Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wirusolog ogłosił, że wie jak pokonać koronawirusa. Ludzie ruszyli do aptek. Rozpętał potężną burzę

Eric Cantona znów bierze w obronę uciśnionych i znów w kontrowersyjnej sprawie. Były piłkarz, który ma już za sobą m.in. nawoływanie do rozbicia światowego systemu bankowości, staje publicznie w obronie wirusologa z Marsylii Didiera Raoulta. Raoult dla jednych jest "Mozartem epidemiologii", dla innych szarlatanem. Jedną z twarzy koronawirusowego kryzysu zdrowotnego we Francji. I sporów Marsylii z Paryżem.

Didier Raoult z Marsylii to "ofensywny napastnik, zwolennik leczenia koronawirusa hydroksychlorochiną" - pisał o lekarzu dziennik "L’Equipe". O hydroksychlorochinę i chlorochinę toczy się podczas pandemii globalny spór. Donald Trump chwalił się, że zażywa hydroksychlorochinę - dotąd najbardziej znaną jako lek na malarię i schorzenia reumatyczne - prewencyjnie, a prezydent Brazylii Jair Bolsonaro potrafi podczas publicznych wystąpień prezentować opakowania chlorochiny i zachwalać jej skuteczność. Ale tej skuteczności nie potwierdzają badania. Francja też podczas pandemii przeszła drogę od zachwytu nad tymi środkami, po zwalczanie tych, którzy je promują. Ale w przypadku doktora Raoulta w grę wchodzą jeszcze animozje między Marsylią a Paryżem. Marsylczyk Cantona, broniąc Raoulta, broni też - w swoim przekonaniu - swojego rodzinnego miasta przed wszechwładzą Paryża.

Wirusolog z Marsylii, z włosami sięgającymi do ramion, zyskał międzynarodową sławę, kiedy ogłosił, że wie, w jaki sposób pokonać COVID-19. O jego teoriach i badaniach szybko zaczęły pisać nie tylko francuskie dzienniki, a pod jego kliniką w Marsylii ustawiały się kolejki. 68-letni Raoult zaczął zamieszczać treści na kanale na YouTube i chętnie korzystał z innych mediów społecznościowych. Na Twitterze ma niemal 650 tys. obserwujących. Reklamę zrobił mu też sam Donald Trump, chwaląc pracę Francuza. Do Marsylii udał się nawet prezydent Francji Emmanuel Macron, by obserwować prace i porozmawiać z "wielkim naukowcem". Francuzi rzucali się do aptek, bo wirusolog ogłaszał, że hydroksychlorochina, syntetyczna wersja chininy, jest dobrym i tanim lekarstwem na problemy, które gnębiły cały świat. Zresztą duże partie leku zabezpieczyli też Amerykanie. W aptekach w Stanach Zjednoczonych wzrósł popyt na hydroksychlorochine. Niektórzy zaczęli ją stosować prewencyjnie, bez konsultacji z lekarzem, co w kilku przypadkach skończyło się źle. Jak informowały francuskie media, także nad Sekwaną zaczęło brakować tego leku, co mogło zrobić się niebezpieczne dla osób leczących schorzenia reumatyczne (to im do tej pory specyfik był najbardziej potrzebny).

Od idola do "jednej z twarzy kryzysu zdrowotnego"

Rozpoznawalny Raoult szybko zyskał też przychylność świata sportu, a przynajmniej jej marsylskiej części.

Jeden z francuskich dziennikarzy opublikował film na Twitterze, na którym naukowca wsparł Eric Cantona. Słynny napastnik Manchesteru United, który grał i urodził się w Marsylii, nie przebierał w słowach. "To jeden z najwybitniejszych badaczy na świecie. On jest fenomenem. Ale masz też tych paryżan w garniturach i krawatach, którzy uważają go za szarlatana. Ten szarlatan jest zatem jednym z największych naukowców na świecie" - oznajmił Cantona, określając profesora mianem "swojego idola". Skomentował w ten sposób niechęć Paryża, która w stosunku do Raoulta była wyraźna i to od początku. Media oskarżały naukowca o rozpuszczanie fake newsów (głównie prorządowe stacje), a on sam miał dostawać pogróżki. Paryscy naukowcy wytykali mu błędy. Badania Raoulta polegały bowiem na podawaniu leków wszystkim obserwowanym pacjentom, bez koniecznej dla wykazania pożądanego efektu grupy kontrolnej, która otrzymywałaby placebo. Profesor tłumaczył, że na placebo i grupę kontrolną nie mógł tracić czasu, bo mogło to narazić pacjentów na śmierć, a on chciał ratować wszystkich.

W Marsylii te kontrowersje od początku były mniejsze. Miasto wsparło swojego doktora. Cantona publicznie popierał go jeszcze kilka razy. Legenda Manchesteru United to jeden z największych oryginałów futbolu, ale to czasami bywała oryginalność na siłę. Np. dziesięć lat temu Cantona wzywał do światowej akcji obalenia systemu bankowego przez wypłacanie gotówki. Lubi się przedstawiać jako obrońca uciśnionych. A w tej sprawie bronił też czci swojej rodzinnej Marsylii, atakowanej - jego zdaniem - przez Paryż. Ale z czasem coraz mniej było racjonalnych argumentów, by stać za doktorem.

Światowa Organizacja Zdrowia w maju ostrzegła przed powszechnym leczeniem pacjentów chorych na COVID-19 chlorochiną i hydroksychlorochiną. W czerwcu wróciła do badań nad tymi specyfikami, by w lipcu ogłosić ich zakończenie: "nie zauważono dostatecznych korzyści ze stosowania hydroksychlorochiny w leczeniu COVID-19, lek może powodować powikłania kardiologiczne" - brzmiały najważniejsze słowa uzasadnienia.

Krajowe notowania Raoult’a spadały już wcześniej. Profesor opuścił rządowy naukowy komitet doradczy. Znalazł się nawet przed komisją śledczą Zgromadzenia Narodowego ds. koronawirusa, gdzie od jej przewodniczącej usłyszał, że jest "jedną z twarzy kryzysu zdrowotnego". Choć coraz więcej osób zaczęło się od niego odwracać, to w Marsylii jego poparcie dalej jest wysokie. Wspiera go 60 procent mieszkańców miasta, a zainteresowaniem cieszą się kolejne inicjatywy z nim związane. Co prawda do tej pory nie zdecydowano się na stworzenie muralu z jego podobizną - miał powstać na tym samym budynku, na którym przez ponad dekadę widniała twarz jednego z najsłynniejszych marsylczyków, Zinedine'a Zidane'a. Ale jedna z producentek świec, której sklep znajduje się na obrzeżach Marsylii, stworzyła coś, co przypomina gromnice, tyle że z podobizną profesora.

- To był żart. Nawet nie planowaliśmy tego sprzedawać. Ale wywołało to pozytywną reakcję i uratowało nam interes - mówiła francuskim mediom autorka projektu Carole Liautard. Zainteresowanie świecą stało się ogromne, kiedy opowiedział o niej znany fan Olympique Marsylia i YouTuber, Rene Malleville. - W dniu, w którym opublikował film, zamówienia wystrzeliły! Przypuszczam, że masowo zaczęli kupować je fani Olympique - komentowała Liautard.

Naukowiec dał szansę odreagowania sportowych porażek?

Olympique jest najmocniej wspieranym klubem we Francji. Mathieu Gregoire, dziennikarz "L'Equipe", podkreśla, że największą i "najbardziej aktywną politycznie" są South Winners '87. W marcu to właśnie ta grupa rozwinęła baner przed laboratorium profesora: "Marsylia i świat za profesorem Raoultem". W maju sam klub też pokazał swój baner na stadionie: "nadzieja pochodzi z Marsylii".

Fani z innej grupy kibiców w swym komunikacie wyjaśnili natomiast, że metody pracy profesora są tożsame z hasłem klubu. To hasło brzmi "Droit au but", czyli "prosto do celu". Kibicowanie Raoultowi ma wymiar społeczny, bo na linii Paryż- Marsylia od dawna panuje silna rywalizacja, która w niektórych obszarach przeradza się w antagonizmy. Przez paryżan wszystko, co poza ich miastem, określane jest mianem prowincji. Marsylia na tej mapie jest jednak szczególnie nielubiana. Inaczej mówiący i zachowujący się przedstawiciele stolicy Delty Rodanu to dla mieszkańców największego miasta we Francji "wieśniaki". Do niechęci społecznej dochodzi niechęć sportowa. PSG i Marsylia od lat 80. toczą wyrównaną walkę o krajowe trofea, bo PSG (założone w 1970 roku) szybko dorównało poziomem gigantowi francuskiej piłki. Od lat była nim Marsylia.

- Sprzeciw Raoulta wobec naukowców z innych części Francji był dla Marsylii ważny - skomentował sytuację w rozmowie z "The Times" Karim Attab, fan OM i prezenter radiowy. Jego zdaniem być może zastępuje on nawet sukcesy sportowe klubu, czy przypomina o tych najpiękniejszych czasach.

Chociaż OM zakwalifikował się w tym roku do Ligi Mistrzów, a w przedwcześnie zakończonym sezonie zdobył wicemistrzostwo kraju (pierwsze było PSG), to od 1993 roku do dziś z triumfu w Ligue 1 kibice cieszyli się tylko raz. Dziennikarz uważa, że profesor, który ogłosił, że jako pierwszy znalazł sposób leczenia koronawirusa, przypominał wśród lokalnej społeczności czasy zwycięstw. - W mediach społecznościowych hasztag #AJamaisLesPremiers (na zawsze pierwsi) w odniesieniu do pierwszego francuskiego triumfu klubu w Lidze Mistrzów (zresztą jedynego) został dostosowany do pracy profesora Raoulta. Chodzi o lokalną dumę - dodał Attab.

Mimo że Raoult nie okazał się zbawcą świata jeśli chodzi o koronawirusa, jego popularność w Marsylii szybko nie przeminie. - Marsylczycy kochają wszystko, co niezwykłe - uśmiecha się Liautard podczas rozmowy z "The Times", przygotowując do wysyłki kolejne świeczki z podobizną profesora.

Czytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .

Więcej o: