Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Francuzi w szoku po napaści kibiców na piłkarzy. "Marsylia traci głowę"

Ogień, napaść na piłkarzy, straty na kilkaset tysięcy euro. "Ten wybuch przemocy zagroził życiu osób przebywających na terenie obiektu" - pisze w swym oświadczeniu Olympique Marsylia. Francuskie media, opisując sobotni atak na centrum treningowe klubu, też nie przebierają w słowach.

"OM jest w chaosie", donosi na swej pierwszej stronie "La Provence" ilustrując artykuł widokiem na Marsylię z płonącą częścią centrum szkoleniowego Roberta Louisa-Dreyfusa. Te obiekty w sobotnie popołudnie zaatakowali klubowi chuligani. Dziennik sobotnie wydarzenia opisuje jako "zdumiewające sceny" i nadmienia, że złość kibiców niezadowolonych z funkcjonowania działaczy i wyników piłkarzy, nie skończy się szybko.

Zobacz wideo "Myślę, że Milik nie zapomniał o Juventusie, a Juventus o nim"

"Rozumiem frustrację i złość kibiców. Ale nie możemy zaakceptować sposobu jej pokazywania" - mówił w rozmowie z wydawanym na południu tytułem były prezes Olympique, Bernard Tapie.

Arkadiusz MilikBrat Arkadiusz Milika ujawnił kulisy jego transferu do Marsylii. "Nie chodziło o pieniądze"

"Marsylia traci głowę"

"La Dépêche du Midi" ujął sobotnie wydarzenia jeszcze dosadniej. "Marsylia traci głowę" a "Le Parisien" poprzestał na informacyjnym tytule: "Gniew, starcia i przełożony mecz".

"L’Equipe" napaść na piłkarzy obrazuje fotografią zniszczonego wejścia do centrum treningowego. Artykuł opatrzono hasłem "Przeciw swojemu obozowi". W jednym z kilku poświęconych sprawie tekstów dziennikarka Melisandre Gomez zastanawia się: "Gdzie jest pasja i miłość do swego klubu, kiedy jego kibice idą zastraszać zawodników i niszczyć ich centrum treningowe?". Kilka akapitów później autorka podsumowuje: "Są chwile chwały i euforii i smutne okresy w roku. Czasami w cieniu chwały, trzeba spędzić całe dekady, ale bez względu na wszystko, kiedy jesteś kibicem, to zawsze wspierasz".

Głos przez klubowe media zabrali też dwaj zawodnicy OM.

"Jestem piłkarzem Olympique od 13 lat. Wiem wszystko o tym klubie. Wiem, jaką miłość i frustrację może wzbudzać bycie jego kibicem. Ale sobotnie wydarzenia są nie do przyjęcia. Kryzys sportowy w żaden sposób nie może usprawiedliwić takiej fali przemocy"- napisał Steve Mandanda, który w sobotnie popołudnie wyszedł do kibiców i próbował z nimi rozmawiać. Podobnie zrobił też Alvaro Gonzalez, który zresztą został trafiony jednym z pocisków przez kibiców. Ci tłumaczyli później, że był to wypadek. Hiszpan sprawą zdawał się jednak nie przejmować.

"Przyjechałem do Marsylii ze względu na historię i pasję, która otacza ten klub. To miasto jest cudowne, wszyscy kochamy OM, ale to, czego doświadczyliśmy, nie może się już nigdy powtórzyć"- napisał cytowany przez oficjalną stronę.

Klub w swoim oświadczeniu podsumował straty i potępił zachowanie

"Ten wybuch przemocy zagroził życiu osób przebywających na terenie obiektu (zawodników, personelu, ochroniarzy). Doszło do kradzieży oraz uszkodzeń samochodów. Spalono 5 drzew. Szkody wewnątrz budynków sięgają kilkuset tysięcy euro." - czytamy w komunikacie.

"To, co wydarzyło się tego popołudnia, wymaga największej surowości dla bandytów, którzy twierdzą, że są kibicami, ale niszczą obiekty i grożą pracownikom i graczom swego klubu" - napisał prezes klubu Jacques-Henri Eyraud, zaznaczając, że OM przekazuje policji nagrania z kamer i pomaga w namierzeniu sprawców. Niezadowoleni z ostatnich wyników, kibice swoją złość kierowali w sobotę głównie przeciw niemu, zarzucając prezesowi OM fatalne zarządzanie

Przypomnijmy, że w sobotnie popołudnie pod centrum treningowe OM przyszło 400 agresywnych kibiców. Grupa 50 osób wdarła się na sportowe obiekty, a nawet do szatni graczy. Chuligani obrzucali budynki i samochody racami i petardami, strzelali z rakietnic. Lekko rannych zostało 7 policjantów. Zatrzymano 25 osób, 18 do niedzielnego poranka wciaż było w areszcie. Po tych zamieszkach klub poprosił o przełożenie planowanego na sobotni wieczór meczu ze Stade Rennes. W spotkaniu miał zagrać nowy nabytek klubu Arkadiusz Milik, który też był świadkiem chuligańskich wydarzeń. Sport.pl przy tym transferze zwracał uwagę na trudną specyfikę funkcjonowania w Marsylii, jednego z najbardziej niebezpiecznych miast Europy. Często celem grup przestępczych padają tam piłkarze. Są okradani, a czasem terroryzowani. 

Virus Outbreak FranceMiasto zbrodni, jedno z najniebezpieczniejszych w Europie. Milik trafił z deszczu pod rynnę