Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Miało się go czasem ochotę zabić, bo przeczołgał cię jak psa. Tyle że to przynosiło efekty". Pochettino już rządzi w PSG

Marcelo Bielsa zabiegał o niego w środku nocy. Diego Maradona chciał dzielić z nim pokój. Jako kapitan na kolegów się nie darł, zawsze szukał porozumień. Karierę trenerską zaczął jak kamikadze, ale dokonał cudu. Piłkarze go cenili, choć za "czołganie jak psa" mieli też ochotę zabić. Teraz Mauricio Pochettino zadebiutował na ławce trenerskiej PSG. Na razie bez efektów. Mistrz Francji zremisował z Saint-Etienne 1:1.

Chociaż od zwolnienia z funkcji trenera Tottenhamu minął ponad rok, to Mauricio Pochettino do powrotu na trenerską ławkę podchodził spokojnie. Rozmawiał z wieloma klubami w tym z Benfiką, Monako, Manchesterem United, a prawdopodobnie spotkał się też z przedstawicielami Realu Madryt. W Barcelonie wypił natomiast w barze kawę z Josepem Bartomeu. Co prawda, pracując jeszcze dla "Kogutów" w jednym z wywiadów powiedział, że "wolałby wrócić na swą farmę w Argentynie, niż prowadzić Blaugranę", ale potem tę kwestię prostował, tłumacząc, że nie chciał urazić ekipy z Camp Nou, a jedynie zaznaczyć swe przywiązanie do Espanyolu. W tym klubie grał i zaczynał swoją trenerską przygodę. Co do pracy na farmie, to też nie było w tym złośliwości. Argentyńczyk uczęszczał do technikum rolniczego. Farma i pole to jego druga pasji. Druga, bo jako kilkunastoletni chłopak Pochettino wstawał o 5 rano, jeździł na uczelnie, po zajęciach siedział nad książkami w domu, tak by pod wieczór mieć jeszcze czas na treningi piłkarskie.

Zobacz wideo Serie A. Fatalna interwencja Szczęsnego w meczu Juventus - Udinese 4:1 [ELEVEN SPORTS]

- Wracał z nich niekiedy o 22.00. Ze wszystkimi swoimi obowiązkami radził sobie jednak znakomicie. Nie trzeba go było ani rano budzić, ani przypominać mu o jakiś zajęciach - wspominała jego matka Amalia Trossero. Typem pracusia został do dziś, choć to futbolowi oddał się bezgranicznie. Mocno przyczynił się do tego Marcelo Bielsa i jego nocny najazd na dom państwa Pochettino.

Nocny skauting, czyli słoń w łóżku

Pewnego zimowego dnia Bielsa pracujący w akademii Newell’s Old Boys, organizował nabór dla młodych graczy. Robił go w Santa Isabel, 30 kilometrów od Murphy, rodzinnego miasta Pochettino. Miał się na nim pojawić 14-letni Mauricio. Został zaproszony na zajęcia przez Jorge Griffa, dyrektora klubu, który opowiedział już trenerowi młodzieży o "wysokim jak na swój wiek i chudym chłopaku z dużym potencjałem". Dodał też, że młodzian uczęszcza na treningi do Rosario Central, ekipy lokalnego rywala. Obaj panowie byli rozczarowani, że tego dnia Pochettino nie zobaczyli. Ten doznał akurat lekkiego urazu kolana i ojciec zadecydował, że chodzenie na jakieś dodatkowe treningi nie jest dobrym pomysłem. Bielsa o tym nie widział. Bał się, że piłkarza omamił już lokalny rywal z Rosario, więc postanowił działać szybko. Zadecydował, że jeszcze tego samego dnia pojedzie z Griffą do Murphy. Był to pomysł z gatunku absurdalnych, bo gdy panowie dotarli pod dom państwa Pochettino, było już grubo po północy. Cała rodzina znajdowała się w łóżkach. Pukanie do drzwi usłyszała pani Amalia. Gościom z lekkim strachem otworzono. Gdy ci wyjaśnili kim są i że przychodzą tu dla Mauricio, rodzice zaproponowali, że obudzą syna. Bielsa z Griffą zaprotestowali, spytali tylko, czy mogą go zobaczyć, śpiącego. - W tym łóżeczku wyglądał na wielkiego jak słoń - wspominał potem dyrektor Old Boys. Bielsa przyglądając się mu uważnie ponoć rzucił jeszcze w stronę rodziców: "Te nogi wyglądają na nogi bardzo dobrego piłkarza", a potem poprosił, by syn za kilka dni przyjechał na trening do Rosario. Nie do Central, a do niego. Po pierwszych zajęciach z Mauricio na boisku Bielsa był przekonany, że nocny skauting się opłacił. Pochettino zaczął trenować w Newell’s Old Boys, a Bielsa dbał, by w nowym klubie czuł się dobrze. Dość szybko zaczął też integrować chłopaka z pierwszą drużyną. Ten zadebiutował w niej w wieku 16 lat. Niedługo potem Bielsa został szkoleniowcem seniorów, a dla Newell’s Old Boys zaczęły się złote czasy. Z Mauricio w obronie drużyna zdobyła dwa mistrzostwa Argentyny. To w tym klubie przyszła nadzieja argentyńskiej piłki po kilku latach spotkała też krajowego Boga futbolu.

Diego, wyłącz telewizor!

Diego Maradona, który w Rosario pojawił się na jeden sezon, sam zaproponował, by 21-latni Mauricio dzielił z nim pokój podczas zgrupowań. Tak oto Pochettino, który jeszcze niedawno wieszał nad łóżkiem plakaty Diego, teraz był jego kompanem. Nie wpatrywał się jednak w Maradonę jak w obrazek. Gdy przeszkadzało mu, jak gwiazdor za długo oglądał telewizję, zwracił mu uwagę. Diego był dla młodziana życzliwy, choć przekornie komentował pod nosem: "Ten gringo wydaje mi polecenia". Innego razu, gdy to Pochettino akurat włączył telewizor zobaczył jak Diego strzelał z wiatrówki do dziennikarzy.

Panowie niedawno mieli zresztą okazję powspominać stare czasy. Pochettino po zwolnieniu z Tottenhamu odpoczywał w Argentynie. W grudniu 2019 roku poszedł na mecz prowadzonej przez Maradonę Gimnasii La Plata. Jedno z ich ostatnich spotkań było bardzo emocjonalne.

Kapitan paryżan, który się nie darł

Sześć lat i sukcesy w ekipie z Rosario zaprocentowały transferem Pochettino do Espanyolu Barcelona. Tam Argentyńczyk grał przez 7 lat, cieszył się m.in. ze zdobycia Pucharu Króla. To był dla niego ważny czas jako dla piłkarza, choć dla późniejszej trenerskiej kariery istotne były też dwa intensywne sezony w PSG. Przez te dwa lata doświadczony, 29-letni sportowiec, miał na głowie nie tylko temat obrony PSG. Można zaryzykować twierdzenie, że w tym czasie mocno kształtowały się jego cechy przywódcze. Co prawda już pod koniec pierwszego okresu w Espanyolu, był wice kapitanem drużyny, ale kapitańską opaskę na stałe dostał dopiero w Paryżu. W szatni specyficznej i wielokulturowej, w której siedzieli i starsi i wschodzące gwiazdy, tacy zawodnicy jak Ronaldinho, Jerome Leroy, Mikel Arteta, czy Nikolas Anelka.

Pochettino od początku swej przygody z PSG miał i u młodszych i u starszych poważanie. Prawdopodobnie pomagał mu jego wiek (by jednym ze starszych) oraz to, że był reprezentantem swojego kraju. Ważny był też jego sposób bycia. Ówczesny trener PSG Luis Fernandez przyznał po latach, że chciał zrobić go kapitanem swojej drużyny na dzień dobry, ale ostatecznie uznał to za nieco rewolucyjny pomysł. Opaskę tak dla zachowania standardów dał mu po pierwszym sezonie. Jego koledzy z paryskiej szatni wspominali w "L’Equipe", że był to naturalny wybór.

-On nigdy nie był z nikim skonfliktowany, zawsze raczej szukał porozumień, zawsze działał ze spokojem - komplementował go Lionel Letizi, ówczesny bramkarz ekipy w Parc des Princes.

