OM i wdarcie się do klubowego centrum treningowego było wymierzone m.in. właśnie w Henriego Eyrauda. Kibice mieli też sporo pretensji do błyszczącego w ostatnim sezonie Dimitriego Payeta, który daleki jest od swej najlepszej formy. Fani krytykowali go za mało sportowy tryb życia i zbędne kilogramy. - Nie możemy dłużej znosić kaprysów gwiazd - mówił reporterowi RMC Sport jeden atakujących centrum treningowe kibiców. Przypomnijmy, że w ostatni weekend pseudokibice obrzucili klubowe budynki i samochody racami i petardami, strzelali z rakietnic, spalili pięć drzew, wdarli się do szatni. Pociskiem oberwał jeden z piłkarzy. Szkody spowodowane tym wybrykiem sięgnęły kilkuset tys. euro. Lekko rannych zostało siedmiu policjantów. Zatrzymano 25 osób. Marsylia musiała odwołać czekający ją wtedy mecz z Rennes.  

Barcelona była o włos od odpadnięcia z Pucharu Króla. Potworne męczarnie i awans po dogrywceBarcelona była o włos od odpadnięcia z Pucharu Króla. Potworne męczarnie i awans po dogrywce

Naprawieniem szkód materialnych zajęto się szybko. Działaczom OM dłużej zajmie jednak wychodzenie na prostą z kryzysu administracyjno-sportowego. Zdaniem RMC Sport poszukując nowego trenera, będą celowali w kogoś z renomą. Przyjście znanego trenera miałoby jednak nastąpić na początku lata i zakłada tymczasowego szkoleniowca na najbliższe kilka miesięcy. Na giełdzie wielkich nazwisk był m.in. Mauricio Sarri, ale według brytyjskich mediów Włoch nie byłby pracą w OM zainteresowany. Pewnie niebawem objawią się kolejne nazwiska.

Kibice na razie bardziej interesują się przyszłością prezesa Henriego Eyrauda, którego wzywają do odejścia. Zaufany człowiek amerykańskiego właściciela klubu Franka McCourta nie ma jednak zamiaru "dawać tym osobom tego, o co proszą". Zresztą w rozmowie z Canal+ dodał, że chce walczyć z tą "dziką hordą", która przybyła do ośrodka szkoleniowego, by "wszystko zniszczyć". Wiele wskazuje zatem na to, że kolejne tygodnie mogą być dla Marsylii ważne nie tylko z powodu meczów z PSG, Bordeaux, czy Niceą, ale też przez wzgląd na to, co wydarzy się obok wielkich francuskich stadionów.