Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nowy sezon w Sport.pl . Ligue 1, królestwo Paris Saint Germain. Porucznik Tuchel na tropie Ligi Mistrzów

Miejsce akcji: jedna z najtrudniejszych szatni w wielkim futbolu. Bohater: trener, który dotychczas wolał pójść precz niż pójść na kompromis. Thomas Tuchel plus Paris Saint Germain to przepis na coś pięknego: piękny futbol albo piękną awanturę.

Zaczęła się właśnie piłkarska wersja serialu o poruczniku Columbo. Tak obecną sytuację w  Ligue 1 opisuje „L’Equipe”: „W filmie o Columbo wszyscy już na początku odcinka się dowiadywali, kto jest sprawcą. A jednak ludzie ten serial kochali”.

I tak ma być z Ligue 1. W niej też główna zagadka jest rozwiązywana już na początku: mistrzem będzie Paris Saint Germain. Tak było w pięciu z sześciu ostatnich sezonów (a ten jeden wyjątek, mistrz AS Monaco 2017, dał widzom jeszcze większą pewność, że w kolejnym sezonie wygra PSG). Ale to nie oznacza, tak przynajmniej zapewnia „L’Equipe”, że ludzie tego serialu nie pokochają. Wszystko w rękach Thomasa Tuchela, młodej trenerskiej gwiazdy. Bo brak suspensu w serialu o Ligue 1 ma być zrekompensowany właśnie przez nową postać głównego bohatera: patrzenie na to, jakimi metodami porucznik Tuchel dochodzi do celu, jak pokonuje przeszkody i przeciwników, którzy dali się zwieść pozorom. „Jak wymyśla na nowo PSG, czasami z użyciem ustawienia z trójką w obronie, jak prowadzi trójkę Mbappe-Cavani-Neymar, która ma wszystko by się stać najlepszym atakiem świata, ale tego jeszcze nie pokazała”  - pisze „L’Equipe”. Plus to, co najciekawsze od ludzkiej strony: jak ułożą się jego relacje z drużyną, przy takim stężeniu gwiazd i samców alfa, jakie występuje w paryskiej szatni. Zwłaszcza, że budowanie dobrych i trwałych relacji z drużyną i pracownikami klubu było do tej pory uważane za najsłabszą stronę Tuchela.

„Humorzasty i osobliwy”. „Mobbing, poziom dziesięć”

„Dyktator”. „Humorzasty i osobliwy”. „Mobbing, poziom dziesięć”. „Osobiste wycieczki, gdy przestawało iść” – tak bramkarz Heinz Müller wspominał pracę Tuchela w Mainz. Z Borussią Dortmund Tuchel rozstał się przed czasem z powodu kłótni z szefami i nadwątlonych relacji z drużyną. A teraz wchodzi do szatni, która może być beczką prochu. Unai Emery trafił tam ze świetną opinią, ale nie był w stanie zbudować autorytetu pracując pierwszy raz z grupą tak wielkich gwiazd. Wyrzekł się wielu swoich planów, byle tylko nie drażnić  liderów. A i tak się np. z Neymarem nie polubili.

Tuchel też debiutuje w tak gwiazdorskim klubie. Ale z wyrzekaniem się swoich planów go nie kojarzymy. Przez to serial o sezonie 2017-2018 zapowiada się jeszcze ciekawiej. A na najważniejszy – i jedyny głośny do tej pory – transfer PSG tego lata wyrasta sprowadzenie Gianluigiego Buffona. Z nim wszystko w szatni ma się stać łatwiejsze. Pierwsze sceny to sielanka: Tuchel śpiewający przed drużyną „Happy” Pharella Williamsa w podziemiach stadionu w Shenzen, po rozbiciu Monaco 4:0 w Superpucharze Francji. Wywiady piłkarzy, zachwyconych trenerem. Uśmiechy i wypowiedzi trenera, m.in. o Neymarze artyście, który musi być szczęśliwy, by być liderem. Ale też wiadomości o tym, że Tuchel obszedł już ulubione restauracje i nocne kluby piłkarzy. Żeby przypomnieć właścicielom, czego piłkarz nie może jeść i czego nie może robić. Żeby poprosić o informowanie, gdyby działo się inaczej. To jest trener który wymaga od siebie i piłkarzy ciągłego rozwoju, na boisku i poza nim. Zagląda na talerze i do życia prywatnego. I teraz to wszystko zostanie poddane próbie paryskiej codzienności, zaczynając od niedzielnego meczu z Caen na początek ligi.

Tuchel w PSG jak Guardiola w Bayernie?