-Niby był ostry i zdecydowany, ale nigdy nie darł się na kolegów - dodawał inny golkiper, Jerome Alonzo. -Charyzmatyczny, z wielkim entuzjazmem. Zawsze był ciekaw spraw związanych z zarządzaniem drużyną - przekazywał swoje spostrzeżenia Eric Brondel, dawny menadżer ds. Sportowych, który zwykle opowiadał mu o miastach, w których będą grać. Nie tylko on potwierdza, że Argentyńczyk interesował się wszystkim. Od hoteli, w jakich zespół będzie zakwaterowany, aż po posiłki, które miały być spożywane na śniadaniu poprzedzającym trening. Był też kapitanem niezwykle pomocnym dla sztabu szkoleniowego. Przed meczami często rozmawiał z asystentami Fernandeza o swoich odczuciach, obrazował puls szatni, zwracał uwagę na słabe i mocne strony graczy ich aktualną formę, radził na kogo postawić, a nawet w pewien sposób przygotowywał graczy do występu. Gdy Fernandez, w Pucharze Ligi chciał postawić na siedzącego wtedy na ławce Jeroma Alonzo, motywującą rozmowę z golkiperem odbył właśnie Pochettino. - Mówił mi, że mam jakość, że jeśli Fernandez chce na mnie postawić, to nie aby sprawić mi przyjemność, tylko dlatego, że się nadaje. Że muszę się rozwijać, opisał mi to, na co zwrócił uwagę podczas treningów, wyłuszczył słabe i mocne strony. Czułem wtedy wielki spokój - wspomina bramkarz.

Sam Pochettino w wywiadach z dziennikarzami podkreślał wtedy, że w roli kapitana czuł się dobrze, choć jedną z rzeczy, którą chciał usprawnić był jego francuski. W tym języku zwracał się do swoich kolegów, a po roku we Francji nie mówił w nim jeszcze płynnie. Francuskie media w tamtym czasie wspominają go z uśmiechem, tym bardziej, że trochę im pomógł. Po tym jak w pewnym momencie gracze PSG dostali obniżki pensji, podburzani przez Frederica Dehu, przez kilka tygodni nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami. To Pochettino wykonał pierwsze kroki, by komunikacja wróciła do normalności. PSG okazał się jedynym klubem w karierze Argentyńczyka, który na stałe powierzył mu opaskę kapitańską. Takiej funkcji obrońca nie pełnił potem ani w Bordeaux, ani w Espanyolu, do którego wrócił na zakończenie kariery. To właśnie w stolicy Katalonii Pochettino stawiał potem pierwsze kroki w trenerskim fachu. Stawiał jej w towarzystwie pań.

Tryb kamikadze i cud w Espanyolu

Po zakończeniu piłkarskiej kariery w Espanyolu, Argentyńczyk z Barcelony się nie wyprowadził. Miał tam dom, chodził na trybuny ukochanego Stadionu Olimpijskiego, na którym wówczas grał Espanyol i poszedł też na kurs trenerski (w Madrycie). Praktyki zaliczał w swoim niedawnym klubie w sekcji kobiecej. Koledzy trenerzy traktowali go jako pełnoprawnego członka sztabu, a piłkarki chętnie korzystały z jego rad.

-Spędzał całe dni na pracy z nami. Wyjaśniał, jak się ustawić, jak się komunikować, jak najlepiej wyprowadzać piłkę. Miał precyzyjne komunikaty i dobre pomysły - wspominała w "L’Equipe" Natalia Arroyo, obrońca drużyny.

Zaledwie miesiąc po tym jak Pochettino zrobił trenerską licencję, dostał propozycję od Espanyolu. Od razu zaproponowano mu rolę pierwszego trenera. Uznano, że będzie najlepszym strażakiem. Pożar w klubie był spory. Drużyna w 19 meczach wygrała tylko 3 razy. Zajmowała 18. miejsce w tabeli i dryfowała w stronę drugiej ligi. W sezonie miała już drugiego trenera, ale Jose Manuel Esnal nie bardzo sobie radził. Ryzyko powierzenia trudnej misji trenerskiemu żółtodziobowi było spore, ale z drugiej strony był on ikoną klubu i człowiekiem nadal świetnie znającym tamtejszą szatnię, rozumiejącą jej problemy, śledzącą każdy mecz.

-On zawsze był liderem i byliśmy przekonani, że szybko znajdzie przyczyny kryzysu, choć rzeczywiście nasza decyzja była ryzykowna – wspomina tamte wydarzenia Joan Collet, dyrektor i późniejszy prezes klubu.

-Mauricio wszedł wtedy w rolę trenera w trybie kamikadze, ale miał szczęście, że w szatni byli ludzie, których dobrze znał, gotowi do tego, by mu zaufać - wspomina Carlos Kameni, ówczesny bramkarz drużyny. - On nie był tylko naszym trenerem. Był naszym przyjacielem. Chcieliśmy, by mu si powiodło – dodaje.

Swój pierwszy mecz w roli szkoleniowca trenerski żółtodziób zapamięta. To było starcie z Barceloną w Pucharze Króla. Jego ekipie niespodziewanie udało się ugrać remis. W Primera Division jednak tak dobrze nie było. W jego pierwszych jedenastu meczach, Espanyol wygrał tylko jeden. Marnym pocieszeniem było, że chodziło o starcie Blaugraną, ta FC Barcelona jakoś mu leżała. Jego drużyna nadal była jednak na pewnej drodze do spadku. Pochettino ani na chwile się nie upuścił głowy. Skorzystał z przerwy na reprezentację i urządził drużynie wyjazdowe zgrupowanie. Dwa treningi dziennie, dużo rozmów, codzienne podbudowywanie graczy, wbijanie do głowy, że jeszcze nie wszystko stracone. I wtedy zdarzył się cud. Do końca rozgrywek Espanyol zdobył 25 punktów na 30 możliwych. Do tej pory żadna ekipa La Liga nie miała takiego finiszu. Znakomita passa pozwoliła utrzymać się w lidze na kolejkę przed końcem rozgrywek, a nawet zająć 10. pozycję. W następnym roku Espanyol był 11. W kolejnym sezonie do końca bił się o europejskie puchary. Skończył na 8. miejscu. Zawodnicy z tamtego czasu pamiętają, że gabinet trenera zawsze był dla nich otwarty. Pochettino działał trochę jak jego mentor Bielsa. Jakby było trzeba, to swych graczy też odwiedziłby w domu o północy.

- Jak tylko trafiłem do klubu interesował się wszystkim, co się u mnie działo. Pytał o rodzinę, o to co jadłem, czy dobrze śpię, czy dobrze mnie tu przyjęto, co myślę o tym i o tamtym. Wciągał mnie w swój projekt, obdarzając zaufaniem – wspominał Romaric. - Myślę, że to, dlatego młodzi piłkarze robili przy nim taki progres – dodaje Iworyjczyk. Swoją drogą żadna inna drużyna od prowadzonego przez niego Espanyolu, a w przyszłości także Tottenhamu nie miała młodszej ekipy. Bielsa mógł mu wysyłać SMS-a: "Buen trabajo"

"Miało się czasem ochotę go zabić, bo przeczołgał cię jak psa"

Dobra atmosfera bynajmniej nie oznaczała luźnego podejścia do treningów. Pochettino, który sam jest tyranem pracy, tego samego wymagał od swoich piłkarzy. Śrubę podkręcał mocniej chyba w każdym kolejnym klubie. Gdy przyszedł do Southampton, potroił liczbę treningów. To dlatego jeden z jego byłych graczy Jack Cork powiedział, że aby wytrzymać w reżimie Argentyńczyka, "trzeba było mieć dwa serca", a Pablo Osvaldo (Espanyol, Southampton) dodał: "Miało się czasem ochotę go zabić, bo przeczołgał cię jak psa. Tyle że to przynosiło efekty"

Gareth Southgate opisał kiedyś, że największą zmianę Tottenhamowi Pochettino zafundował właśnie na szczeblu fizycznym. Rozwinął drużynę stawiając m.in. na pressing. W ten sposób stworzył bardzo skuteczną maszynę. Między sezonami 2015 - 2017, żadna ekipa w Premier League nie zdobyła więcej punktów (156), nie strzeliła więcej goli (155) i nie straciła mniej bramek (61) niż jego Tottenham. “Spurs” dzięki Pochettino złapali niesamowitą energię, która w 2019 roku zapewniła im też pierwszy w historii finał Ligi Mistrzów.

Jeśli PSG ściągnięciem Pochettino chciało pobudzić swoje gwiazdy do lepszej gry, to wydaje się, że wybrało dobrego człowieka. Jeśli ktoś będzie miał powiedzieć Neymarowi, by wyłączył telewizor i nie grał tyle na konsoli, to Argentyńczyk zrobi to szybko. Jeśli klub chce przekraczać kolejne granice, to Mauricio też wydaje się do tego właściwą osobą. Jeśli w najważniejszym dla siebie meczu tej zimy PSG chce triumfować nad Barceloną w 1/8 finału Ligi Mistrzów, to Pochettino już się do tego szykuje. Na razie swą drugą przygodę w Paryżu zaczął od wyjazdowego starcia z Saint-Etienne. Niezbyt dobrze. Faworyt stracił punkty po remisie 1:1.