Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ligue 1. Piłkarz legenda, trener zagadka. Thierry Henry z magiczną misją w AS Monaco

Chociaż do Francji długo miał niesmak, w Monaco czuje się jak w domu. To tu zdobywał pierwsze trofea, poznał Wengera, grał z Djorkaeffem, podpisał kontrakt z... Realem. Thierry Henry wrócił do Księstwa, już jako trener. Jego legenda, doświadczenie i magia mają szybko natchnąć ekipę Kamila Glika, bo sytuacja w klubie dobra nie jest.

Czarna marynarka, biała koszula, czarny krawat, biało-czarne buty. To na niego kierowane były wszystkie spojrzenia i kamery. Dziennikarze i goście zaproszeni do Yacht Club Monaco z podziwem, zachwytem, a najbardziej chyba pewnym podekscytowaniem patrzyli na eleganckiego człowieka, którego we Francji zna każdy. Piłkarski mistrz świata, mistrz Europy, triumfator Ligi Mistrzów, zwycięzca Premier League, Primera Division i Ligue 1, pięciokrotny król strzelców i... trenerski nowicjusz powrócił do Księstwa. To tu błyszczał jako junior. To tu zaczęła się jego seniorska kariera. To tu zawsze czuł się jak u siebie. Zresztą przed oficjalną prezentacją gdy stał niedaleko sali konferencyjnej, a reporterzy robili mu zdjęcia na dworze, na balkonie jednego z sąsiednich budynków zobaczył pana w szlafroku, z który uciął sobie uciął sobie miłą, spontaniczną pogawędkę. To jego były kolega z AS Monaco, Ali Benarabia, który zażywał właśnie masażu. Henry znów mocno się uśmiechnął. Francuscy dziennikarze skrzętnie odnotowali, że podczas trwającego z nimi 55 minut spotkania, Francuz uśmiechał się częściej niż Leonardo Jardim przez cały ten sezon.

Wielcy trenerzy

Portugalski trener, który niedawno został z klubu zwolniony być może lepiej zdawał sobie sprawę ze skali trudności, która czekała go obecnym sezonie. Po kolejnej wyprzedaży kluczowych zawodników stwierdził, że to będzie najtrudniejszy rok w Monaco odkąd jest w klubie. Nie pomylił się. Mistrzowie Francji z 2017 roku  zajmują obecnie 18. lokatę w Ligue 1, ale te problemy przy Henrym zeszły jakby na drugi plan. W Księstwie liczą m.in na aurę i legendę napastnika.

Piłkarza, który sympatię i uznanie wzbudził już w 1994 roku u Arsena Wengera. Trener znał jego dokonania z młodzieżowych drużyn Monaco i w sierpniu dał szansę na debiut w poważnej piłce. 17-latek razem ze swymi nowymi kolegami Djorkaeffem, Puelem, Thuramem, czy Petitem bił się o punkty z Niceą. Trzeba przyznać, że od najmłodszych lat miał od kogo się uczyć. Chociaż z Wengerem długo nie popracował to nazywał go swoim mentorem. Zresztą do tych szkoleniowców Henry miał szczęście. Jean Tigana doprowadził go z Monaco do mistrzostwa Francji i półfinału Pucharu UEFA. Pod jego wodzą Henry mocno się rozwinął. Młodzian, któremu coraz łatwiej przychodziło strzelanie goli trafił do notesów połowy europejskich potęg i ... słono za to zapłacił. Posłuchał złej rady, zachłysnął marką i zniecierpliwiony podpisał przedwstępną umowę z Realem Madryt. Pośredniczył w niej niezarejestrowany w FIFA agent. To skończyło się grzywną dla wszystkich stron, unieważnieniem dokumentu i niesmakiem.

To Tigana w ważnym i trudnym dla piłkarza momencie, gdy ten w głowie miał nie tylko futbol, potrafił przywrócić go na właściwe tory.

- Oddalałem się od moich sportowych obowiązków, ale on mi pomógł. To on zaprowadził mnie na mistrzostwa świata – podsumował gracz w jednym z wywiadów. W dalszej części swojej kariery problemów z koncentracja nad piłką już nie miał.

 12 lipca 1998 roku spełnił dziecięce marzenia. Gdy wrócił z pucharem mistrzów do kraju, powiedział, że chce grać w Arsenalu. Trafił tam z krótkim i nieszczęśliwym przystankiem w Juventusie, gdzie Carlo Ancelotti usiłował przekonać go, że będzie świetnym skrzydłowym. Na szczęścia dla Francuza nie trwało to długo, bo do wymarzonego Arsenalu ściągnął go Wenger. Tym razem panowie popracowali razem nie kilka tygodni, a 8 lat. Potem trafił jeszcze pod skrzydła Pepa Guardioli. W Hiszpanii grał ostatecznie nie w Realu, a Barcelonie.

Oddalony od Francji

Bagaż doświadczeń to z pewnością mocna strona Henry’ego. Tyle, że teraz nie biega już po boisku by strzelać gole, tylko uczy jak mają robić to inni. Do samodzielnej pracy przygotowywał się jednak długo. Od dawna wiedział jaką chce pójść drogą. Po zakończeniu kariery zrobił dyplom UEFA PRO. Kursy przechodził nie we Francji, tylko Wielkiej Brytanii, a dokładnie w Walii, która oferowała tryb przyspieszonych zajęć dla piłkarskich gwiazd. Fachu uczył się właśnie od Walijczyków, bo jak często podkreśla, oni mocno go inspirowali,

- O tych kursach mówił mi Patrick Vieira i Jens Lehmann. Sposób w jaki Walijczycy widzieli grę, ich filozofia bardzo pokrywała się z moją – tłumaczył Francuz.

Nie tylko Wyspiarze odcisnęli piętno na jego edukacji. To właśnie tam Henry poznał Roberto Martineza, z którym zresztą później współpracował. Dlaczego jeden z najlepszych nad Sekwaną graczy nie chciał edukować się i pracować we własnym kraju?

Po tym jak w swej ojczyźnie przeszedł przez upokarzające dla "Les Bleus" MŚ 2010, aferę związaną z wyrzuceniem ze zgrupowania Anelki, bojkot treningów, a później także kary zawieszenia dla Evry, Ribery'ego i Toulalana,  medialne pranie brudów i wyjaśnianiem sprawy w Pałacu Elizejskim - czuł  spory niesmak.

Bardzo długo ciągnęło się za nim też słynne zagranie ręką w polu karnym w barażowym meczu z Irlandią, dzięki któremu gola zdobył Gallas, a Francja do RPA w ogóle pojechała. "Dostali się na mundial oszukując" - grzmiały media, które porównywały go do złodzieja i oszusta. Piłkarz przeprosił, ale nic to nie dało.

- Z powodu tego co się stało on rzeczywiście bardzo cierpiał - przyznał potem Gerard Houllier, dawny trener Les Bleus. No to przynajmniej było wiadomo dlaczego karierę piłkarską kończył w USA, a za trenerkę wziął się na Wyspach.

Bundesliga. Paco Alcacer, nowy cesarz Dortmundu

Setki godzin futbolu

Pierwsze trenerskie kroki Henry stawiał z młodszymi piłkarzami ze szkółki Arsenalu, gdzie przyjęto go z otwartymi rękami. Praca z kadrą U19 dawała efekty, czego przykładem mogli być m.in. Alex Iwobi, czy Jay-Jay Okocha. Ten ostatni zadedykował mu kiedyś nawet jedną z ważniejszych bramek.

- Przed meczem dokładnie opisał mi co mam zrobić z obrońcą jak będę schodził ze skrzydła. Powiedział, że statystycznie ten sposób przynosi największą skuteczność. Posłuchałem i trafiłem, więc za rady podziękowałem -  tłumaczył potem Nigeryjczyk

Po pracy w Arsenalu, Henry pracował jako konsultant, ekspert, komentator Sky Sports. Zdaniem wielu był to bardzo dobry ruch i pomógł mu na różnych płaszczyznach. Po pierwsze poszerzył sobie bazę kontaktów, po drugie i najważniejsze zajmował się analizowaniem gry w jednej z najlepszych lig świata.

- Ten etap bardzo pomógł mu w sposobie myślenia o grze, zobaczenia co się sprawdza, a co nie. Co jest dobre, a co naraża drużynę na niepowodzenie – tłumaczył potem Roberto Martinez dla „L’Equipe”. Meczów Henry oglądał setki, bo oprócz tych w pracy, ligę francuską uważnie śledził także w domu. Dobrze płatna praca z pensją 5 mln euro rocznie, przerwana została przez ważną propozycję.

Refleksję, o tym, że Henry mógłby współpracować jako asystent w budowanej po Marcu Wilmotsie kadrze Belgii, pierwszy rzucił prawdopodobnie Ralf Rangnick, obecny trener RB Lipsk. To był głos niemieckiego eksperta, który oczywiście nie miał żadnego przełożenia na tamtejszą federacje, ale w Belgii ponoć ktoś tę opinię zauważył i przekazał pod rozwagę Martinezowi. Ten bez wahania wprowadził ją w życie. Uznał, że zawodnik tego formatu dla szykujących się na MŚ Belgów, będzie skarbnicą wiedzy i autorytetem.

Belgijski pomysł z francuską legendą wspierającą Hazarda, Lukaku czy De Bruyne’a skończyły się brązowymi medalami na mundialu.

Robert Lewandowski stracił miliony na aferze GetBack? Sztab Polaka komentuje

Zająć się obroną, natchnąć graczy

Ściągając Henry’ego do Monaco, Wadim Wasiliew też liczy na pewną aurę czy atmosferę sukcesu, którą gwiazda piłki powoduje. Tym bardziej, że filozofia Monaco pozostanie taka sama. Henry potwierdził, że jest gotowy na pracę z młodymi talentami, a ponieważ skład klubu w najbliższym czasie się nie zmieni, Francuz będzie pracował praktycznie z tymi samymi zawodnikami, co Jardim. Tylko efekty mają być inne. Henry nie powiedział jasno jaki cel został przed nim postawiony, ale nie ukrywał, że interesuje go podium ligi. Monaco musi zatem zacząć zdobywać punkty.

Najpierw Henry ma zająć się obroną drużyny. 10 defensywa ligi, która stracił 22 goli we wszystkich 12 oficjalnych meczach wliczając te międzynarodowe musi funkcjonować lepiej. Henrichs i Glik powinni przetrwać, ale Sidibe musi zostać „odrestaurowany” jak ujmuje to „L’Equipe”. „Jemerson powinien znów poczuć zaufanie jakim się kiedyś cieszył, a do tego trzeba będzie dołożyć oddech konkurencji w postaci choćby młodego Toure” – diagnozują w prasie francuscy dziennikarze.

Najważniejsze ma być jednak przywrócenie wiary we własne możliwości, co szkoleniowiec podkreślał na konferencji. Jeśli on nie będzie wstanie natchnąć choćby Youriego Tielemansa i Nacera Chadliego, z którymi współpracował w Belgii, to do przodu w Monaco nie ruszy już chyba nikt. Prędzej niż jego warsztat zadziałać me zatem magia. Co nowy szkoleniowiec może zrobić podczas najbliższego tygodnia, w którym jego drużyna zagra 3 spotkania? – zastanawiają się nad Sekwaną.  

- Czasami się pośmiejemy, wspólnie porozmawiamy, ale na końcu potrzebny będzie rygor – powiedział zdecydowanym tonem, a uśmiech zszedł z jego twarzy. Pierwsza próba Monaco z Henrym na ławce w sobotę wieczorem przeciw Starsburgowi.