Francuzom marzy się, żeby z Ligue 1 było trochę tak jak z Bundesligą w trzech sezonach z Pepem Guardiolą w Bayernie Monachium. Tam też było jasne, kto na końcu wygra. Ale bardzo dobrze się na to patrzyło. Na Guardiolę – alchemika przy pracy. Na sprawdzanie różnych taktyk, poddawanie gwiazd próbom, zmiany pozycji. A najlepiej oglądało się to w sezonie 2015-2016, gdy wyzwanie Guardioli rzuciło jego podobieństwo, czyli właśnie Thomas Tuchel. Borussia Dortmund Tuchela była wtedy przepięknym wicemistrzem: statystycznie, taktycznie i jeśli chodzi o wrażenia artystyczne. Jeden obsesjonat ze słabością do pięknej gry zmusił do najwyższego wysiłku drugiego obsesjonata (Guardiola się kojarzy z piękną grą, ale też potrafi prowadzić drużyny jak kapral, sprawdzający czy piłkarze są już w domach, zirytowany tym, że robią błędy w odżywianiu się). Tuchel przejął drużynę w kryzysie i niemal z miejsca przywrócił rozmach Borussii wypalonej w ostatnich miesiącach pracy z Juergenem Kloppem. Do tego zrobił z niej drużynę bardziej wszechstronną, efektowniejszą, a z Pierre’a Emericka Aubameyanga – łowcę goli ścigającego się od tamtej pory sezon w sezon z Robertem Lewandowskim o tytuł króla strzelców. Wprowadził w wielki futbol Christiana Pulisicia, wycisnął z Juliena Weigla więcej niż ktokolwiek inny. Wyliczać można długo.

Dał Borussii trofeum, ale nie dał spokoju

Mistrzostwo Tuchel wówczas przegrał, ale jego Borussia strzeliła więcej goli niż Bayern, co się nie udało żadnej innej drużynie podczas trzech lat Guardioli w Niemczech. I gdyby miały decydować tylko sprawy boiskowe, to może Tuchel byłby trenerem Borussii do dziś. A jednak rozstał się z klubem ponad rok temu, na rok przed upływem kontraktu, kilka dni po zdobyciu Pucharu Niemiec, czyli pierwszego trofeum Borussii po pięciu latach przerwy. Skłócił się z szefem klubu Hansem Joachimem Watzke, z szefem skautów Svenem Mislintatem – z nim tak ostro, że od pewnego momentu nie wpuszczał go już na treningi –i z niektórymi piłkarzami.  

Przylgnęła do niego po pracy w Mainz i Borussii łatka trenera ze świetnym warsztatem, ale wyobcowanego i bezkompromisowego poza granice wytrzymałości. Trenera wymagającego od siebie i innych tak wiele, że zaczynali się sobą szybko męczyć. Ale trenera tak dobrego, że zatrudnienie go rozważał Bayern. Rozważał jednak tak długo, a Tuchela tak ciągnęło do pracy za granicą, że do porozumienia nie doszło. Tuchel wybrał ligowego dominatora w wersji francuskiej, a nie niemieckiej.

Wielka presja w Lidze Mistrzów

Przychodzi po roku przerwy, ze świeżą głową, co podkreślali jego nowi pracodawcy. Paris Saint Germain z jednej strony da Tuchelowi komfort, którego nigdy jeszcze nie miał: najsilniejszej kadry w lidze. Z drugiej strony nałoży na niego ciężar, którego jeszcze nie nosił: przymus wygrywania wszystkiego w Ligue 1. I wielką presję na sukcesy w Lidze Mistrzów. To Liga Mistrzów rozstrzyga o przyszłości trenerów PSG. Serial „Bundesliga z Guardiolą” miał taką siłę przyciągania nie tylko dlatego, że do Bawarii przyszedł Guardiola, ale że przychodził po niemieckim finale Ligi Mistrzów 2013. PSG jest po dwóch sezonach odpadania w 1/8 finału z potęgami: w kuriozalnych okolicznościach z Barceloną w 2017, potem w 2018 porażki z Realem. W rewanżu z Barceloną PSG spanikowało i poniosło klęskę. Z Realem przegrało wojnę nerwów mniej spektakularnie, ale jednak wyraźnie. Tuchel ma to zmienić, wzmocnić ich psychicznie, dodać wszechstronności drużynie, która wpadała od czasu do czasu w koleiny systemu 4-3-3. A przy tym kontynuować to, co akurat udawało się Unaiowi Emery’emu, czyli wprowadzanie młodych piłkarzy, by PSG nie stało tylko podkupionymi gwiazdami. Emery przychodził dwa lata temu z bardzo dobrymi referencjami, z wygranymi Ligami Europy w CV, z planem zmian w taktyce PSG. To mógł być już wówczas bardzo dobry serial. Ale bohater przestraszył się dużej sceny. Co pokaże na niej Tuchel?

Ostatni dzień mistrzostw i ostatnie szanse medalowe. Włodarczyk, Ennaoui i Szost staną na podium? [Rozkład dnia]

Krzysztof Piątek strzelił cztery gole w debiucie. Genoa wygrała w Pucharze Włoch

Więcej o: