Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kibice AS Monaco ruszyli na Kamila Glika. Rzucali w Polaka kubkiem. Piłkarz był wściekły

Nerwowo było po przegranym 0:1 meczu AS Monaco w Nimes. Ultrasi z Księstwa zaczęli przechodzić przez ogrodzenie, grozili piłkarzom, rzucili napojem w kierunku stojącego najbliżej nich Glika. Zdenerwowanego Polaka odciągano do szatni. Klęskę w funkcjonowaniu klubu skomentował też Ludovic Obraniak. - Zniszczyli jego rozwój przez handel - stwierdził były reprezentant Polski.

Leonardo Jardim, trener AS Monaco pozostaje dziwnie spokojny. - Na razie się nie pali. Wierzymy w nasze utrzymanie. Wszystko jest zależne od naszych wyników - starał się tonować emocje szkoleniowiec, który w październiku został z klubu zwolniony, m.in. za słabe wyniki. Wtedy z 12 meczów wygrał jeden, choć prawdopodobnie przypuszczał, że trudno będzie o lepsze rezultaty. Jardim dobrze znał realia. Pracował w ekipie z Księstwa przez 4 lata. Zdobył z nią m.in. mistrzostwo kraju i doszedł do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Już przed początkiem nowego sezonu był sceptykiem. Mówił, że to będzie najtrudniejszy rok dla wszystkich w Monaco.

Zobacz wideo

Brzmiał jakby eufemistycznie sugerował, że nie można bez konsekwencji nieustannie drenować składu. To był kolejny rok w którym jego ekipa traciła swoich najważniejszych piłkarzy. Po odejściach Mendy'ego, Silvy, Mbappe, Bakayoko, Carrillo w poprzednim sezonie, teraz pożegnano m.in Moutinho, Lemara, Fabinho czy Diakhaby'ego. Oczywiście model funkcjonowania klubu, w którym ten sprzedaje za duże pieniądze swych wypromowanych czy utalentowanych graczy się nie zmieni, ale w czasie kilkunastu miesięcy z tą sprzedażą trochę przeszarżowano i okazało się, że witryna świeci pustkami, a i sam sklep ma problem z funkcjonowaniem. Teraz złość za wyniki, ale i grę spada na piłkarzy, o czym przekonał się m.in. Kamil Glik.

Kubkiem w Glika, ultrasi ruszyli na piłkarzy

Monaco przegrało bowiem wyjazdowy mecz z Nimes (0:1). Przegrało w słabym stylu. W odczuciu kibiców klubu piłkarzom zdecydowanie zabrakło walki i charakteru. Podczas gdy miejscowi cieszyli się z tej wygranej jakby właśnie zdobyli Puchar Francji, ultrasi z Księstwa zachowywali się agresywnie. Gdy po meczu podeszli do nich zawodnicy Monaco, kibice zaczęli przechodzić przez ogrodzenie. Niektórzy wskoczyli na murawę, ale szybko zostali zatrzymani przez ochronę. Najbliżej do agresywnej grupy podszedł Kamil Glik, słuchał obelg i patrzył na wyciągnięte w stronę drużyny środkowe palce ultrasów. W jego stronę poleciał nawet kubek z napojem, ale Polak stał twardo. Gdy zaczęło robić się niebezpiecznie, do Glika podeszła jedna z osób z ochrony, a potem Radamel Falcao i poprosili by odsunął się od kibiców. Prawdopodobnie to samo przekazała mu jedna z osób ze strony organizatora meczu, ubrana w garnitur. Polak był bardzo zdenerwowany, zaczął wymachiwać w jej stronę rękami, ale udał się do szatni. Szybko dołączyli do niego koledzy z drużyny, nie chcąc zaogniać sytuacji.

Obraniak: Zniszczyli rozwój klubu przez handel

Obecna słaba gra piłkarzy to jedno, kumulacja kontuzji, która przytrafiła się późną zimą to drugie. Wcześniej jednak trzeba by zastanowić się kto w Monaco miał w Ligue 1 walczyć i jak funkcjonował klub. Po tym jak działacze ogołocili jego sklepowe witryny próbowano jeszcze wymienić kierownika sklepu. Do Monaco zawitał Thierry Henry, ale po trzech miesiącach, gdy okazało się, że nawet mistrz świata nie jest cudotwórcą, na stadion Ludwika II znów wrócił Jardim. W lutym i w pierwszej połowie marca miał nawet serię meczów bez porażki. Od dwóch miesięcy w 7 spotkaniach jego drużyna nie wygrała jednak ani razu.

W tabeli przełożyło się to na 17. miejsce i 33 punkty. Tyle samo ma również Caen, które przez jednego gola ma gorszy bilans bramkowy. Jest pozycję niżej i zajmuje miejsce barażowe. 19. w tabeli Dijon ma tylko dwa punkty straty do Monaco –  to już strefa bezpośredniego spadku.

- Nie ma ognia, nie pali się czyli wszystko jest w porządku - uśmiechał się w studiu telewizji RMC Sport Ludowik Obraniak, nawiązując do słów Jardima. - Rzeczywiście jednak Monaco jest w poważnym niebezpieczeństwie. Nie dziwi mnie nawet tak bardzo poziom ich gry, ale polityka sportowa klubu. Teraz zbierają plony tego, co robili przez ostatnie lata. Zniszczyli dynamikę rozwoju klubu przez handel i ekonomię - dodał konsultant kanału i były reprezentant Polski.

Wydaje się, że Jardim wypowiedzią o braku ognia, chciał nieco uspokoić sytuację. Potem dodał już, że w meczu z Nimes jego drużynie brakowało odpowiedniej intensywności i wpływu na grę. Eksperci zaznaczają, że Monaco nie wyglądało jak drużyna, która walczy o życie, a taka która znalazła się w zupełnie obcej dla siebie sytuacji i nie bardzo wie co w niej zrobić. Zresztą Jardim po części się z taką oceną zgodził. - Moi gracze nie są przyzwyczajeni do intensywności wysiłku jaki nakłada walka o utrzymanie, być może chodzi też o ich mentalność. Tu trzeba grać z zaciętością, olbrzymim zaangażowaniem, wygrywać pojedynki - mam nadzieję, że tak zagramy w następnym meczu z Amiens - dodał trener. 

- Piłkarze, którzy przyszli tu ostatnio, może są dobrzy technicznie mają doświadczenie, ale to nie są gracze na walkę, czyli bardziej bicie się o utrzymanie, mówię m.in. o Fabregasie, czy Silvie. Jest różnica w walce o mistrzostwo i walce o przetrwanie. Tu jest presja pozytywna, tam presja negatywna – tłumaczył swój punkt widzenia Obraniak. Do postawy Polaka na boisku się jednak nie odniósł. Glik za przegrany mecz otrzymał od „L'Equipe” notę „4”. Średnia drużyny wyniosła 3,8. Do zakończenia Ligue 1 pozostały jeszcze dwie kolejki. Zespół Polaka za tydzień zmierzy się u siebie  z walczącym o otrzymanie Amiens, a na zakończenie sezonu z Niceą.

Więcej o: